Jak adresatki serenad kusiły swych wielbicieli

Gdyby zawierzyć autorom staropolskich serenad, proszących, by ich wybranka ukazała się w oknie, należałoby przyjąć, iż zwykłe spojrzenie z okna ujawniło niezwykłe piękno patrzącej. Rzeczywistość przedstawiona w tekstach opisujących ów proceder jest jednak dużo bardziej złożona. Prowadzona z okna gra zalotna daleka jest zwykle od bycia biernym obiektem przypadkowych spojrzeń przygodnych gapiów. Ciasne ramy okienne tylko pozornie nie pozwalały na swobodę ruchów, bowiem parapet był na ogół sceną, na której rozgrywał się z góry wyreżyserowany monodram.

Maria Kazimiera jako Jutrzenka na plafonie „Lato" w Sypialni Króla w pałacu w Wilanowie, mal. Jerzy Eleuter Szymonowicz Siemiginowski, koniec XVII w.; fot. W. Holnicki

Doskonale zdawali sobie z tego sprawę barokowi satyrycy, ganiący kokieteryjne zachowania dziewcząt. Okno jest przez nich konsekwentnie przywoływane jako miejsce, w którym ukazywały swe wdzięki, szacując uroki młodzieńców. W Satyrach Krzysztofa Opalińskiego panna ganiona jest za to, iż wygląda: „Z okienka ustawicznie na tego, owego – / Ten taki, ten owaki, to grzeczny, nadobny”. Podobnie autor często wznawianego w XVII w. Wiersza o fortelach i obyczajach białogłowskich:

                        To się potrze, aby się tym śliczniejsza zdała,

                        Iżeby się każdemu w oczach spodobała.

                        To potem stanie w oknie lub przed kamienicą,

                        To już oczyma błyska jako laną świécą.

                        To się o chłopy pyta: kto jest i kto idzie,

                        Bywa-li też tu blisko, azali tu przydzie!

Panieńskie zachody bywały dużo bardziej finezyjne niż proste zaczepki. W Roksolankach Szymona Zimorowica niejaki Tymos przypomina swej wybrance: „alkierz z okienkiem przychylnym, / z któregoś ty strzelała na mię okiem pilnym, / którym do ciebie moje zalatały chęci”, wskazując, iż w liryce barokowej okno staje się areną, na której ścierają się równorzędni partnerzy, a wynik tego pojedynku nie jest bynajmniej przesądzony. W dawnej literaturze okienna ekspozycja jawi się bowiem jako prawdziwa sztuka. Znamienne pod tym względem były działania tytułowej bohaterki prozaicznej noweli O nadobnej Paskwalinie, gdzie tak czytamy o lizbońskiej piękności: „Trafiło się dnia jednego letniego, że rozpuściwszy włosy swe, robiąc, na ganku siedziała [...], w czym użyła chytrości, która jest wrodzona każdej białejgłowie, że rzekomo nie chcąc dać się widzieć, takie miejsce miała, że ją każdy dobrze obaczyć i napatrzyć się jej mógł, ona też dobrze słyszeć mogła, jako kto o niej swój rozsądek dawał. Tam, jako zawsze, pełno tych bywało, którzy oczy w nię wlepione mieli”. Samuel Twardowski, przewierszowując tę historię w 1655 r., scenę umieścił w polskich realiach: Paskwalina prezentuje u niego swe wdzięki już nie na ganku, lecz w oknie!

Rozpuszczony warkocz nie był wcale najcięższą bronią w panieńskim arsenale, techniki zanęcające potrafiły iść znacznie dalej. Adam Korczyński atrakcyjnego Polaka i ponętną Włoszkę, głównych bohaterów romansu z końca XVII w. Wizerunk złocistej przyjaźnią zdrady, ulokował w kamienicach po przeciwnych stronach ulicy. Taką lokację natychmiast wykorzystała zdesperowana Włoszka, by kusić sąsiada już nie tylko rozczesywaniem złocistego warkocza:

                        Bywało i to z rana, gdy pchły obierała

                        i w przezroczystem rąbku przeciw okna stała,

                        alabastrowe ciało jako w perspektywie

                        z najskrytszemi członkami mógł widzieć prawdziwie,

                        które się wydzierały przez słabą zasłonę

                        do kawalera lub go w swą chcąc zwabić stronę.

Przebierając wszy łonowe pod przejrzystą koszulką, Włoszka nie przebiera w środkach! Pomysłowość i różnorodność okiennej ekspozycji walorów swej bohaterki Korczyński podsumował stwierdzeniem, iż chcąc sąsiada „usidlić w swe wnyki, / swojej pięknej urody stawia nań wabiki”. Spoglądający w okno łowca piękności okazywał się zwierzyną łowną znacznie częściej, niż mógłby to podejrzewać...