Andrzej Chryzostom Załuski, kanclerz królowej

Urodzony na Warmii Andrzej (Jędrzej) Chryzostom Załuski (ok. 1648 – 1711), przyszły kanclerz wielki koronny, kaznodzieja i pisarz, odebrał – jako uzdolniony siostrzeniec prymasa Olszowskiego – staranne wykształcenie. Studiował w Wiedniu, Lowanium i Paryżu głównie filozofię, historię i prawo; podróżował też po Europie (Francja, Holandia). Już jako kanonik krakowski posłował do Hiszpanii i Portugalii (1674 – 1675) z wieścią o śmierci króla Michała. Po powrocie powierzono Załuskiemu misję dyplomatyczną do Francji, tym razem z informacją o elekcji Sobieskiego.

Portret Andrzeja Chryzostoma Załuskiego, rycina J. Andreasa Scharffena z druku Szczepana Sczanieckiego „Fragmenta philosophiae universae ex Praelectionibus...”, Kalisz 1694; Biblioteka Narodowa

Ustawicznie goniąc za coraz wyższymi godnościami, swoje zapatrywania polityczne zmieniał jak rękawiczki. Odkąd związał się z królewskim domem Sobieskich, ambitnie zaczął piąć się w górę. I choć ominęło go przyobiecane opactwo jędrzejowskie, umiał przypodobać się królewskiej parze: Janowi III ofiarował srebrny ołtarz (który jego wuj dostał od cesarza), a Marii Kazimierze pierścień, dwa złote krzyże i wysadzaną klejnotami szkatułkę. Wkrótce też został kanclerzem królowej (1676 – 1687), uprzedzając biskupa przemyskiego Zbąskiego. Sypały się też na dotychczasowego biskupa płockiego godności duchowne: biskupstwo kijowskie (1683), łuckie (1692) i warmińskie (1699).

Współcześni Załuskiemu nie mieli jednak o nim najlepszego zdania. Bystry ambasador francuski Melchior de Polignac ocenił go trafnie: „ce prélat est un homme de manège et d’ intrigue” (ten prałat jest człowiekiem krętactw oraz intryg). Załuski ustawicznie siał wokół siebie plotki i nieporozumienia. Z dworem jego stosunki układały się różnie – to gniewał się, to godził. Odegrał wprawdzie znaczną rolę w zabiegach wokół bawarskiego mariażu Teresy Kunegundy Sobieskiej (której towarzyszył do Brukseli) oraz w pojednaniu Marii Kazimiery z królewiczem Jakubem Ludwikiem, gdy ten nie chciał otworzyć bram Zamku przed żałobnym orszakiem z ciałem Jana III. Lecz faktem jest również, iż królewska para uskarżała się w swej korespondencji na „niecnego” biskupa płockiego, np. w „poczcie wiedeńskiej” Marysieńka donosiła mężowi: „Nie przepowiedziane rzeczy te, chtore się tu dzieją przez Biscoupa! Doprawdy, dziwacznie sobie poczyna!”.

Załuski (obecny przy śmierci Sobieskiego) na kartach czterotomowego dzieła Epistolae historico – familiares (wydanego już w XVIII w.) wypowiadał się życzliwie o zmarłym monarsze, natomiast jego opinie o Marii Kazimierze okazały się zdecydowanie oszczercze (można domniemywać, iż żywił doń urazę o pominięcie jego osoby w staraniach o pieczęć kanclerza koronnego). Zapiski te przyczyniły się, niestety, do ugruntowania czarnej legendy królowej, zwłaszcza w historiografii rodzimej i obcej następnych wieków.

Sztychowane portrety Załuskiego przeważnie pochodzą już z XVIII wieku (miedzioryty Martina Bernigerotha, Samuela Donneta i Jodocusa Egidiusa Krausa); wyjątkowym przykładem jest rzadko spotykana mezzotinta J. Andreasa Scharffena, zamieszczona w druku Szczepana Sczanieckiego Fragmenta philosophiae universae ex Praelectionibus ..., wydanego w Kaliszu w 1694 r.