Daniel Bratkowski – kontrowersyjny poeta pogranicza

Postać i poezja Daniela Bratkowskiego nie są szeroko znane. W polskich badaniach postrzegany jest on bardziej jako poeta lokalny, którego zbiór epigramatów pt. Świat po części przejrzany z roku 1697 może zainteresować raczej historyków i etnografów niż literaturoznawców. Nieco inaczej osoba Daniela Bratkowskiego jest traktowana przez stronę ukraińską. Już od XVIII wieku Bratkowski traktowany jest jak bohater, człowiek uczciwy, odważny, który poświęca się dla dobra słusznej sprawy. Podkreślana jest jego dobroć, łagodność, poświęcenie. Poeta otoczony jest czcią, a rocznicę jego śmierci obchodzi się z należytą powagą. Kim jest więc ta na poły tajemnicza postać?

Polski szlachcic wsparty na toporze, Stefano Della Bella, ok. 1641; Biblioteka Narodowa

Biografia poety jest wciąż trudna do zrekonstruowania. Przyjmuje się, że Daniel Bratkowski urodził się w latach 30. XVII wieku. Źródła wskazują tylko na to, że jego ojcem był Bohdan Bratkowski, skarbnik bracławski. Jako członek łuckiego bractwa cerkiewnego wykazywał się daleko idącą niegospodarnością, brakiem szacunku dla duchownych, egoizmem. Również w kontaktach z sąsiadami ojciec poety był zachłannym, porywczym i niezbyt ugodowym człowiekiem.

Kwestia wykształcenia Daniela Bratkowskiego także jest niejasna – najprawdopodobniej młody szlachcic zdobywał wiedzę w łuckiej szkole brackiej. Trudno też jednoznacznie potwierdzić, czy przyszły poeta odbywał zagraniczne studia. Wiadomo jednak, że – jak wielu przedstawicieli szlachty – rozpoczął on służbę wojskową i dyplomatyczną. Za swoje zasługi otrzymał przywilej od Michała Korybuta Wiśniowieckiego na podstolstwo bracławskie w 1669 roku, a w 1688 roku Jan III Sobieski nadał mu nominację na podczaszostwo wendeńskie. Tym tytułem posługiwał się aż do śmierci. Można więc uznać, że Bratkowski zakończył swoją służbę pod koniec lat 60. i rozpoczął spokojne, jakby się mogło wydawać, życie ziemianina. Jedynym wyjątkiem był udział w pospolitym ruszeniu w 1672 roku w związku z wojną turecką.

Tymczasem życie ziemianina obfitowało w liczne wypadki: w procesy z sąsiadami o zawłaszczenia mienia, o spory majątkowe i o pobicia chłopów. Bratkowski procesował się również z Żydami, oskarżając ich niejednokrotnie o kradzież pieniędzy. Nie oszczędził też w tym względzie własnej rodziny – wytoczył proces o zwrot pieniędzy od męża jego siostry, Zuzanny, niedługo po jej śmierci.

Wśród sąsiadów Bratkowski cieszył się złą sławą, zwłaszcza dlatego, że źle traktował chłopów. Najpoważniejszym jego przewinieniem było spowodowanie śmierci Piotra Dutki – mężczyzna zmarł wskutek pobicia. Zachowany opis tego zdarzenia pokazuje, z jakim okrucieństwem został potraktowany „poddany dziedziczny”: „wprzód dawszy mu garcem w łeb i ranę mu w róg głowy z lewej strony, aż do samej kości krwawą […] a potym, za włosy i kołtuny porwawszy […], o ziemię obwalił, kolanami, nogami podkówkami bił, tłukł, deptał piersi kolanami, stłukł, zbił, razów po wszytkim ciele niemało nazadawał, kołtuny wyrwał; który od takiego srogiego i niemiłosiernego zbicia, zranienia i skaleczenia w tydzień umarł”.

Daniel Bratkowski jako obrońca prawosławia i przeciwnik unii nie unikał również konfliktów z grekokatolikami. Potwierdzają to wydarzenia z dzierżawionej przez niego wsi Malin, gdzie Bratkowski notorycznie przeszkadzał i nie dopuszczał do uczestniczenia innych w nabożeństwach. Proponował nawet księdzu pieniądze za przejście na prawosławie. Gdy ten odmówił, Bratkowski napadł na świątynię i zamknął ją, pozbawiając wiernych dostępu. Być może nie chodziło wyłącznie o względy duchowe, ale również o wyłudzenie pieniędzy za ponowne udostępnienie świątyni.

Jego zaangażowanie w sprawy religijne nie ograniczało się jedynie do najazdów na unickie kościoły. W 1678 roku został wybrany przez łuckie bractwo cerkiewne na członka delegacji, która w Lublinie miała na celu doprowadzenie do zgody pomiędzy grekokatolikami a wyznawcami prawosławia. W sprawę był również zaangażowany król Jan III Sobieski, który co prawda obiecał nadanie praw prawosławnym, lecz obietnic swoich nie spełnił. W 1699 roku wybrani na posłów przedstawiciele mieli znów domagać się spełnienia królewskich obietnic i nadania przywilejów prawosławnym w Rzeczypospolitej, ale nic nie uzyskali, co wzbudziło oburzenie szlachty wołyńskiej. Daniel Bratkowski jest jednym z sygnatariuszy pisma, w którym domagają się oni poddania karze delegatów niewypełniających instrukcji sejmowych. W kolejnych latach działacz na rzecz prawosławia podjął bardziej zdecydowane kroki, które doprowadziły w końcu do jego tragicznej śmierci.

Bratkowski zdecydował się więc na wyjazd do Mazepy w celu obrony prawosławia. U tamtejszego hetmana szukał poparcia i pomocy w ochronie praw wyznawców wiary ritus Graeci. Pojmany w Ołyce w drodze powrotnej szczęśliwie uniknął kary. Jednak w 1702 roku został złapany powtórnie z pismami wzywającymi do obrony wiary prawosławnej własnego autorstwa. Po poddaniu Bratkowskiego torturom sąd wojskowy w Łucku skazał go na śmierć za szkodliwą działalność na rzecz Korony. Wyrok wykonano 26 listopada 1702 roku. Przed śmiercią poeta spisał testament, który jest także cennym źródłem wiedzy o jego życiu. Bratkowski porządkuje w nim wszelkie sprawy materialne, a nawet nakazuje rekompensatę dla człowieka, którego wcześniej skrzywdził, jakby w obliczu śmierci pragnął uregulować sprawy swojego sumienia.

Kwestie polityczne i społeczne Bratkowski podejmuje także w swojej twórczości. Jako przedstawiciel liczniejszej, alei biedniejszej części szlachty, widzi ogrom niesprawiedliwości i nierówności wewnątrz stanu szlacheckiego – w teorii równego, gdzie każdy ma takie same prawa i przywileje. Dostrzega przyczyny takiej sytuacji i swoje przemyślenia co do sposobu funkcjonowania państwa i jego możliwej przyszłości przelewa na karty Świata po części przejrzanego, cyklu poetyckiego wydanego w 1697 roku.

Autor przyczyn anarchii upatruje w korupcji coraz bardziej ogarniającej system ustawodawczy kraju, paraliżującej życie publiczne. Bogaci przedstawiciele szlachty, którzy chcą mieć wpływ na funkcjonowanie państwa, z chęcią organizują bankiety suto zakrapiane alkoholem – tak zaskarbiają sobie przychylność biedniejszej części stanu szlacheckiego i gwarantują wybór na posła sejmu czy deputata na posiedzeniu trybunału:

„Gdy flaszą wina utraktuje gości

To trzeba zaraz obrać jegomości

Albo-li posłom, albo deputatem,

A nie obierzesz, na wieki nie bratem”.

Takie zachowanie jest wręcz pożądane i każdy sejmik rozpoczyna wybory przedstawicieli od biesiady – inaczej nie ma nawet o czym rozmawiać, bo brakuje głównego „argumentu”.

Co więcej, choć wybierani na posłów wielmożni zobowiązani są do wypełniania instrukcji sejmowych, to jednak nie przejmują się nimi, najważniejsze są dla nich prywatne sprawy i ich pomyślne rozwiązanie. Co gorsza, nie ma sposobu na wyegzekwowanie dopełnienia poselskich obowiązków przez wybierających braci-szlachciców.

Najbardziej wymownym utworem, który ukazuje patologię niszczącą system demokracji szlacheckiej jest wiersz Sejmik. To rozmowa pomiędzy panem a sługą o tym, co zostało ustalone na sejmiku. Okazuje się, że najmądrzejszym był „mieszek” – to pieniądze zadecydowały o wszystkim. Wszelkie decyzje personalne, nadania urzędów są dokonywane na korzyść tego, kto więcej zapłaci, kto da większą łapówkę osobie decyzyjnej, a najważniejsze postanowienia zapadają w gronie osób zainteresowanych prywatnym zyskiem z tym związanym, a nie na forum publicznym.

To tylko jeden z problemów poruszanych w Świecie po części przejrzanym, który to cykl czytać można jak interesujące i pełne zaangażowania studium społeczne czasów baroku.

Jak widać, postać Daniela Bratkowskiego jest niewątpliwie skomplikowana w ocenie. Jako szlachcic, należący do polskiego kręgu kulturowego, występował po stronie prawosławia i Rusinów. Jego śmierć, poniesiona w obronie wiary, zapewniła mu miejsce w panteonie ukraińskich bohaterów narodowych i niesłusznie odsunęła go w cień w polskich badaniach historycznych i literaturoznawczych.