Historia uprawy tulipanów w Europie

Opowieść o XVII-wiecznych ogrodach nie byłaby pełna, gdyby zabrakło w niej choćby kilku anegdot o tulipanach. Zdumiewająca historia pojawienia się i upowszechnienia upraw tych pięknych kwiatów obfituje w niejasności i pomyłki, nieoczekiwane wydarzenia i dramatyczne zwroty akcji.

Wizerunek tulipana: © 1995-2005 Missouri Botanical Garden

Ogrodowe tulipany (a dokładniej: mieszańce z grupy Tulipa gesnerana) kojarzą się nam nieodmiennie z XVII-wieczną Holandią, choć pochodzą z Azji Mniejszej, a ich „oszałamiająca kariera” w zachodnioeuropejskich ogrodach rozpoczęła się w połowie XVI wieku. Pierwszym Europejczykiem, który zobaczył tulipanowe kwiaty, był markiz Augierius Ghislain de Busbecq. Jako poseł austriackiego cesarza Ferdynanda I na dworze Sulejmana Wspaniałego, podróżował on po terenie europejskiej części dzisiejszej Turcji. W ogrodzie leżącym między Adrianopolem (dziś miejscowość ta nazywa się Edirne) a Konstantynopolem (Stambułem) ów Flamandczyk spotkał w 1554 r. pięknie kwitnące tulipany. Entuzjastyczny opis urody ich kwiatów de Busbecq dołączył do swej relacji z podróży i wraz z korespondencją wysłał do Wiednia pierwszą partię cebul.

Stugębna plotka głosi, że za powstanie naukowej nazwy Tulipa (i nazw funkcjonujących w wielu innych językach: polskim - „tulipan”, niemieckim - „Tulpe”, angielskim - „tulip”, francuskim - „tulipe”) była wynikiem pomyłki językowej. Podobno de Busbecq dostrzegł kwiat tulipana zatknięty za turban jednego z Turków i zapytał go: „Co to jest?” Turek, sądząc, że markiz pyta o jego nakrycie głowy, odpowiedział uprzejmie: „Tulpana!”, co po turecku oznacza turban. W rzeczywistości czerwony tulipan to po turecku „laleh”, a słowo to zapisuje się takimi samymi literami, z których składa się imię Allah. Islamska tradycja zakazuje bezpośredniego powoływanie się na imię Boga, dlatego wśród mahometan tulipan stał się symbolem Allaha.

Materiał roślinny przesłany przez de Busbecqa trafił w ręce jego przyjaciela - innego Flamandczyka, Charlesa de l’Ecluse (w bardziej znanej zlatynizowanej wersji jego imię i nazwisko brzmi: Karol Kluzjusz), pracującego jako ogrodnik w cesarskich ogrodach wiedeńskich. Był to człowiek niezwykły: poliglota (znał 8 języków), filozof, historyk, kartograf, mineralog, numizmatyk, zoolog, botanik i... wielki miłośnik roślin cebulowych, który z zapałem sprowadzał nasiona i cebule tych roślin z różnych stron świata. W 1592 roku otrzymał zaszczytne stanowisko profesora botaniki na Uniwersytecie w Lejdzie i przeniósł się do tego miasta, zabierając ze sobą pokaźną kolekcję roślin cebulowych. Podobno obok wielu niewątpliwych zalet, Kluzjusz miał także wady, spośród których pierwsze miejsce zajmowała... małostkowość. Ów wykształcony pyszałek rozpowiadał wszędzie, że jest w posiadaniu wspaniałego zbioru niezwykłych tulipanów. Plotka mówi, że ta taktyka okazała się zgubna w skutkach, bo podobno w 1593 r. nieznani sprawcy wdarli się do kluzjuszowego ogrodu w Lejdzie i... skradli mu wszystkie cebule! Dziwnym trafem wkrótce na holenderskim rynku kwiatowym pojawiły się duże ilości cebulek nowych tulipanów. Niepohamowane chwalipięctwo spotkało się ze zasłużoną karą, a Charles de l’Ecluse obraził się na cały świat, włącznie z tulipanami...

Do rozpowszechnienia upraw tulipanów w Holandii przyczyniło się niewątpliwie przestępstwo, co nie zmienia faktu, że była to bardzo skuteczna akcja popularyzacyjna. Wkrótce okazało się, że posiadanie w ogrodzie tulipanowych kwiatów stało się towarzyską koniecznością - należało do „dobrego tonu” i było świadectwem przynależności do elit. Wielkie zainteresowanie budziły tulipany wielobarwne, z działkami okwiatu ozdobionymi kontrastowo zestawionymi smugami. Efektowne desenie powstawały najczęściej w wyniku... choroby wirusowej, na jaką zapadały tulipany. Choroba była przenoszona przez mszyce, lub na skutek przypadkowego zakażenia roślin podczas ich pielęgnacji. Później ludzie zaczęli świadomie kaleczyć cebule, by uzyskać barwne kwiaty. W XVII wieku w Holandii prowadzono niezwykle ożywiony handel cebulami tulipanów, połączony z szaleńczymi spekulacjami giełdowymi. Największe natężenie tzw. tulipanomanii przypadło na lata 1634-1637, a krach giełdowy nastąpił zimą 1637 r. Miał on bardzo poważne konsekwencje dla wszystkich warstw społecznych: upadały zbudowane na złudnych nadziejach fortuny, potężni bankierzy ogłaszali bankructwo, zdarzały się samobójstwa, a wiele rodzin zostało bez środków do życia. Niewiele brakowało, a tulipanowa pasja Holendrów doprowadziłaby ich do zguby...