Jedna fraszka i kilka obyczajowych skandali

Zdawałoby się: fraszka jakich wiele. Owszem, nieprzystojna, ale tych przecież nie brakowało. Ot, mąż zastaje żonę in flagranti z kochaniem i topi go w stawie, a rezolutna pani daje gachowi na drogę dowcipne błogosławieństwo:

Dwa amorki walczące o serce, rzeźba z białego marmuru, przed 1867r., z kolekcji Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie; fot. W. Holnicki

            Z jedną panią w namiotku jebura zastano;

            Poimawszy, nazajutrz utopić kazano.

            Pojrzy idąc do stawu, a pani wyziera

            Z okna. „Ratuj – krzyknie – twój sługa umiera!”

            Pani: „Idź już, boć moja łaska nie poradzi,

            Po smacznym kąsku wody napić się nie wadzi”.

A jednak realia tekstu sprawiały, że kto go czytał, temu historia wydawała się znajoma. A czytało wielu, epigramat Hieronima Morsztyna zachował się bowiem w wielu kopiach. Jedna z nich, Wirydarz poetycki Jakuba Teodora Trembeckiego, przypisał go nawet Danielowi Naborowskiemu (kłopoty z autorstwem dzieł zachowanych wyłącznie w obiegu rękopiśmiennym były zawsze pochodną ich popularności, więc nawet i one świadczą na korzyść tekstu). Ale choć Trembecki w obszernych marginaliach chętnie podpowiadał znane sobie realia kopiowanych wierszy, tu nic mu nie dzwoniło.

Wątpliwości, czyje miłosne sprawki zostały opisane, nie miał za to kopista Sumariusza wierszów [Hieronima] Morsztyna: „W Litwie to było, Doro[ho]stajska, marszałkowa, z domu Radziwiłówna”. Romans Zofii z Radziwiłłów Dorohostajskiej ze sługą rękodajnym pełniącym obowiązki ochmistrza na dworze jej męża, Stanisławem Tymińskim, faktycznie należał go głośnych. Dzięki zeznaniom praczki dworskiej Barbary Pawłowej historię ciągnącego się ponad rok burzliwego romansu znamy z pikantnymi szczegółami. Temperament księżnej dał tu o sobie znać w całej rozciągłości. „Wtenczas broję, gdy nikt nie postrzeże” – oto motto jej działań. Nawet, kiedy sprawa się wydała, w liście do brata, Jerzego Radziwiłła, tłumaczyła się przyrodzoną krewkością: „jako przypadki na świecie nie po drzewach, jako powiadają, ale po ludziach chodzą, tak pewnie i grzechy, w którech-eśmy się zaczęli, ludziom, a nie drzewom są pospolite. Ja, iżem wpadła, nędznica, w grzech srogi z pobudki krewkości i zaślepienia czartowskiego [...], próżno się go przed P[anem] Bogiem, który wszystko widzi, i W[asz]m[ość] panem i bratem moim zapirać mam”. Ale przyłapany Tymiński nie został bynajmniej uśmiercony, skończyło się na lochu. Przypadek ten uczy, iż pewność siedemnastowiecznego skryby nie musi oznaczać, że racja jest po jego stronie.

Dwukrotnie opowiedział anegdotę Wacław Potocki, raz, we fraszce Po smacznym kąsku nie wadzi się napić, ujwniając pewne szczegóły: zdradzany był wojewodą, który odkrywając romans żony z pachołkiem, „pomście i kwoli domu swojego ohydzie / zagniewany utopić rozkazał go w Nidzie”. Realia geograficzne wyraźnie odmienne, kłopot z Potockim jednak taki, że chętnie opowiadał powszechnie znane fabuły osadzając je w znanych sobie podgórskich stronach i sam niekiedy czyniąc się ich bohaterem. Słowem, Potocki w tym dochodzeniu jest najmniej wiarygodnym informatorem.

Co innego łowca plotek Walerian Nekanda Trepka, który o Tatarze Janie Smólskim, słudze Janusza Radziwiłła (1579-1620), zapisał w swej księdze chamów: „Starszy Jan był, wziął go był p[an] Radziwił, podczaszy litewski, służyć sobie. On domyślał się i paniej posługować [...]. Raz ten Smólski uprosił się jechać do ojca do Smólska, a że już szemrano o tym, iż bywał na posługach u księżny, dojrzano, a on nie do ojca, ale na Słuck jechał do paniej. P[an] Radziwił zaraz tam jechał. Nie chciała go pani puścić, choć męża, aż szturmem dobył się. Szukał Smólskiego [...]. Poimawszy, przywiedziono, przy którym nalazło się lice: manele, łańcuchy, zaponki, pierścienie, które samej paniej były. Ochylono eksces; udano, że to okradł był p. Radziwiła i czerwonych złotych z tysiąc przy nim było. Pan natenczas w Brańsku był, posłał zaraz po kata, każąc kamień mu u szyje uwięzać i utopić. Nie mogła go pani w tym ratować, tylko rzekła: «Po smacznym kąsku i wody napić się nie wadzi». Była ta długo przypowieść in vulgo”.

Tym razem wszystko się zgadza. Choć wątpliwości wciąż się mnożą. Jeżeli Smólskiego utopiono, nie mógł posiadać praw szlacheckich, w przeciwnym wypadku byłby ścięty (tak domagał się kochanek swych praw we fraszce Potockiego: „jeśli już ginąć, niechże człeczem, / nie psim kształtem – nie wodą, lecz umieram mieczem”). A rodzina Smólskich należała do szlachty tatarskiej. Co gorsza, pozostawała w służbie Radziwiłłów nieświeskich, a nie birżańskich. Najważniejsze jest jednak, że donosu Trepki nie można traktować jako świadectwa niezależnego od znanej fraszki, która na końcu wprost wspomniana została jako „przypowieść in vulgo”. Dlatego Trepka opowieść spuentował cytatem jej ostatniego wersu, zachowując nawet nieoczywistą w prozie, a wymuszoną rymem inwersję (widać to wyraźnie na tle pozostałych literackich cytatów powiedzonka – u Potockiego: „Po smacznym napić nie wadzi się kąsku” oraz „Po smacznym kąsku zwykle nie wadzi się napić”, Krasicki w Pijaństwie: „Po smacznym – mówią – kąsku i wodę pić miło”, zaś Zbigniew Morsztyn parafrazuje je w Emblematach: „Po smacznych kąskach smoły się napiją”). A skoro donos Trepki na Smólskiego i księżną słucką Zofię Radziwiłłową (1585-1612) to znów jedynie przypis do fraszki, może być tak samo prawdziwy, jak ten z Sumariusza wierszów Morsztyna. Biorąc pod uwagę fakt, iż bohaterka pomówień Trepki niedawno została beatyfikowana na świętą Kościoła Prawosławnego, lepiej uznać, że i tym razem autor Księgi chamów coś poplątał...

Niełatwo zweryfikować staropolską plotkę, także zrymowaną.