Hrabia – chemik, literat i kolekcjoner

Nieprzeciętna osobowość hrabiego Aleksandra Chodkiewicza (1776 – 1838), o niebo przerastająca ludzi mu współczesnych, nigdy nie została przez nich właściwie oceniona i doceniona. Ten jasnowłosy wielkolud (liczył blisko 2 metry wzrostu!) był człowiekiem działania, nie kontemplacji, lecz nawet dziś skala jego rozległych zainteresowań musi budzić podziw. 

Portret Aleksandra Chodkiewicza, nieznany rytownik, ok. 1822; Biblioteka Narodowa

Urodzony w Czarnobylu spadkobierca hetmańskiej sławy rodu, hrabia – generał, bardzo krótko (niecały rok) pełnił funkcję senatora – kasztelana Królestwa Polskiego. Lecz nie wysokie urzędy miały zadecydować o jego roli w ówczesnym środowisku. Obdarzony niezwykle żywym umysłem, ogarnął rozległe horyzonty wiedzy, pisząc prace naukowe z zakresu chemii i technologii (obok Jędrzeja Śniadeckiego był wówczas jedynym prawdziwie samodzielnym badaczem – chemikiem). W 1811 r. urządził w swoim pałacu przy ulicy Miodowej w Warszawie dobrze zaopatrzone w różne przyrządy laboratorium chemiczne, w którym nieustannie pracował, przeprowadzając doświadczenia. W dziedzinie fizyki zajmował się m. in. konstrukcją termometru powietrznego, lunetą – kątomierzem do pomiarów odległości, obserwacjami meteorologicznymi.

Fascynował się literaturą i poezją (sam pisał i tłumaczył powieści i pseudoklasyczne poematy), teatrem (miał własny teatr i orkiestrę w swoim pałacu w Młynowie), gromadził wreszcie dzieła sztuki, dochodząc do liczących się zbiorów różnego rodzaju ( w tym obrazy, rzeźby, numizmaty, ryciny i rysunki, nie licząc ksiąg). Wspierał materialnie wielu uczonych i artystów (m. in. Józefa Oleszkiewicza).

Z upodobaniem nosił polską rogatywkę i nie był to pusty gest, ponieważ Chodkiewicz słynął z patriotyzmu, łożąc wielkie kwoty na cele narodowe i filantropijne. Według Kazimierza Władysława Wójcickiego był „wysokiego wzrostu, szczupły, ale szerokich i podniesionych ramion, spośród których mała wyglądała głowa, z obliczem miłym, zamyślonym, a w spojrzeniu rzewnym”. Skandaliczne prowadzenie się jego pierwszej żony, pięknej lecz niewiernej Karoliny Teresy z Walewskich, którego długo starał się nie dostrzegać (Kajetan Koźmian skwitował to złośliwą uwagą: „ Głupi chemik dusi się nad dymem z retorty, gdy jego recipiens promenuje się ze swoim gachem”), spowodowało, że stawał się obiektem kpin. Prześmiewano się nawet z jego niezwykłej pracowitości. Cała jego praca wytrwała, cały żywot rozbił się o społeczność, co go zrozumieć nie chciała” – skonstatował po latach Józef Ignacy Kraszewski.

 Na litograficznym portrecie, przedstawiającym go w popiersiu, hrabia nosi wierzchnie okrycie z futrzanym kołnierzem i polską rogatywkę. Wizerunek nie jest zaopatrzony żadnym napisem objaśniającym, nie jest też sygnowany. Na egzemplarzu pochodzącym ze zbiorów Czetwertyńskich widnieje w lewym dolnym rogu ołówkowa adnotacja: Alex. Hra. Chodkiewicz – 1822. Tak wczesna data sugeruje, iż podobizna hrabiego powstała w jego własnym zakładzie litograficznym, któremu od początku patronował; niestety, nie wiadomo, kto ów wizerunek wykonał, i podług jakiego wzoru – rysunkowego bądź malarskiego. Jest to bodajże jedyny graficzny portret Chodkiewicza, który znamy.