Awantury Jerzego Krasickiego

Dwóch braci Krasickich żyło w pierwszej połowie XVII wieku, jednak ich losy toczyły się zupełnie innymi torami. Marcin był sprawnym i zasłużonym politykiem, Jerzy zaś zawadiaką i warchołem. Tego drugiego, ze względu na zarozumiałość i pychę, z której jednak powszechnie dworowano, zwano Grandżadżą. Na żarty nie mogli pozwolić sobie jednak ci, którzy wpadli w ręce starosty dolińskiego Jerzego Krasickiego. Pochwyconych przetrzymywał w lochach swego zamku w Dubiecku, a następnie przymuszał do przysięgi w grodzie sanockim, że pokrzywdzeni nie będą dochodzić żadnych pretensji.

Bójka szlachty w kościele, akwaforta z druku „Gedoppelter polnischer Sack – Spiegel oder merckwürdige Vorbildung des ehemahl", 1734; Biblioteka Narodowa

Awantury i ekscesy, jakich się dopuszczał, przyniosły mu aż 23 wyroki infamii i banicji, z których oczywiście nic sobie nie robił i dalej urządzał zbrojne napady i zajazdy na swych sąsiadów i przeciwników. Nie zawsze jednak wybryki uchodziły mu płazem. Za napaść na Pawła Potockiego musiał odsiedzieć w wieży lwowskiego zamku aż 12 tygodni. Nie raz także na własnym grzbiecie przyszło staroście dolińskiemu płacić za bezeceństwa. Wielokrotnie poraniony i pobity, nie zmieniał jednak swego postępowania.

Z biegiem czasu awantury, jakich się dopuszczał, przekraczały nawet siedemnastowieczne normy. Oto w 1621 roku za wywołanie burdy, strzelaniny i rozlewu krwi w katedrze przemyskiej z towarzyszami chorągwi husarskiej Piotra Opalińskiego, biskup Jan Wężyk rzucił klątwę na Krasickiego. Zniewagi nie podarowali mu także husarze. Ruszyli w pogoń za awanturnikiem i szturmem zdobyli siedzibę krewkiego magnata, który został zmuszony do przyznania się do win i zapłacenia odszkodowania w wysokości 10 tysięcy złotych polskich.

Rodzina starosty dolińskiego z coraz większą obawą i zgorszeniem przyglądała się jego poczynaniom. Wreszcie król Władysław IV zgodził się na ustanowienie kurateli nad Krasickim, którego uznano za szalonego. Ten wcale nie zamierzał pogodzić się z królewskim werdyktem i wydał wojnę swemu kuratorowi: wojewodzie wołyńskiemu Adamowi Sanguszce - Koszyckiemu. Padali zabici i ranni, płonęły wsie i wioski. Wreszcie zwyciężony starosta doliński, opuszczony przez wszystkich, żyjąc we Lwowie o proszonym chlebie, zakończył żywot jako żebrak.