Herbarz polski Marcina z Urzędowa

Marcin z Urzędowa (ok. 1500-1573), lekarz, botanik, urodził się w Urzędowie (w województwie lubelskim), jako syn Szymona, mieszczanina (dokładna data urodzin nie jest znana).

Strona tytułowa dzieła Marcina z Urzędowa „Herbarz Polski...", Kraków 1595; Biblioteka Narodowa

W 1517 r. rozpoczął studia na Akademii Krakowskiej. W 1521 r. ukończył podstawową część studiów, coś w rodzaju późniejszego gimnazjum-liceum i został najpierw bakałarzem, a następnie, w 1525 r. - magistrem. W latach 1525-1533 prowadził na Akademii wykłady, m.in. z logiki i filozofii. W 1529 r. został przełożonym Collegium Minor, a nawet w 1532 r. pełnił funkcję dziekana. Wtedy też otrzymał święcenia kapłańskie.

W 1534 r. pojechał do Padwy, aby zgłębiać tajniki  wiedzy lekarskiej. Wiele wówczas podróżował,  doskonaląc swą wiedzę zarówno w medycynie, jak i botanice. Sporo informacji na temat roślin uzyskiwał bezpośrednio od swych włoskich nauczycieli, ale studiował też dzieła autorów starożytnych, jak Dioskorydes czy Pliniusz oraz autorów sobie współczesnych. Co ważne i godne podkreślenia, w czasie tych podróży poznawał rośliny w terenie, dziko rosnące i uprawne. Zbierał je, notował, porównywał z opisami innych autorów. Wreszcie w 1535 lub 1538 r. (źródła podają różne daty), na uniwersytecie padewskim uzyskał stopień doktora medycyny.

Po powrocie do Polski, ok. 1542 r. został proboszczem w Urzędowie i Modliborzycach. W końcu jednak zrezygnował z tego drugiego probostwa, by w 1563 r.  zostać kanonikiem katedry sandomierskiej. 
Jako lekarz cieszył się uznaniem wśród mieszczan i szlachty, a także wśród magnaterii. Bez wątpienia najważniejszym wydarzeniem w jego karierze medycznej było objęcie stanowiska lekarza nadwornego u hetmana Jana Tarnowskiego, kasztelana krakowskiego. Był też zapraszany dla udzielania porad medycznych na dwór Tęczyńskich w Kraśniku i marszałka wielkiego koronnego, Jana Firleja w Kocku. Przez cały ten czas Marcin  żywo interesował się florą ziem polskich. Zajmował się też uprawą roślin leczniczych w ogródku założonym przez siebie w Sandomierzu. Zmarł w 1573 r. i spoczywa w kaplicy katedry sandomierskiej.
 
W latach 1543-1553 napisał swe najważniejsze, wybitne dzieło z zakresu botaniki i medycyny, którego pełny tytuł brzmi: Herbarz Polski, To iest o Przyrodzeniu Zioł Y  Drzew Rozmaitych, Y Inszych Rzeczy do Lekarztw Należących, Księgi Dwoje, Doctora Marcina Urzędowa, Kanonika niekiedy Sędomierskiego: y Iaśnie oświeconego Hrabie Pana, Pana Iana z Tarnowa, Kasztellana Krakowskiego, y Hetmana Wielkiego Koronnego, etc. Medyka.

To obszerne dzieło składa się z dwóch ksiąg i obejmuje prawie 500 stron. Najobszerniejsza jest księga pierwsza: O Przyrodzeniu Zioł Rozmaitych Księgi Pierwsze, Doktora Marcina Urzędowa. Księga druga nosi długi tytuł: O Własnościach Przyrodzonych Drzew, Y Niektorych Zioł Zamorskich. Przytym o Kliiach z Drzew rozmaitych wychodzących: tak że o Krusczach, y inszych rzeczach, ku Lekarstwam należącym, Księgi Wtore, Doktora Marcina Urzędowa. Na stronie 395 znajduje się początek drugiej części księgi drugiej pod tytułem: Wtora Część Ksiąg Wtórych: O krusczach.

W 470 rozdziałach obydwu tych ksiąg autor omówił rośliny lecznicze zielne i drzewiaste, ułożone w porządku alfabetycznym. Podał krótki opis rośliny, głównie w oparciu o wegetatywne cechy morfologiczne, bardzo często także okres jej kwitnienia, miejsce występowania oraz działanie lecznicze. Towarzyszyła temu nierzadko rycina. Bogato ilustrowana, całkiem dobrymi rycinami, zwykle oddającymi naturalny wygląd roślin, jest szczególnie księga pierwsza.

Na koniec autor zamieścił erratę (!), jak też prośbę do czytelnika o poprawienie błędów! Na stronie 461 znajdziemy alfabetyczny spis łacińskich nazw roślin: Nomenclator Zioł Wszystkich łacińskim ięzykiem w tym Herbarzu opisanych, zaś na stronie 468 – Reiestr Polski Zioł wszystkich w tym Herbarzu opisanych. Dzieło kończy się wykazem chorób i leków roślinnych przeciw nim stosowanych zatytułowany: Łatwe nalezienie lekarstw, na choroby rozmaite, w tym Herbarzu opisanych.

Przy pisaniu Herbarza, Marcin korzystał z obszernego zestawu dzieł przyrodniczych autorstwa 54 autorów. Podzielił ich na trzy grupy. W grupie tzw. „lekarzy starych”, znaleźli się m.in. Hippokrates, Dioskorydes, Galen czy Awicenna. Wśród „filozofów starych” są nazwiska Arystotelesa, Platona, Teofrasta czy bliższego nam w czasie Alberta Wielkiego, a wśród „filozofów i lekarzy nowych” wymienił Brunfelsa, Fuchsa czy Krescentiusza.

Marcin z Urzędowa pragnął poprzez publikację swego dzieła przyczynić się do poprawienia poziomu wiedzy przyrodniczej w Polsce, a zwłaszcza sprostować błędy, jakich wiele znaleźć można było w księgach jego poprzedników. Chciał też spopularyzować krajowe rośliny lecznicze. Oto jak pisze w przedmowie: „...z miłości mey przeciw oyczyźnie y chęci przeciw narodowi memu dla dobrego ich y użytecznego, udałem się na to, abym ziółka wiernie z Greckiego y Łacińskiego ięzyka na polszczyznę wyłożył, mówię te, które są pospolite, w naszych krainach rosnące...Napisałem Księgę tę, abym wprzód oyczyźnie mey powinność przystoyną oddał, to co mi Bóg dać raczył...ludziom narodu Polskiego się przysłużył, a na podziękowanie y wdzięczność zarobił...”.

Marcin był bez wątpienia pod wpływem i urokiem dzieł uczonych starożytnych, a jednak nie zawsze dowierzał tym autorytetom. Tak np., mimo że Dioskorydesa  uważał za sumiennego badacza i dobrego znawcę roślin, przytaczając fragment z jego pracy: „Z tey Topoley czarney, pisze Discorides, rodzi się kliy, który się potym spieka, że bywa jako kamień, ten zowią Corabe, albo succinum glossum, po polsku Burstyn”, opatruje go takim komentarzem: „ale by Burstyn miał bydź z Topoley, tedy by go miał bydź wiele w Polszcze gdzie wiele nad Wisłą Topol, a na żadney nie nayduiemy Burstynu”. Jeszcze ostrzej komentuje fragmenty pism Pliniusza, pisząc: „...wiele takich czarów Plinius pisze, które nie są godne wiary”. Marcin pozwala sobie też na krytykę współczesnych mu medyków i farmaceutów, ganiąc szczególnie ich brak zawodowych wiadomości, wprowadzanie w błąd pacjentów, a nawet oddawanie pola znachorom. Pisał więc: „naydzie też y Aptekarze y barzo wiele doktorów, którzy mało ziół znaią, na baby się spusczaią...”. Jednocześnie ostrzega i przed zielarkami, pisząc: „leda co wam daią, czego same nie znają”.

Działanie lecznicze ziół oraz sposoby przyrządzania leków roślinnych Marcin opisuje nie tylko na podstawie danych zaczerpniętych od innych, zwłaszcza starożytnych autorów, ale także w oparciu o spostrzeżenia własne: „Sama natura, albo raczey Pan Bóg sprawca wszystkiey natury, ziółka, drzewka, y chróściki dał nam za pewne lekarstwa, któremi by się każdy bez nakładu wielkiego ratować mógł”. Z ochotą pisał o zastosowaniu i wartości roślin krajowych. Tak np. chwalił szczaw i hubę modrzewiową: „Tak to dwoie lekarstwo maią Polacy w Polszcze naznamienitsze, że ich wiele Królestw nie ma...nigdiby nie potrzebowali zamorskich, na które tak wiele nakładają, a mało albo raczej nic nie pomagają”.

I jeszcze kilka przykładów chorób, według terminologii Marcina oraz niektóre lekarstwa, które miały pomagać w ich zwalczaniu: „biodr boleści” – boże drzewko, gorczyca biała, ruta, słonecznik; "bolączkam zagniłym y zebranym na przepuklinę” – cebula, jęczmień, kąkol; „cuchnieniu z ust” – anyż, owies, piołun; „flegmie zbytniey” – bieluń, bób, len, świni chleb (czyli Cyclamen europaeum); „stolce pobudzaiące” – biała gorczyca, cebula, kopytnik, łoboda.

Chociaż Marcin z Urzędowa był, jak na owe czasy, światłym lekarzem i niezłym botanikiem, w jego dziele można znaleźć fragmenty wzięte bezkrytycznie z dzieł autorów starożytnych, jak np. o storczykach (za Dioskorydesem): „jedzą te korzonki iako insze jarzyny...więtszy korzonek iedząc, czyni rodzenie synów, a mnieyszy dziewek...”, albo z innych źródeł, jak np. o kocankach: „kto w wieńcu żółtych Kocanków chodzi, tedy mu łaskę, miłość, przyiaźń y wdzięczność czyni u ludzi”. Dzisiaj takie opinie  wzbudzają rozbawienie.  Niesłusznie, bo przecież są odbiciem obrazu myśli i poglądów panujących w owych czasach.

Marcin zdawał sobie sprawę z niedostatków własnego dzieła i zapewne dlatego z pokorą napisał w przedmowie: „Ja życzę tego, aby...kto był doskonalszy y uczeńszy, któryby dla poratowania ludzkiego zdrowia godniey niźli ja pracował”.

Herbarz wyszedł drukiem w Krakowie w 1595 czyli 22 lata po śmierci autora. Są przypuszczenia, że stało się tak, ponieważ drukarze ówcześni nie byli zainteresowani wydawaniem nowych, naukowych, dobrze opracowanych dzieł. Dbali jedynie o to (podobnie zresztą jak dzisiaj), aby książki znajdowały jak najwięcej nabywców. Niemniej prof. Hryniewiecki, znawca historii polskiej botaniki uważał Herbarz za najlepsze polskie renesansowe dzieło botaniczne.

Czytanie dawnych ksiąg przyrodniczych może być pożyteczne, a nawet inspirujące do badań współczesnych. Trzeba bowiem pamiętać, że historia magistra vitae est, traktując ten aforyzm Cycerona z całą powagą, na jaką zasługuje.