Doktor Simon Schulz i trzy operacje otwarcia wrodzonego zarośnięcia odbytu u noworodków

Współcześnie zarośnięcie odbytu jest rzadką wadą wrodzoną, występującą zaledwie u jednego noworodka na pięć tysięcy. Charakteryzuje się albo brakiem odbytu u dziecka, albo jego niewłaściwym położeniem. Stąd też lekarze wyróżniają tzw. wady wysokie, gdy odbyt znajduje się w brzuchu niemowlęcia, oraz tzw. wady niskie, gdy jest on ukryty zaraz pod skórą. Co ciekawe, tego typu malformacje występują nieco częściej u chłopców niż u dziewczynek oraz charakteryzują w większym stopniu populacje żyjące w górach niż na obszarach nizinnych. Przy czym zarośnięty odbyt jest wadą znaną chirurgom od stuleci i dzieci z taką malformacją rodziły się również na terenie I Rzeczypospolitej. 

Ilustracja anatomiczna z jednego z tomów „Miscellanea curiosa...", 1686, zbiory Uniwersytetu Complutense w Madrycie

Renesansowy chirurg francuski Ambrois Pare twierdził, że noworodkowi, który przyjdzie na świat z zarośniętym skórą otworem zadnim, nie da się w żaden sposób udrożnić kiszki stolcowej, więc niechybnie takie dziecko umrze. Natomiast inni chirurdzy i medycy – starożytni, średniowieczni oraz nowożytni, między innymi Paweł z Eginy, Albucasis, Hali Abbas, Cardano, Hildanus czy Johannes Scutletus – nie tylko chwalili operacyjne leczenie tego typu wad wrodzonych, lecz także mieli z nim dobre doświadczenia.

Jednym z praktykujących na terenie Prus Królewskich lekarzy, który przeprowadził taką operację z pozytywnym skutkiem, był toruński fizyk miejski Simon Schulz. Medyczne case study opisujące postępowanie zabiegowe lekarz opublikował w czasopiśmie „Miscellanea Curiosa”.

***

25 marca 1662 roku do doktora Schulza przybył szlachcic polski, niejaki Stupański, z czterodniowym synem. Dziecko było ładnie uformowane i zdrowe, jednak wskutek zarośnięcia odbytu nie mogło oddać ani smółki, ani stolca. Od razu posłano po chirurga miejskiego Antona Statlendera. Obaj mężczyźni obejrzeli dziecko i uznali, że odbyt jest zarośnięty zarówno przez skórę, jak i ciało niemowlęcia. Stąd też chirurg bez zwłoki – w obecności medyka i ojca – wykonał skalpelem w miejscu w którym powinno znajdować się ujście kiszki stolcowej, nacięcie w kształcie krzyża, z którego po chwili wypłynęło mnóstwo czarnych i cuchnących nieczystości. Następnie do otworu wprowadzono srebrną rurkę, choć doktor Schulz informował w raporcie, że z równie dobrym skutkiem można by użyć rurki ołowianej, którą uprzednio posmarowano maścią o właściwościach przeciwbólowych. Ranę pociągnięto zaś środkiem wysuszającym, dzięki czemu proces zdrowienia mógł przebiegać spokojnie i zakończyć się szczęśliwie. Po roku dziecko było całkowicie zdrowe i, jak twierdził jego ojciec, nie cierpiało na obstrukcje. Przy czym, jak podawał w jeden ze swych prac Johannes Scultetus, w przypadku, gdyby odbyt nie był zarośnięty skórą całkowicie, można by go poszerzać, używając korzenia goryczki, co jednak, jak dodawał lekarz z Torunia, byłoby czasochłonne i bardzo bolesne.

Innym pacjentem Doktora Schulza, u którego przeprowadzono identyczny zabieg, był ośmiodniowy syn chłopa Mateusza Rataja. Operację wykonano 8 stycznia 1661 roku. W tym przypadku osłabione dziecko „lało się na rękach” ojca, który je przyniósł. Jego podbrzusze było opuchnięte i twarde, natomiast między pośladkami nie było widać miejsca, w którym można by wykonać otwór. Gdy tylko chirurg wytypował odpowiednie, jego zdaniem, miejsce oraz pewną ręką wykonał nacięcie ostrym i szpiczastym nożem, od razu z ciała noworodka „wydobył się silny wiatr, po którym wypłynęła niezmiernie cuchnąca materia wilgotna”. Cuchnąca materia wypływała także po poszerzeniu otworu za pomocą nożyc i szczypiec. Przy czym dlatego, że ojciec dziecka spieszył się po operacji z powrotem na wieś, chirurg przekazał mu dwa dłutka o obłym przekroju, których średnica była dostosowana do świeżo wykonanego nacięcia i które pociągnięto białkiem z jaj kurzych. Następnie zaś wprowadził jedno z nich do odbytu chłopca, aby zaprezentować ojcu, jak używać owo narzędzie. I także ten zabieg przyniósł pomyślny rezultat, i dziecko rosło zdrowe i szczęśliwe.

Smutny finał miała natomiast operacja przeprowadzona u dziecka burmistrza Torunia, którego imienia i nazwiska nie przytoczono w raporcie. Operację wykonano tym razem pod czujnym okiem doktora Christopha Strenberga. Dlatego jednak, że nie było widać miejsca, w którym mogłaby się kończyć kiszka stolcowa, wykonano cięcie tam, gdzie wydawało się to chirurgowi najodpowiedniejsze. Niestety, z otworu nie wypłynęły nieczystości, tylko cienka strużka krwi, a dziecko umarło po kilkunastu godzinach. W trakcie autopsji zauważono, że jelito grube było przesunięte względem typowego ułożenia i miało taką samą długość, co jelito cienkie. Co więcej, na odcinku dwóch palców było całkowicie zarośnięte mięsem. Natomiast w pozostałych narządach wewnętrznych dziecięcia nie zaobserwowano żadnych aberracji.