Epickie pojedynki i aristeje

W dawnej epice występują dwa podstawowe typy scen eksponujących indywidualną sprawność wojenną bohaterów: pojedynki i aristeje. Pierwsze przedstawiają dwóch herosów zmagających się samotnie, bez odgłosów szczęku oręża w tle. Aristeja natomiast to epizod batalii ukazujący serię militarnych wyczynów pojedynczego herosa, który z furią rzuca się na szeregi wrogów, siejąc wśród przeciwników spustoszenie. Obie konwencje utrwalone zostały już w Iliadzie, służąc u Homera afirmacji etosu heroicznego, ale także pełniąc funkcję kompozycyjną (sceny pojedynków i aristeje wyznaczają nierzadko punkty kulminacyjne w przebiegu akcji). Jak się czasem przypuszcza, oba typy przedstawieniowe mogły być najstarszą formą greckich pieśni epickich, z których połączenia powstał następnie epos.

Pomnik Jana III Sobieskiego na Agrykoli w Warszawie.

Sceny bitewne Iliady kreślone są z naturalistycznym wręcz realizmem, ale i ekspresją osiągniętą dzięki starannej konstrukcji i doborowi środków artystycznych. Zapewne właśnie dlatego silnie zapadają w pamięć. Nic zatem dziwnego, że chętnie były naśladowane przez późniejszych epików. Wystarczy przypomnieć np. wzorowane na scenach z Iliady pojedynki Turnusa i Eneasza z Wergiliuszowej Eneidy czy Arganta i Tankreda z Jerozolimy wyzwolonej Torquata Tassa, by uzmysłowić sobie wpływ modelu na kreację epickiego bohatera w późniejszych wiekach, bohatera potwierdzającego swym zachowaniem na polu bitwy etos, będący taką czy inną postacią rycerskiego zespołu wartości. Do powyższych, dość oczywistych, przykładów dodać można wprowadzony przez Andrzeja Ustrzyckiego do jego Sobiesciady (1686) opis monomachii Jana III Sobieskiego z wodzem wojsk tureckich pod Wiedniem, monomachii, która nigdy się nie odbyła. Znaczenie tradycji epickiej było dla polsko-łacińskiego twórcy tak duże, że postanowił odejść od prawdy historycznej – a należy pamiętać, że w dobie staropolskiej była ona jednym z kryteriów waloryzowania eposu historycznego – by zbliżyć swego bohatera do herosów antycznych, a tym samym lepiej ukazać go w parenetycznym zwierciadle i pozostać w zgodzie z ukształtowanymi na lekturze klasyków wyobrażeniami o heroicznym pięknie.

Niemniej w poezji staropolskiej sceny pojedynków nie należały do częstych typów narracyjnych, gdyż nie odpowiadały już praktyce wojennej. Najbardziej homerycki w tym względzie okaże się z pewnością Gofred Tassa-Kochanowskiego. Kilka monomachii wprowadził także anonimowy autor Obleżenia Jasnej Góry Częstochowskiej. O wiele częściej spotkać można sceny aristei.

U Homera wyróżniony z anonimowego tłumu walczących heros to aristos – najlepszy z wojowników, który poraża, parami bądź pojedynczo, przeciwników pojawiających się zgodnie z porządkiem enumeracyjnym. Wprowadzani na epicką scenę antagoniści są albo indywidualizowani w krótkiej charakterystyce, albo oznaczani zostają jedynie imionami. Zwykle też szał bitewny wojownika jest uogólniany za pomocą porównania bądź to do rozszalałego zwierzęcia, które powala na ziemię całe zastępy myśliwych, bądź do jakiegoś żywiołu niszczącego wszystko, co stanie mu na drodze (np. powodzi czy pożaru).

Dla dawnej epiki heroicznej spetryfikowane przez Homera konwencje stanowiły elementarz wiedzy na temat konstrukcji opowiadania. Uwaga niniejsza nie dotyczy wyłącznie eposu, ale w ogóle przedstawień scen bitewnych. Oto szesnastowieczna aristeja z Która przedtym nigdy światła nie widziała, Kroniki polskiej, litewskiej, żmodzkiej i wszystkiej Rusi kijowskiej, moskiewskiej, siwierskiej, wołyńskiej, podolskiey, podgórskiej, podlaskiej etc. (1582) Macieja Stryjkowskiego:

Jan Zborowski (rzekłby był, iż to Ajaks drugi),

Nie mając ani giermka przy sobie, ni sługi,

Sam do ufu swojego między Moskwę skoczył,

A drzewcem dwu przebiwszy, koniem ich potłoczył.

Potym miecza dobywszy, siekł, kto się nawinie,

Podobny bystrej rzece, która z góry płynie,

Gdy częstym dżdżem i wielkim wód swoich pomnoży,

Z powodzią wszytki pola, wszytki włości trwoży.

W scenie tej autor pasuje rycerza na protagonistę, który jako pierwszy rusza przeciwko zupełnie anonimowemu tłumowi wrogów, sieczonych w bitewnym zapale.

W staropolskiej epice aristeje należały do częstych sposobów pośredniej charakterystyki bohatera. Spotykamy taką konstrukcję już we wczesnorenesansowej Wojnie pruskiej (Bellum Prutenum) Jana z Wiślicy w przedstawieniach Władysława Jagiełły, a w ślad za Wiśliczaninem podążali inni epicy. Spotykamy aristeje w Gofredzie Tassa-Kochanowskiego, anonimowym Obleżeniu Jasnej Góry Częstochowskiej, Władysławie IV i Wojnie domowej Samuela Twardowskiego czy również Wojnie chocimskiej Wacława Potockiego, mimo że konstrukcja ta, zaznaczyć należy, nie stała się dominującym środkiem obrazowania w „ojczystym heroicum”. Nie są też aristeje staropolskie nigdy tak rozbudowane jak w eposach starożytnych (u Homera sceny takie obejmują nieraz kilkaset wersów – w porównaniu z nimi barokowe aristeje to miniatury). Autorzy staropolscy opracowując tę konwencję wprowadzali także istotną zmianę, która w starożytności byłaby zapewne nie do pomyślenia: ukazywali mianowicie ostatnie czyny bohatera, który ponosił śmierć na polu bitwy. Dla rozkochanej w rycerskich mitach społeczności szlacheckiej ten rodzaj śmierci stanowił z pewnością zwieńczenie życia godne najwyższej czci.