(...)

Atlas roślin rodzimych i obcych: Johann Philipp Breyne o bieluniu dziędzierzawie i Auguście II Mocnym

W trakcie swej peregrinatio medica po uzyskaniu tytułu doktora filozofii i medycyny gdański uczony Johann Philipp Breyne odwiedził między innymi Lipsk. W mieście tym bawił w lecie 1704 roku, odwiedzając licznych naturalistów oraz innych interesujących i uczonych ludzi.

August II, miedzioryt Martina Bernigerotha, 1731; Biblioteka Narodowa

Wśród tych, u których Breyne gościł, znalazł się między innymi pan Heinrich Lincken (1638–1717), aptekarz. Ten pochodzący z Gdańska człowiek, niemal rówieśnik ojca Johanna Philippa, znanego botanika Jacoba Breyne’a (1637–1697), oprowadził młodego doktora filozofii i medycyny po swoim słynnym muzeum, które tworzył z miłością i pasją od niemal trzydziestu lat.

Obok egzotycznych węży i jaszczurek zakonserwowanych w różnych roztworach, muszli, minerałów czy zamorskich roślin, Breyne junior zobaczył osobliwe producta chemica, na przykład fosfor wypreparowany z ludzkiej uryny i krwi, oraz inne rarytasy i osobliwości. Pan Lincken uraczył Breyne’a także intrygującymi opowieściami, z których jedna dotyczył Augusta II Mocnego, elektora saksońskiego i króla Polski. I tak, Johann Philipp w swym dzienniku podróży skrzętnie zanotował:

„Pokazał mi także [dorodną] daturę, z której król często korzystał dla przyjemności, i drachmę której [pan Lincken] podawał także innym osobom, i którą aplikował również sam sobie, aby wprowadzić się w stan głuptactwa. [Przy czym najlepszym] antidotum [na stan takiego ogłupienia, jak stwierdził w rozmowie,] było włożenie rąk do lodowatej wody”.

Bieluń, bielon, dziędziera, dendera, durman, cygańskie ziele lub jabłko cierniste, bo o nim wspomniał w trakcie spotkania z młodym Breynem lipski aptekarz, to pięknie kwitnąca roślina jednoroczna dziś często spotykana w przydomowych ogrodach. Ze względu na dużą zawartość alkaloidów tropanowych może być stosowana zarówno jako śmiertelna trucizna, jak i narkotyk wywołujący silny niepokój, słowotok oraz omamy wzrokowe i słuchowe. Oczywiście nie wiemy, czy Heinrich Lincken uprawiał bieluń dziędzierzawę, bieluń indiański czy inną roślinę z rodzaju Datura. Tak czy inaczej, na pewno korzystał z niej nie tylko w celach terapeutycznych, ale i rekreacyjnych, aby re-kreować, a więc ożywiać i odnawiać ducha (niem. Gemueth, łac. spiritus) króla oraz członków jego dworu.

W osiemnastowiecznym polskojęzycznym poradniku Compendium medicum auctum opracowanym najprawdopodobniej przez franciszkańskiego zakonnika Apolinarego Wieczorkowicza bieluń nazwano „szalejem wielkim, z szyszkami wielkimi”, jednoznacznie wskazując na wygląd zewnętrzny oraz właściwości tej niebezpiecznej i pięknej rośliny. O jej medycznych i pozamedycznych zastosowaniach rozprawiał w swym Herbarzu również renesansowy botanik polski Stefan Falimirz, który tłumaczył – zgodnie z założeniami medycyny humoralnej – jakie jakości kryje owo ziele:

„Bielon jest zimnego i suchego przyrodzenia, [przy czym] czarny bielon jest na[j]gorszy i na[j]szkodliwszy, a potem czerwony […] Biały między nimi jest na[j]lepszy i na[j]zdrowszy, którego w lekarstwie używamy, a jeśliby nie mógł być biały, tedy czerwony raczej weźmi[j], a czarnego nie tykaj […] Avicenna [słynny średniowieczny medyk arabski] mówi […] o bielonie [co następuje], jest bielon odejmujący czujność członkom i krew zastanawia, atak i boleści, które przychodzą [ze] stłuczenia, uśmierza, i też boleści bolączek gorących, które pochodzą z cholery, uspokaja, to jest sok bielonowy z trochą octu zmieszaj, a rozmoczywszy chustkę przykładaj na te miejsca”, które kogo bolą.

Jednocześnie Falimirz wskazywał na narkotyczne działanie datury:

„Liście bielonowe jedzone przez ludzi, błąd a niejakie odejście od rozumy czynią […] kto by nasienia jego spożywał, ten na czas jakoby oszaleje i pamięć straci”. 

O durmanie, roślinie czyniącej z ludzi durni, wspominano także w innych publikacjach. Przykładowo, w osiemnastowiecznym leksykonie Zedlera bardzo ładnie opisano właściwości narkotyczne Tollkraut czy Dullkraut, a więc ziela szaleństwa i wszelkiej głupoty:

„Korzystają z [datury] także Indianie” – stwierdzał anonimowy autor hasła encyklopedycznego. – „Kto przyjmie drachmę nasion [bielunia] roztartych na proszek, przez długi czas będzie durny (dumm) i  głupkowaty (damisch), będzie śmiać się, płakać lub spać; a jeśli przyjmie bardzo dużą ilość [bieluniowego proszku], to ten zadziała jak trucizna”.

Czy jednym z powodów, dla których Johann Philipp Breyne nigdy nie wydał drukiem swoich wspomnień z podróży medycznych, była wzmianka o narkotycznych przygodach króla Augusta II Mocnego, tego nie wiemy. Możemy jednak założyć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że nie byłoby mile widziane przez żadnego z władców saskich, aby informacja o rekreacyjnym przyjmowaniu bielunia przez Augusta II Mocnego została upubliczniona.

Materiały zebrano w trakcie pobytu badawczego w Forschungsbibliothek Gotha w ramach Herzog-Ernst-Stipendium der Fritz Thyssen Stiftung.