„Korona” z bursztynu króla Jana III Sobieskiego a bursztyn w kulturze Rzeczypospolitej do połowy XVIII wieku

1 sierpnia 1677 r. Jan III Sobieski dokonał uroczystego wjazdu do Gdańska. Przebywał w mieście nad Motławą aż do połowy lutego następnego roku. Celem wizyty króla była przede wszystkim próba, we współdziałaniu ze Szwecją, pozyskania dla Rzeczpospolitej na drodze wojskowej Prus Książęcych. Nic z tych militarno-politycznych planów nie wyszło. Bawiąc w Gdańsku król jednak został zaangażowany w nabrzmiewający już od lat konflikt społeczno-konfesyjny: walkę między plebejskimi cechami rzemieślniczymi, głównie wyznania luterańskiego, z patrycjuszowską Radą Miasta obsadzoną przeważnie przez kalwinistów. Monarcha lawirował między obydwoma obozami, ostatecznie jednak przychylając się, nie bez gratyfikacji pieniężnej, do ustrojowego status quo Gdańska reprezentowanego przez rajców. W ramach moderacji tego konfliktu Jan III otrzymywał od Gdańszczan wiele prezentów, a wśród nich znalazł się podarek niezwykły, kosztowny i zagadkowy. Jak podaje w 1845 r. Antoni Waga („O bursztynie i z czego on powstał”, pracy wydanej w serii: „Biblioteka Warszawska”), powołując się na informację znalezioną w gdańskim kalendarzu z 1769 r., przedstawiciele cechów kupiwszy za znaczną summę biały bursztyn, znaleziony przy wsi Stężycy na Pomorzu, tam gdzie rzeka Rodona z jeziora wypływa, zrobioną z niego koronę królowi Janowi III w darze złożyli. Badacze powtarzający tę informację w publikacjach z XIX i XX w. niekiedy widzą w darczyńcach nie majstrów cechowych a patrycjuszy, członków gdańskiej Rady Miejskiej, co lepiej pasowałoby do ostatecznych efektów wizyty króla dla wewnętrznych spraw miasta. Nim spróbujemy odpowiedzieć na pytania, czym była i jak mogła wyglądać owa „bursztynowa korona”, wreszcie jakie jej były losy, warto przypomnieć, czym jest bursztyn wedle obecnego stanu wiedzy, a następnie co o nim sądzono na wieki przed i w czasach króla Jana III, wreszcie do czego ów surowiec wykorzystywano?

Portret Jana III, Jan Tricius, XVII w.; ze zbiorów Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie; fot. Z. Reszka

Bursztyn (jantar) bałtycki, zwany sukcynitem, wedle dzisiejszego stanu wiedzy, powstał około 45 mln lat temu w trzeciorzędzie, w epoce górnego eocenu, jako żywica drzew przeważnie iglastych. Do niedawna sądzono, że jej głównym dostarczycielem były różne gatunki sosen, dziś brak co do tego pewności. Lasy bursztynodajne („lasy bursztynowe”), o charakterze dzisiejszych wilgotnych puszcz podzwrotnikowych, przed milionami lat porastały olbrzymi pradawny kontynent rozciągający się od dzisiejszej Ameryki Północnej po Północną Rosję, pokrywający także teren współczesnej Skandynawii i Morza Bałtyckiego. O gatunkach roślin i małych zwierząt, głównie bezkręgowców – owadów, żyjących w tych lasach świadczą dziś inkluzje, czyli roślinne, a przede wszystkim zwierzęce wrosty w bryłki bursztynu. W ciągu milionów lat spływająca żywica skamieniała w wyniku złożonych procesów fizyko-chemicznych, tworząc bursztyn. Zalicza się on do ciał palnych pochodzenia organicznego. W jego skład chemiczny wchodzą węgiel, wodór i tlen, co wyraża się wzorem chemicznym C₁₀H₁₆O. Podczas procesu suchej destylacji można wyodrębnić z jantaru (starosłowiańska nazwa bursztynu) kalafonię, olej i kwas bursztynowy. To ten ostatni właśnie pod czas spalania bursztynu jest źródłem charakterystycznego żywicznego aromatu. Przy pocieraniu jantar łatwo elektryzuje się ujemnie i przyciąga wówczas lekkie drobinki. Na skutek działania powietrza bursztyn utlenia się tworząc zewnętrzną, stale postępującą od środka warstwę zwietrzelinową (korę). W związku z tym jest nietrwały i wymaga specjalnych warunków przechowywania po wydobyciu. Jantar znajdowany w wodzie jest gładki i jasny, natomiast odkrywany w środowisku łatwo przewietrzalnym – szorstki i ciemniejszy. W temperaturze 170°C bursztyn staje się lepki i plastyczny, przy 300°C pali się jasnym płomieniem, a w temperaturze o 70-80°C wyższej ulega całkowitemu rozkładowi. Ciężar właściwy jantaru jest nieco większy niż wody, więc w wodzie słodkiej tonie, słonej natomiast unosi się na powierzchni. Przynależność do kilku odmian bryłki bursztynu zależy od procentowej liczby mikropęcherzyków powietrza w nim zamkniętych. Jest on żółty lub czerwonawy – transparentny do pół-transparentnego – jeżeli objętość pęcherzyków sięga 25% jego objętości. Jeśli jest ona dwukrotnie wyższa – jantar jest żółty i nieprzejrzysty. Bursztyn znajduje się dziś zazwyczaj na złożach wtórnych, powstałych w epoce czwartorzędu, naniesionych przez lodowiec i skutki jego topnienia. W ten sposób np. znaczne zasoby bursztynu dostały się na Kurpie czy nawet na daleką Ukrainę. Największe na świecie pierwotne zasoby trzeciorzędowego jantaru znajdują się w Sambii (Półwysep Sambijski) na Litwie, gdzie w słynnej miejscowości Jantarnyj kopie się go od XIX w. metodą odkrywkową (co daje nawet do 500 t urobku rocznie). Dzięki sambijskim złożom do II Wojny Światowej najbogatszy zbiór bursztynu na świecie, liczący około 100 tys. okazów, znajdował się w kolekcji Uniwersytetu w Królewcu (niem. Königsberg, ros. Kaliningrad), zredukowany jednak przez straty wojenne do ledwie ⅕ pierwotnego stanu, przechowywanego dziś w Getyndze (Göttingen). Obecnie jeden z największych zbiorów bursztynu, liczący ok. 25 tys. sztuk, posiada Muzeum Ziemi w Warszawie. Co ciekawe, największa zarejestrowana historycznie bryła bursztynu, wagi 9,75 kg, znaleziona została w 1860 r. z dala od Sambii – w miejscowości Rarwino koło Kamienia Pomorskiego na zachodnim skraju obecnie polskiego Pomorza Zachodniego. Należy też podkreślić, że znane jest jeszcze ok. 60 innych kopalnych żywic bursztynopodobnych. Najstarsze, liczące ok. 230 mln lat, znajdowane są w niewielkich ilościach w Alpach. Z okresu kredy (tj. sprzed ok. 120-70 mln) pochodzą żywice libańskie, kanadyjskie czy znajdowane na Syberii. Z żywic trzeciorzędowych, obok najsłynniejszego sukcynitu - bursztynu bałtyckiego, wymienić można rumenit (znajdowany w Rumunii, czy na Sachalinie), symetyt (Sycylia) oraz bursztyny – meksykański i dominikański (Haiti).

Bursztyn, ze względu na swe tajemnicze pochodzenie, wygląd i właściwości, od starożytności budził zaciekawienie, podziw i pożądanie. Najstarszy historyczny zapis o bursztynie spisany został pismem klinowym na asyryjskiej steli z X w. p.n.e. znalezionej w ruinach Niniwy. Tekst sławiący jednego z królów, głosił o władcy m.in., że w morzach wiatrów zmiennych, karawany jego kupców łowiły perły, a w morzach, gdzie gwiazda przewodnia stoi w zenicie, szafranowy bursztyn. Grecy powstanie bursztynu, który nazywali elektronem (elektrum), włączyli do swej mitologii, do mitu o Faetonie. Syn boga słońca Heliosa, otrzymawszy ojcowskie pozwolenie na powożenie jego słonecznym rydwanem, stracił nad nim panowanie, zagrażając Ziemi całkowitym spaleniem. Ta wezwała na pomoc Zeusa, który poraził i zabił swym piorunem nieostrożnego woźnicę. Jak podaje Pliniusz starszy (23-79 n.e.) w swym słynnym encyklopedycznym dziele „Historia naturalna” („Historia Naturalis”): Odkąd Faeton zginął rażony piorunem, jego zrozpaczone siostry zamienione w topole latami leją łzy tworzące elektron nad brzegiem Eridanu. Opowieść tę udramatyzował sto lat wcześniej Owidiusz w swym nie mniej znanym poemacie „Metamorfozy”, gdzie opisuje rozpacz matki nieszczęsnych płaczek przemienionych w drzewa (w przekładzie B. Kicińskiego z 1925 r.): Z ust tylko jeszcze wolnych głos matki przyzywa. / Cóż pocznie, cóż poradzi matka nieszczęśliwa? / Swym córkom, gdzie mogła uściski dawała, / Chce więcej dla nich zrobić, zedrzeć korę z ciała. / Chce z pięknych rąk gałęzie zerwać rozłożyste. / Lecz z nich, jak z rany płyną krople krwiste. / Stój matko! Zawołały, nie drzyj nas na nowo, / Szarpiąc korę nas ranisz. Matko bądź już zdrową. / Mowę ich tłumi kora, ale łza z drzew płynie, / I od słońca stwardniała, trwa wiecznie w bursztynie.

Grecy też jednak próbowali naukowo wyjaśnić pochodzenie bursztynu. Arystoteles (384-322 p.n.e.) powtórzył wprawdzie, choć z dystansem, mit o Faetonie: Powiadają, że wyspy te [bursztynowe] namuliła rzeka Eridanos. Jest też jezioro, jak się wydaje w sąsiedztwie rzeki, mające wodę gorącą – czytamy w jego „Historiach niezwykłych” – Miejscowi bają, że Faeton rażony piorunem wpadł do tego jeziora – i dodaje Stagiryta już naukowo – Nad nim zaś rosną liczne topole, z których spada tzw. bursztyn. Mówią zaś, że ten jest podobny do gumy, lecz twardnieje jak kamień, a zbierany przez tubylców, bywa wywożony do Hellenów. W czasach rzymskich wtóruje mu z naukową rzetelnością Pliniusz starszy, pisząc w „Historii naturalnej” o bursztynie, że tworzy go sok wyciekający z drzew gatunku sosny. […] Wytryska stamtąd w wyniku nadmiaru płynu, gęstnieje pod wpływem zimna albo czasu, albo też wody morskiej, kiedy na wiosnę wzburzone fale zmywają je z wysp. W każdym razie wyrzucany przez fale na brzeg okazuje się niesłychanie lotny, tak że zdaje się w wodzie wisieć, a na dnie nie osiada. Już nasi przodkowie byli przekonani, że to sok [łac. sucus] drzewa, dlatego nazwali go sucinum. Że to produkt drzewa z gatunku sosny, wskazuje na to zarówno zapach odczuwany przy roztarciu, jak i to, że zapalony jak smolna pochodnia jasnym płomieniem [płonie]. Uzupełnia te informacje rzymski historyk Tacyt (55-120 n.e.), pisząc w swej „Germanii”: można przypuścić, że bursztyn jest żywicą drzew, ponieważ widać bardzo często w jego przeźroczu jakieś żyjątka ziemne, a także lotne, które uwikławszy się w cieczy zostają w niej uwięzione, skoro potem w masę stwardnieje. Tę dwoistość myśli – mityczną i naukową, zapośredniczoną przez różne opinie autorów średniowiecznych, przejęła nowożytność. Piszący w tym okresie uczeni prowadzili polemikę przede wszystką kwestiach pochodzenia i natury bursztynu.

Ścierały się tu dwa poglądy. Odziedziczona po antycznych pisarzach i opromieniona ich autorytetem teza o roślinnym pochodzeniu, z wyrastającą z cząstkowych obserwacji teorią o genezie mineralnej. Ta ostatnia zdawała się nawet zdecydowanie przeważać w czasach obejmujących żywot Sobieskiego. Michael Maier (1568-1622), niemiecki lekarz i doradca cesarza Rudolfa II, w swej książce emblematów „Uciekająca Atalanta…” („Atalanta fugiens…”), wydanej w Oppenheim w 1617 r., pisał o bursztynie: zanim zostanie wyrzucony na morski brzeg kipi we wnętrzu ziemi i przelewa się w złożach w morskich głębinach. Widzieliśmy już złoża żelaza i srebra dojrzewające i stające się bursztynem. To zaś mogło dziać się tylko w głębi ziemi. […] Wszelkie zaś pająki, motyle, żaby i węże, które można zobaczyć w niektórych kawałkach bursztynu […] znalazły się tam dzięki wpływowi i wyobraźni Sił Niebieskich. I „rozprawia się” dalej z teorią organiczną genezy bursztynu: Jednak nikt nigdy i w żadnym miejscu nie widział drzewa, które dawałoby bursztyn. Gdyby jednak takie drzewo istniało, musiałoby, co jest oczywiste, rosnąć na wolnym powietrzu, a nie pod wodą. Dlatego też zaliczamy bursztyn do kamieni lub złóż podziemnych (tłum. Agata Świerzowska). Philipp Jacob Hartmann (1648-1707), autor wydanej w 1677 r. we Frankfurcie pierwszej monografii o jantarze – „Bursztynu Pruskiego historia fizyczna i społeczna” („Succini Prussici physica et civillis historia”), był zwolennikiem tezy o nieorganicznym jego pochodzeniu i zaliczał go do minerałów.

Uczeni pracujący w Polsce również mieli kłopot z zajęciem jednoznacznego stanowiska w sprawie pochodzenia jantaru, choć raczej przeważała „teoria mineralna”. Stefan Falmirz (Falimierz), żyjący w 1. poł. XVI w. botanik i lekarz, tłumacz i redaktor, dworzanin wojewody podolskiego Jana Tęczyńskiego, w I tomie swej pracy „O ziołach i mocy ich”, wydanej w Krakowie w 1534 r., napisał: Bursztyn jest żywica z drzewa jakoby drogi kamień. Z kolei Marcin Kromer (1512-1589), humanista i historyk, biskup warmiński, w swym znanym dziele „Polska, czyli o położeniu, ludności, obyczajach, urzędach i sprawach publicznych Królestwa Polskiego księgi dwie”, wydanym po łacinie w 1577 r., uchylił się od zajęcia zdecydowanego stanowiska. Nie na miejscu tym rozwodzić – pisał o bursztynie – czy powstaje on ze zgęstniałej piany morskiej, czy też jest sokiem i żywicą drzewa, czy może wreszcie czymś zupełnie innym (przekł. Stefan Kazikowski). Wyrobioną opinię miał natomiast Jan Jonston (1603-1675), polski (szkockiego pochodzenia) historyk, filozof, pedagog, lekarz, pisarz medyczny i przyrodniczy. Niektórzy uważają go za sok drzew, niesłusznie – pisał o jantarze w swym dziele „Thaumotographia naturalis”, wydanym w Amsterdamie w 1632 r. – Nigdzie nad morzem nie stoją drzewa płaczące żywicami, które wpadają do morza, aby z nich powstał bursztyn. Pewniejsze jest, że tym sokiem jest tłustość ziemna. Bursztyn – dodawał ten sam uczony w swej kolejnej książce, „Notitia regni mineralis seu subterraneus catalogus”, wydanej w Lipsku w 1661 r. – z błota pewnych gór pod wpływem letniego ciepła płynie i w zimnej i trawiastej ziemi zgęstniały, przy wzmagającym się upale, jest unoszony i na wzór nieczystości spychany na wybrzeża, tak obracając się, że wydaje się, iż jest zawieszony, i osiada na płyciźnie. Wtórował mu Wojciech Tylkowski (1629-1695), polski jezuita, teolog, filozof i geograf, autor pierwszego dokładnego opisu fizjograficznego Polski, obszernie rozwodzący się o genezie bursztynu w swym dziele „Physicae curiosae pars octava” wydanym w Oliwie (dziś: Gdańsk-Oliwa) w 1682 r. Pisze ten uczony, iż wedle zdrowego rozsądku, [wydaje się] że bursztyn powstaje z żywicy drzew. Zdarzają się jednak co do tego pewne wątpliwości. A mianowicie: 1. Czy jest żywicą tego samego drzewa, czy różnych. Jeśli to pierwsze, to jakiego? […] jeśli to drugie, to tak jak różne są żywice, tak byłby i bursztyn [różny], a przecież tak nie jest. Zbiera się bursztyn na piaszczystych wybrzeżach, od których oddalone są wszelkie obszary zadrzewione, a nawet te oddalone nie toczą tak obfitej żywicy, by ona przez lotne piaski czyniła rzeki do morza. Jeśli powiedziałbyś, że owa żywica przybywa z leżących naprzeciw wybrzeży norweskich, co do owych brzegów, nie drzew, ale skał są pełne, następnie pośród skał woda jest niezbadanej głębokości, tak więc to z pruskiego, płytkiego wybrzeża raczej jest spływ do owej otchłani, niż widoki wypłynięcia [czegoś] z niej na wybrzeże pruskie […]. 2. Jest znajdowany bursztyn w takich miejscach, do których nie mógł zostać zaniesiony przez wody, jako wybrzeża mocno wzniesione. 3. Starożytni nie zaręczają kategorycznie, że bursztyn jest z żywicy, lecz [zastrzegają], że przekazują opinię ogółu. I ostatecznie opowiada się za „teorią mineralną”: A zatem nie bez pewnego prawdopodobieństwa mógłby ktoś mówić, kto by twierdził, że bursztyn rodzi się z wyziewów ziemi, tak jak rodzą się kamienie, rudy kopalne itd. Bowiem wtedy wszystko, co jest związane z bursztynem, da się wyjaśnić: jest wyrzucany na brzeg, gdyż przy brzegu powstaje, znajduje się go na piaskach, gdyż tam się pokazuje. Pali się, ponieważ wiadomo, że zawiera oleistą materię. Przylega do innych rzeczy, ponieważ wyziew [jego] przywiera do nich. Znajduje się go w okolicach rzek, ponieważ jak Pliniusz [pisze], krzepnie pod wpływem zimna itd. 2. Jeśli bursztyn byłby z żywicy, niekiedy widzielibyśmy żywicę albo w morzu, albo na wybrzeżu (tłum. Anna Zawadzka). O mineralnym pochodzenia bursztynu, który uważał za pochodną ciekłego bituminu (inaczej: soku bituminowego), nie miał wątpliwości Gabriel Rzączyński (1664-1737), jezuita, fizjograf, uważany za prekursora zoologii w Polsce. ‘Succinum’ po łacinie, ‘electrum’ po grecku, u niektórych starożytnych ‘glessum’, po arabsku ‘karabe’, niem. ‘Bornstein’, pol. bursztyn – czytamy w jego dziele „Historia naturalis curiosa Regni Poloniae, Magni Ducatis Lituaniae, annexarumque provinciarum, in tractatus XX divisa”, wydanym w Sandomierzu w 1721 r. – nie jest ziemią lub metalem, lecz kamieniem szlachetnym, a to z powodu szlachetności substancji, przejrzystości, ceny, sposobu użytkowania (tłum. Anna Zawadzka). Sprawę ostatecznie „rozstrzyga” autorytetem swej uczoności niezawodny Benedykt Chmielowski (1700-1763), kanonik kijowski, w części trzeciej swego słynnego encyklopedycznego dzieła „Nowe Ateny”, wydanej we Lwowie w 1754 r. Powątpiewając w tezę, że bursztyn z fluktów obijających się o skały, i powoli (operacja słońca i wiatrów) z rzadkich gęstnieje, w wodę zimną wpadłszy, twardnieje, potem falami na brzeg wyrzucony bywa – przytacza – Innych zdanie, a te pewniejsze, że w Morzu Bałtyckim tylko (bo inne morza tego nie rodzą), z dna morskiego w wielu miejscach klejowatego, czyli z soku takiegoż, wynikającego ex fundo [z dna] morza, czyli z pary klejowatej z ziemi wynikającej, ogniem podziemnym rozgrzany, rodzi się ten bursztyn, i zimnem wody kamienieje i cieszkiemi [sic!] falami bywa na brzeg wyrzucony.

Wracając do czasów króla Jana III, warto przywołać wypowiedź historyka zajmującego się dziejami Prus, Christopha Hartknocha (1644-1687), zawartą w dziele „Stare i Nowe Prusy albo pruskie Historie” („Alt und Neues Preussen oder preussischer Historien”), opublikowanym w Królewcu w 1684 r. Ten profesor protestanckiego Gimnazjum Akademickiego w Toruniu poddał krytyce różne teorie o genezie jantaru, w tym zarówno te najbardziej fantastyczne, jak i tę słuszną z dzisiejszego stanu wiedzy naukowej, pisząc: nie należy zupełnie poważać tych, którzy twierdzą, że bursztyn jest nasieniem słoni albo ryb, moczem rysi lub też łzami. Nie mniej są niedorzeczni ci, którzy głoszą, że bursztyn jest zakrzepłym morskim brudem albo tłustym potem oceanu, a do tego zdania przychylają się również niektórzy ze współczesnych. Nie zasługują też u nas na wiarygodność ci, którzy sądzą, że jest żywicą drzew. Wypowiedź ta dobrze ilustruje zamieszanie w umysłach czasów Jana III Sobieskiego, turbujących się pochodzeniem bursztynu… Więcej rozsądku i rzetelnej wiedzy w tym względzie zachowali np. odwiedzający Rzeczpospolitą cudzoziemcy, zafascynowani jantarem. Podróżnik Giaccomo Fantuzzi zanotował w swym „Diariuszu podróży po Europie” z 1652 r., że bursztyn jest gumą powstającą z pewnych odmian sosen, która stopiona gorącym letnim słońcem spływa do Morza Bałtyckiego, gdzie oczyszczona ruchem fal, przez nie jest utwardzana i wyrzucana tutaj z drugiej strony, na plaże od strony Gdańska (tłum. Wojciech Tygielski).

W epoce nowożytnej wyróżniano wiele gatunków bursztynu ze względu na barwę i stopień jego transparentności. [Jantar] – pisał w 1578 r. Kromer – jest lekki i przezroczysty, a poza tym bywa żółty i o zabarwieniu jasnym; jasny większą ma cenę. Znacznie szerzej na ten temat wypowiedział się Gabriel Rzączyński: niektóre [bursztyny], na przykład [mające kolor] kamienia porfirowego, odpowiadały [kolorom] kamieni niepospolitych – pisał w „Historia naturalis curiosa…” w 1721 r. – Między innymi większą cenę mają białe, mleczne, naśladujące kolorem głowę kapusty, niem. Kompstfarbe. […] Żółte i przezroczyste znalazły wielkie uznanie we Włoszech […]; w Gdańsku był bursztyn zielony niczym szmaragd; mnie w Elblągu pokazano bursztyny białe, błękitne, jakby, poniekąd prawie, zapalające się, ciemne, przezroczyste, na kształt szkła lśniące, pasiaste, nakrapiane, czarniawe itd., a także takie, które wprawione w pierścienie naśladowały diamenty i rubiny (tłum. Anna Zawadzka).

Powszechnie fascynowały nowożytnych badaczy bursztynu zawarte w jego bryłkach inkluzje. W niektórych kawałkach widać mrówki, muchy, komary i inne insekty – pisze Kromer w swej pracy z 1578 r. – zamknięte wewnątrz nie sztuką człowieka, lecz za sprawą działalności przyrody, albo też wskutek zwykłego przypadku. Ten katalog dziwów rozszerzał Rzączyński podając: że bursztyn był najpierw sączącą się cieczą, lepką, kleistą, wykazują pewne rzeczy uwięzione w jego wnętrzu […] muszki mrówki, małe rybki i inne tym podobne rzeczy zawarte w bursztynie przeświecają w wiecznym grobowcu. I dodawał garść jantarowych „sensacji”, dotyczących inkluzji: W skarbcu księcia Brunszwiku zajmowała kawałek bursztynu nienaruszona jaszczurka. Pewien kupiec gdański posiadał bursztyny wielkości dłoni […] z których jeden zawierał żabkę, drugi jaszczurkę […]. A w różańcu kupionym w Gdańsku, zawiezionym do Rzymu […], ile się kulek bursztynu ogląda, tyle różnych żyjątek w nich zawartych.

Fascynowały nowożytnych myślicieli różne – prawdziwe i mniemane – niezwykłe właściwości bursztynu. Wydobyty z wody zrazu jest miękki – czytamy u Kromera – ale na powietrzu wnet twardnieje i przy użyciu dłuta oraz tokarskiego kamienia można mu nadawać najrozmaitsze kształty. […]. Powiadają, że gdy go zapalić, od jego zapachu giną jadowite gadziny. Potarty przyciąga plewy – tłumaczył zaś w pracy z 1632 r. Jonston – jeśli nie był zwilżony olejem lub wodą. Na brzegu koło Pucka znaleziono kiedyś [bursztyn] popielaty – dodawał – który gdy został potarty żelazem, liście leżące na ziemi w odległości dwóch stóp od niego, w górę podniósłszy do siebie przyciągał. Szerzej i dość naiwnie fenomen ten „objaśniał” czytelnikom Tylkowski. Bursztyn przyciąga nie tylko słomki, lecz i inne ciała, i szkło, i kryształ – czytamy w jego pracy „Pars tertia physicae…” z 1680 r. – Przyciąganie owo w ten sposób powstaje, ze pod wpływem ciepła pocierania (bowiem trzeba go potrzeć kawałkiem sukna, by zaczął przyciągać) rozpuszcza się on na części, tak jak cały staje się płynny pod wpływem ognia. Te części przylepiają do siebie słomki i gdy zaczną ziębnąć, wracają do bryły i ze sobą zabierają słomę. Tylkowski opisał też inny fenomen jantaru, pisząc w tej samej pracy, że: zajmuje się [on] płomieniem, ponieważ jest łatwo palny. Rozłożony przez ogień, wydaje zapach, ponieważ jest ciepły i suchy, z jakimś jednak sokiem, takiego typu bowiem rzeczy zapach wydają.

Jednak jedną z najbardziej pożądanych właściwości bursztynu miały być jego walory medyczne. O tych właściwościach w zasadzie wyczerpująco napisał w Polsce już w 1534 r. wspomniany Stefan Falmirz. Bursztyn ma moc serce uweselać i kordijakę [lub kordyjaka – dolegliwości sercowe] oddalać, i duchy posilać [pocieszać] – czytamy w jego „O ziołach i mocy ich” z 1534 r. – kto go pić będzie, tedy broni, iżby wilkości [płyny?] zbytnie do żołądka nie szły, i wyciera żywot [brzuch] i żołądek posila i krew zastanawia [tamuje], skądbykolwiek szła. Też biegunkę zastanawia. A gdy będzie zawieszon na bolączce [na bolącym miejscu], tedy pomaga. Też pomaga […] kiedy kto krwią pluje albo gdy komu z nosa idzie krew zbytnie. Ale gdy nim kto zakadzi, tedy więcej niemoc świętego Walentego [epilepsję] pobudza. A niemal 150 lat później Wojciech Tylkowski uzupełnił te mniemane pożytki z oleju bursztynowego liczne i niosące zdrowie o kilka kolejnych, nie mniej interesujących i pożądanych, odwołując się niekiedy do przykładów z epoki antyku. Przeciw pomieszaniu zmysłów i nocnym strachom w każdym wieku pomaga – czytamy o bursztynie w „Pars tertia physicae…” z 1680 r. – w trudnościach z moczem napój i okład […] niesie pomoc; przewiązany na szyi niesie ulgę w gorączkach; utarty z miodem różanym usuwa dolegliwości uszu; zapobiega przeziębieniom migdałków i chorobom gardła. Z tego powodu kobiety padańskie [Rzymianki mieszkające w dolinie Padu] przez długie wieki nosiły bursztyn wokół szyi; dla wywołania porodu skuteczny jest biały [bursztyn], co było bardzo dobrze wiadome […] kobietom germańskim; niewątpliwe jest, że truciznę i srogą zarazę leczy się okadzaniem nim; liczni zaświadczają, że po jego wypiciu kamienie pęcherza i nerek kruszą się i są zmuszone do wyjścia (tłum. Anna Zawadzka).

Król Jan III Sobieski zapewne znał te opinie wyrażane o pochodzeniu i właściwościach bursztynu, zawarte w publikacjach, które ukazały się do końca XVII stulecia. Wedle jedynego znanego spisu zawartości królewskiej biblioteki, sporządzonego w 1689 r. (z późniejszymi uzupełnieniami), wśród 1404 tytułów (zajmujących ok. 2000 woluminów) spotykamy prace autorów starożytnych, wyżej wymienianych – Homera, Arystotelesa i Pliniusza starszego. Spośród pisarzy nowożytnych w rejestrze odnaleźć można prace Jonstona i Tylkowskiego, choć nie zawsze te, wyżej przywoływane. Można jednak przyjąć, że były one w posiadaniu Sobieskiego wśród ostatecznie ok. 7000 tomów jego biblioteki, które trafiły mocą zapisu wnuczki Jana III – Marii Karoliny de Bouillon, do słynnej Biblioteki Załuskich w Warszawie.

Zdatność bursztynu wieloraka jest – podsumowywał dobrodziejstwa jantaru Krzysztof Kluk w pierwszym tomie swego opracowania „Rzeczy kopalnych, osobliwie zdatniejszych, szukanie, poznanie i zażycie”, wydanego w 1781 r. w Warszawie – podkreślając jednak szczególny z niego użytek, jaki czyni zeń pracująca dla zbytku sztuka: z nadzwyczajnej wielkości sztuk [jantaru] przez rzeźbę i tokarnie kosztowne wyrabiają się rzeczy. Rzeczywiście, bursztyn kojarzy się dziś przede wszystkim z artystycznymi wytworami luksusu. A to za sprawą wielu tysięcy lat jego artystycznej obróbki.

Sukcynit obrabiano „artystycznie” już w okresie młodszego paleolitu i wczesnego neolitu, tj. ok. 12-8 tys. lat p.n.e. Z tego czasu pochodzą pierwsze znaleziska opracowanego jantaru z terenu dzisiejszej Polski. W neolicie bursztyn stał się przedmiotem dalekosiężnego handlu, a od poł. III tys. p.n.e. można mówić o masowym przetwórstwie jantaru na południowym wybrzeżu Bałtyku. Pierwsze bursztynowe wyroby sztuki mają charakter prosty – różnorodnych paciorków i zawieszek, niekiedy zdobionych nacięciami, a nawet rzeźbionych figuralnie (zwłaszcza w kształt zwierząt). Takie i inne wyroby z bursztynu znajdowane są w pozostałościach wielkich starożytnych kultur śródziemnomorskich – mykeńskiej, egipskiej i bliskowschodniej. Jak się uważa, w handlu bursztynem wyspecjalizowali się w tym okresie Fenicjanie. Jantar stał się modnym elementem luksusowej biżuterii w Grecji archaicznej, o czym wspomina Homer w „Odysei” (VIII w. p.n.e.). Niewidomy wieszcz opisuje wśród wielu bogactw pałacu Menelaosa bursztyn właśnie (ks. IV, 73). Czytamy tu: Jakim blaskiem spiżowym / zieją te pokoje / Co tu złota bursztyny, srebra / słoniej kości / Nie wiem czy jest świetniejszy / dwór olimpijskiej mości (tłum. L. Siemieński, 1925). Nadto w homeryckim eposie kobiety greckie podziwiają bursztynowy naszyjnik należący do fenickiego kupca (XV, 459), a Penelopa otrzymała od Eurymacha złoty łańcuch zdobiony jantarem (XVIII, 295-296). Jak się wydaje, w okresie późnoarchaicznym i klasycznym (VII-IV w. p.n.e.) spadł prestiż bursztynu w świecie greckim.

Szczególnie słynny stał się i był pożądany bursztyn w okresie wpływów rzymskich (I-IV w. n.e.), gdy kupcy rzymscy otworzyli słynny szlak bursztynowy, wywożąc jantar w zamian za luksusowe naczynia ze srebra, szkła, brązu i ceramik oraz monety i elementy uzbrojenia. Sławna stała się, opisana przez Pliniusza starszego, wyprawa rzymskiego ekwity za czasów Nerona po jantar. Przywieziono go ponoć tak wiele, że cesarz, wyprawiając igrzyska, jeden z ich dni uczynił „bursztynowym”. Nawet siatka służąca do powstrzymywania zwierząt i osłaniania podium – czytamy w „Historii naturalnej” (ks. XXXVII, 3) – miała w każdym węzełku bursztyn. Broń zaś, mary i cały sprzęt przez jeden dzień był z bursztynu dla urozmaicenia wystawy w poszczególnych dniach – i dodawał – Najcięższa bryła bursztynu ważyła 13 funtów [tj. ok. 4,26 kg] (tłum, J. Kolendo, 1981). Uzupełniał ten swój wywód informacją, że jakoby nawet mała figurka z bursztynu bywała więcej warta, niż rosły i silny niewolnik. Wspomniany Tacyt podaje w „Germanii”, że nad Bałtykiem żyje plemię Estiów wydobywające jantar. Jakoby są oni zdumieni jego wartością i pożądaniem w Rzymie, bowiem im samym nie służy do żadnego użytku, zbierają go w surowym stanie, dostawiają nieobrobiony i dziwią się cenie, jaką za niego otrzymują (tłum. S. Hammer). Największą karierę zrobił bursztyn za panowania cesarzy z dynastii Flawiuszy i Antoninów (II w. n.e.). W efekcie, jak pisał w końcu IV w. n.e. Prudencjusz, w każdym szanującym się domu patrycjuszowskim domu, obok naczyń ze złota, srebra i kości słoniowej, nie mogło zabraknąć jantaru. Dzięki temu zapotrzebowaniu utarł się słynny szlak zwany bursztynowym, który wiódł od adriatyckiego portu Akwileji przez Wiedeń (rzym. Vindobona), Morawy, Śląsk lub Małopolskę, Kujawy i wzdłuż Wisły nad Bałtyk. Handel jantarem nie ustał nawet w burzliwym okresie tzw. Wędrówki Ludów. Prusowie nawiązali handlowe kontakty z Ostrogotami osiadłymi w północnej Italii. Ich król Teodoryk Wielki dziękował im w liście (przytoczonym przez Kasjodora) z 524 r. za przesłane „złoto Bałtyku”: Gdy przybyli wasi wysłannicy [tj. plemienia Estiów] dowiedzieliśmy się, że żywiliście wielkie pragnienie zapoznania się z nami […]. Istotnie, przedsięwziąć wyprawę pośród tylu narodów, nie jest zadaniem błahym. Dlatego też […] cenimy was za bursztyny, jakie od was zostały dostarczone, z wdzięcznym sercem przyjęte (przekł. J. M. Krzemiński).

Prawdopodobnie do najważniejszych ośrodków pozyskiwania i obróbki bursztynu wczesnego średniowiecza należały na polskim dziś bałtyckim wybrzeżu Wolin i Gdańsk. Wraz z włączeniem tego ostatniego w końcu X w. do władztwa Piastów bursztyn stał się najpewniej regale (monopolem) władcy. Po zajęciu Pomorza Gdańskiego przez Krzyżaków na pocz. XIV w. monopol pozyskiwania i obrotu jantarem przeszedł na Zakon Krzyżacki, stając się szybko jednym z głównych jego towarów eksportowych i źródeł pozyskiwania pieniędzy. Za naruszenie tego monopolu groziły więc surowe kary z najwyższą włącznie – „gardłem”. Dużą część surowca Krzyżacy eksportowali do Brugii i Lubeki, gdzie przerabiano ją na paciorki do sznurów modlitewnych (paternoster). Zakon posiadał jednak także własnych bursztynników (tych wytwórców wyrobów z jantaru należy odróżnić od bursztyniarzy – pozyskiwaczy surowca), którzy wytwarzali wyroby na jego potrzeby, w tym luksusowe, jako dary dyplomatyczne. Zapewne dla Zakonu pracowały pierwsze warsztaty bursztynnicze, jakie odnotowano w archiwaliach gdańskich w poł. XIV w. Oprócz sznurów modlitewnych wytwarzały one niewielkie figurki Madonny i świętych oraz płaskorzeźby o tematyce biblijnej, przeznaczone zapewne do prywatnej pobożności, z czasem darowane do skarbców kościelnych. Być może wyrobem gdańskim i darem dyplomatycznym były dewocjonalia z bursztynu odnotowane w XV-wiecznych inwentarzach francuskich królów i książąt (Karol V i Jean de Bery). W figurkach chętnie wykorzystywano bryłki jantaru o różnej kolorystyce, różnicując np. karnacje z jaśniejszego i nieprzejrzystego bursztynu od ubiorów, opracowanych w transparentnym i ciemniejszym materiale. Bursztynnictwo (tj. przetwórstwo jantaru, różne od jego pozyskiwania w stanie surowym – bursztyniarstwa) gdańskie rozkwitło i rozwijało się swobodnie po Wojnie Trzynastoletniej i włączeniu na mocy Traktatu Toruńskiego z 1466 r. Gdańska do Korony Polskiej. Nie dziwi więc fakt założenia w 1477 r. w mieście nad Motławą osobnego cechu bursztynników. W 1526 r. odnotowano już w Gdańsku 46 warsztatów opracowujących jantar. Na prośbę cechu Rada Miejska ograniczyła w 1549 r. ich liczbę do 40. Początkowo to Rada była właścicielem całego surowca na podlegającym jej terenie, jednak w ciągu XVI w. cech stopniowo wykupywał od niej prawo pozyskiwania bursztynu na całym gdańskim terytorium. Wobec wzrastającego zapotrzebowania na surowiec, zaczęto sprowadzać go z zasobniejszych weń Prus Książęcych. Tu jeden z gdańskich bursztyniarzy Paul Jaski (Jasky, Jaschke, Geschke) uzyskał w 1533 r. od księcia Albrechta Hohenzollerna z Królewca prawo monopolu na obrót jantarem dla siebie i swoich potomków. Monopol ten utrzymał się stulecie, znacznie utrudniając działalność bursztynników nie tylko w Gdańsku, lecz także w Elblągu oraz Słupsku i Kołobrzegu, gdzie mieli własne i liczne osobowo cechy. Po wykupieniu w 1642 r. tego monopolu przez Hohenzollernów, bursztyn stał się jednym z głównych źródeł dochodu władców Prus Książęcych. Jantar sambijski najlepszego gatunku przerabiano głównie w Królewcu, gorszej zaś jakości surowiec eksportowano do ośrodków bursztynnictwa leżących na zachód od tego miasta. Mimo to na przełomie XVI i XVII bursztynnictwo gdańskie rozkwitło, wytwarzając luksusowe wyroby na potrzeby krajowe – dla bogatego mieszczaństwa, szlachty i magnaterii, duchowieństwa i króla. Cechą charakterystyczną bursztynnictwa gdańskiego było do perfekcji doprowadzone wykorzystywanie różnorodnych walorów bursztynu co do jego kolorystyki i transparentności.

W aktach miejskich Gdańska, które przejrzał Antoni Romuald Chodyński, udało się w okresie od XV (a głównie od pocz. XVI w.) do pocz. XIX w. odnaleźć 286 bursztynników skupionych w cechu. Z tego aż 116 przyjęło prawo miejskie, warunek konieczny dla legalnego prowadzenia warsztatu, w XVII stuleciu, które uchodzi za „złoty wiek” bursztynnictwa gdańskiego. Wedle ordynku cechowego wiemy, że staż czeladniczy trwał trzy lata a do egzaminu mistrzowskiego czeladnik mógł przystąpić po ukończeniu 25. roku życia. Przystępując do roboty mistrzowskiej, czeladnik u końca XV w. musiał obrobić funt (ok. 0,4-0,5 kg) jantaru, który w tym okresie kosztował 2 grzywny (grzywna tzw. kolońska, liczyła w średniowieczu ok. 197 g czystego srebra). W 1442 r. jedna beczka bursztynu pierwszego gatunku kosztowała 44 grzywny, drugiego gatunku – 14 grzywien. Jeśli chodzi o ceny bursztynu w okresie nowożytnym, to układały się one różnie, wedle pochodzenia i gatunku surowca, ale obserwuje się ich stałą tendencję wzrostową. Np. w 1540 r. beczka bursztynu pochodząca z Mierzei Wiślanej kosztowała 120 grzywien. W XVII wieku z kolei za drobnoziarnisty bursztyn płacono od 7,5 groszy do 26 florenów (co daje w przeliczeniu na srebro od 2 do 225 g) od funta wagi (waga 468 g), lepszy gatunek – za minimum półfuntową bryłę taksowano 36 florenów (ok. 300 g srebra) od funta, za funtową – 42 floreny (ok. 350 g srebra), wreszcie znacznie większe kawałki – 6-8 funtowej wagi (2,5 do 3,5 kg), uważano za niemożliwe wręcz do oszacowania. A te się zdarzały: Widziałem bryły bursztynu wielkości głowy ludzkiej – pisał Andreas Aurifaber, w autor obszernej monografii o bursztynie „Succini Historia” z 1551 r., lekarz księcia Albrechta Hohenzollerna – z której jego wysokość książę pruski kazał wykonać czary i puchary. Z kolei Gabriel Rzączyński w swym dziele „Actuarium historiae naturalis Regni Poloniae”, wydanym w Gdańsku w 1742, odnotował: Około 1722 roku u szlachcica w odległości siedmiu mil od Gdańska przygotowywano staw, w którym został wykopany przez robotników bursztyn o zabarwieniu koloru głowy kapusty, niem. Kombstfarb, długości 19 palców, szerokości 11, grubości 9; znakomity mistrz mieszkający przy ul. Św. Jana [w Gdańsku] wyrzeźbił z niego Dianę, boginię lasów, i Akteona, zamienionego w jelenia i rozszarpywanego przez swoje psy. Ten wyrób, zaliczany do najpiękniejszych rzadkości, wysłano z Gdańska do Anglii. Wracając do cen i ich wzrostu warto dodać, że w 1715 r. za beczkę bursztynu pierwszego gatunku bursztyniarze z Gdańska i Elbląga płacili 233 talary i 30 groszy, a 100 talarów za beczkę bursztynu pośledniejszego rodzaju.

Jak odbywała się obróbka artystyczna bursztynu?, Wyrabiany on bywa na warsztatach tokarskich – wyjaśniał to zagadnienie Józef Haczewski w artykule „O bursztynie”, zamieszczonym w 1838 r. w zasłużonym czasopiśmie o treści leśnej „Sylwan” – Tokarz okrzesuje naprzód bursztyn za pomocą dłuta, potem toczy go na warsztacie podług upodobania, szlufuje [szlifuje] pomexem [pumeksem], w końcu zaś poleruje ziemią tripolitańską lub wapnem wiedeńskim (Wienerkalk). I uzupełniał ten zwięzły techniczny wywód: Niektórzy wyrabiają bursztyn na ręcznych warsztatach, podobnych do warsztatów zegarmistrzowskich, za pomocą smyczka i dłutka. Rzeczy zaś pomniejsze wyrabiać można w ręku za pomocą pilników i szyby szlufierskiej, na której się brylantowanie [obróbka na kształt fasetowego szlifu diamentów] bursztynu uskutecznia. Technika ta była kontynuacją technologii obróbki jantaru w epoce nowożytnej.

Wraz z zaprowadzeniem w Gdańsku Reformacji wyraźnie zmniejszył się asortyment wytwarzanych tu wcześniej dewocjonaliów (zwłaszcza sznurów modlitewnych), choć nadal powstawały one na zamówienie katolickich klientów z Korony. Świadczyć może o tym jantarowa figurka Immaculaty (Marii Niepokalanie Poczętej) osadzona na takimż postumencie, uważana za wyrób gdański z ok. poł. XVI w., złożona w roku 1611 i do dziś zachowana w skarbcu klasztoru paulinów na Jasnej Górze, przez opata cystersów oliwskich, Dawida Konarskiego. Z kolei w „Inwentarzu akcesyjnym kaplicy Domagaliczów przy archikatedrze łacińskiej we Lwowie z lat 1645-1702” odnotowano szereg wotów bursztynowych, zapewne gdańskiej roboty, złożonych przed uważany za „łaskami słynący” obraz maryjny. Pojawiają się tu drobne wota, tzw. agnuski (od łac. Agnus Dei – Baranek Boży). Pierwotnie były to medalioniki z wosku białego z odciskiem wypukłym na jednej stronie Baranka Bożego, a na drugiej — św. Jana Chrzciciela, poświęcone osobnym ceremoniałem przez papieża. Z czasem jednak wykonywano ich lokalne naśladownictwa w różnych materiałach i chyba właśnie o takie tutaj wyroby chodzi, gdy czytamy o agnusku, który: w bursztyn oprawny, pozłocisty, w którym Salwator i Mater Dei [Zbawiciel i Matka Boża] z drugiej strony, pani jedna oddała – darowanym 19 marca 1643, czy innym, przekazanym na swą intentią 30 marca 1646 r., przez Zuzannę Markowską malusiejki [mały], bursztynowy, około kraju sreberkiem oprawny. Wśród wotów jantarowych pojawiały się przed lwowskim obrazem dzieła jednak okazalsze i kosztowniejsze. Annus 1666, die 4 aprilis [4 kwietnia 1666 r.] – notował duchowny odpowiedzialny za lwowski rejestr – Bursztynowy krucyfiks potłuczony, który się zażyć nie mógł [nie nadawał do użytku], dałem naprawić, o którym wzmianki w tym Regestrze nie masz, od kogo by był dany, aż pytany od P. Krzysztofa Torosowicza, mieszczanina lwowskiego, o niem powiedziałem, iż jest i zeznał, że od niego jest dany w długu fl. 400 wzięty i tu ofiarowany, o czym i P. Tołłoczko, mieszczanin lwowski, wiedział i dał świadectwo. Nota bene ofiarowywano na wota do lwowskiego obrazu Marii również wyroby bursztynowe, które wcześniej miały na pewno lub niemal na pewno świeckie funkcje, i tak: 20 września 1669 r. – Jej mość Panna Anna Wilczkówna ofiarowała lichtarzyków bursztynowych parę, aby jej P. Bóg pobłogosławił w przyszłym stanie małżeńskim, za które lichtarze dano w Jarosławiu lewkowych talerów 18, zaś 28 czerwca 1667 r. (?) – Pani Teresa Jozephowa oddała maneliczki bursztynowe. W tym ostatnim wypadku chodzi zapewne o damskie małe bransoletki (maneleczki, manelki).

Zdaje się, że w najbardziej obok Królewca (a liczne warsztaty istniały też w Elblągu, Słupsku czy Kołobrzegu) rozwiniętym ośrodku gdańskim już od 2. poł. XVI w. zaczęły przeważać luksusowe wyroby użytku świeckiego, o których – w tonie dezaprobaty – pisał w czasach Zygmunta Augusta w 1563 r. legat papieski w Polsce, kardynał Francesco Giovanni Commendone: Ze zmniejszeniem pobożności u ludzi zmniejszyła się cena bursztynu, przedtem bowiem figurki świętych lub paciorki [różańców] wyrabiane z tej masy drogo się bardzo zwykły były przedawać, kobiety nawet w podobne różańce stroić się były zwykły; dziś lud ten odszczepieństwem zacięty [tj. protestanccy mieszczanie Gdańska] śmieje się ze wszystkiego. Robią dziś z bursztynu skrzyneczki, łyżeczki, wazeczki, klatki nawet dla ptaszków, wszystko to z powodu kruchości swojej bardziej dla oka, niż dla użytku [zdatne]. Do tej specyfikacji wyrobów luksusowych dodać należy także wykorzystanie bursztynu do ozdobienia, m.in. innych rodzajów niż wyżej wymienione sztućców (trzonki łyżek, widelców i noży) i naczyń (kubki, miseczki, kufle, puchary, puzderka, flakoniki, kałamarze), ram do obrazów i zwierciadeł, świeczników różnego rodzaju (jedno i wieloramiennych), broni (np. rękojeści broni białej; prochownice), przedmioty do rekreacji i pracy (szachy i inne gry planszowe, małe warsztaciki do kobiecych robótek ręcznych), dekoracyjne (figurki o tematyce mitologicznej, alegorycznej i historycznej), czy klejnoty (oczka pierścionków, wisiorki, medaliony, kolie, bransolety). Do tych ostatnich zalicza się, np. bursztynowe zawieszenie (medalion) w kształcie serca, oprawny w srebro z płaskorzeźbionym portretem profilowym króla Stefana Batorego, zapewne roboty gdańskiej z ok. 1585 r., znaleziony w trumnie Anny Jagiellonki (zm. 1596). Inny przykład jantarowej biżuterii odnotowuje inwentarz ruchomości malarza lwowskiego (od 1578 r. serwitora królewskiego) Wojciecha Stefanowskiego, spisany 1588 r.: noszenie dziecinne, sztuk 15, a między nimi 3 oprawne, bursztyn, serce z malachitem i krzystał [kryształ górski]. W tym przypadku chodzi zapewne o wisiorek pełniący funkcję zdrowotnego amuletu.

Ja się wydaje, najważniejszym wyrobem świeckim z bursztynu, nie tylko w Gdańsku, były szkatuły. Od początku XVII wykonywano je z cienkich płytek, w które można było ozdobić grawerunkiem (często wykonywanym od spodu i podklejonym złotą folią) lub płaskorzeźbą, łączonych ze sobą bezpośrednio klejem lub metalowymi taśmami, a wynalazek ten przypisuje się królewieckiemu bursztynnikowi Georgowi Schreiberowi. Około połowy tego stulecia zmodyfikowano ich wytwórstwo. Zaczęto odtąd płytkami bursztynowymi oklejać konstrukcje drewniane. Pozwoliło to na zwiększenie asortymentu i jego rozmiarów, służąc np. do wykonywania pokaźnych nawet mebli. Okazały się one jednak nietrwałe. Płytki łatwo odpadały od paczącego się drewnianego podłoża. Nadal więc wyżej ceniono wyroby jednolite, wykonane z samego jantaru, a w tych ponoć celowało bursztynnictwo w Gdańsku. Miarą tej estymy może być zapiska z 7 września 1663 r. gdańskiego patrycjusza i rajcy Georga Schrödera, który odwiedziwszy pewnego, niepodanego z nazwiska bursztynnika, mieszkającego w Gdańsku obok cmentarza kościoła św. Katarzyny, ujrzał z zachwytem w jego warsztacie szkatułę za tysiąc talarów, przy której rok się [rzemieślnik ów] mozolił, całkiem przejrzystą, z pięknymi figurami na szczycie z kawałków różnobarwnego bursztynu pięknie rzeźbionego. Rajca odrysował schematycznie jej wygląd i podał też szczegóły techniczne jej wykonania. Warto uświadomić, że 1000 talarów było równorzędne 3000 florenów czyli złotych polskich, a po przeliczeniu na srebro dawało to ok. 25 kg czystego kruszcu! Bursztynowe szkatuły miały zazwyczaj prostokątny plan a wieko ich miało formę ściętego ostrosłupa. Z czasem wieńczono je pełnoplastyczną rzeźbą. Rzeźbiona dekorację niekiedy umieszczano także wewnątrz – na dnie oraz spodzie wieka. Jantarowe szkatuły wykonywali najsłynniejsi gdańscy bursztynnicy: Michał Redlin, Christoph Maucher, Nicolaus i Gottfried Turau, Michael Schödelook.

W 2. poł. XVII w. gdańskie bursztynnictwo przeżywało pewien kryzys wobec nielegalnego pozyskiwania i sprzedaży pozacechowym bursztynnikom, tzw. partaczom, jantarowego surowca. Niejednokrotnie cech zwracał się w sprawie ukrócenia tych praktyk „przeszkodników” do królów polskich – w 1660 r. do Jana Kazimierza, a w 1677 r. do Jana III Sobieskiego. Na niewiele się to zdało, partactwo kwitło i wydało prawdziwą swoją gwiazdę, bursztynnika o europejskiej sławie, Christopha Mauchera. Urodził się on w 1642 r. w Schwäbisch Gmünd (Niemcy, Badenia-Wirtembergia), co ciekawe – w rodzinie rusznikarza, u którego pobierał naukę. Około 1670 r. przybył do Gdańska, w którym działał z powodzeniem następne 35 lat jako rzeźbiarz w bursztynie i kości słoniowej, nie przyjmując prawa miejskiego i nie wstępując do cechu bursztynników. Początkowo może współpracował (terminował?) z Nicolausem Turau (Turow), z którym wykonał bursztynowe krzesło (zdobione rzeźbami z kości słoniowej), zamówione przez dwór brandenburski z przeznaczeniem na dar dla cesarza Leopolda I. Gdy Maucher usamodzielnił się, szybko zyskał sławę i zamówienia wykonywane w bursztynie i kości słoniowej, także kierowane ze strony gdańskiej Rady Miejskiej, która wszak zobligowana była do dbania o interesy mistrzów cechowych! 27 października 1682 r. Maucher wyekspediował do Berlina zamówienie elektorskiego dworu – dwa bursztynowe gerydony (tj. świeczniki na cokołach) z lichtarzami o wartości 3000 talarów, nadto puchar za 300 talarów oraz talerz z jantaru. W 1695 r. jeden z rajców gdańskich zamówił u Mauchera bursztynową szkatułę na podarek dla angielskiego posła w Hadze. Dziś znane jest jedno sygnowane dzieło Mauchera: datowana na ok. 1700 r. duża kompozycja figuralna z kości słoniowej ukazująca alegorię zwycięstwa cesarza Leopolda I nad Turkami (Wiedeń, Kunsthistorisches Museum), podpisane: CHRISTOPHORUS MAUCHER SCULPTOR. Na podstawie analizy stylistycznej przypisuje się jednak temu artyście szereg innych bursztynowych dzieł, głównie figurek o tematyce mitologicznej, jak np. Perseusz i Fineusz, Sąd Parysa, Trzy Gracje, Dydona, Kleopatra, oraz biblijnej – Judyta i Jahel, rozsianych po światowych kolekcjach (Berlin, Londyn, Drezno, Wiedeń, Modena). Nadto wiąże się z Maucherem autorstwo wielkiej szkatuły (o wymiarach: 41 cm dł., 27 cm szer., 41 cm wys.), zwieńczonej grupą figuralną (alegoryczną lub mitologiczną) oraz nieduży cylindryczny flakonik, z płaskorzeźbionymi postaciami amorków, przechowywane w Muzeum Zamkowym w Malborku, jednym z najbogatszych w prestiżowe wyroby gdańskiego bursztynnictwa. Jak pisze Elżbieta Mierzwińska o Maucherze, charakterystyczne dla stylu artysty są wijące się i splatające ze sobą liście akantu, motyw psa i główek delfinów, a w kształtowaniu postaci typowe szerokie twarze o pełnych policzkach, głęboko osadzone oczy, ostro zarysowane nosy i małe usta z odchyloną górną wargą. Sceny wielofigurowe – zwykle przeładowane, dynamiczne, bardzo ekspresyjne. Warto dodać, że Maucher pracujący z równą łatwością w bursztynie i kości słoniowej, jeśli nie wprowadził, to ostatecznie usankcjonował w Gdańsku zwyczaj zdobienia jantarowych wyrobów aplikacjami z kości słoniowej, najczęściej w formie niedużych, ażurowo ciętych plakietek z dekoracją ornamentalną i figuralną.

Jak powiedziano, złotym okresem bursztynnictwa gdańskiego był XVII w. Handlem jantarowymi wyrobami znad Motławy zajęli się nie tylko miejscowi kupcy, lecz także Szkoci i Ormianie. Podróżnik francuski Jean Baptiste Tavernier (1605-1689), który w poł. XVII znalazł się nad Gangesem w Bengalu, zapisał, że napotkał tam czterech kupców ormiańskich wracających właśnie z Gdańska. Zlecili oni nad Motławą wykonanie z bursztynu kilku figur hinduskich bóstw, które zapragnął ustawić w swej świątyni jeden z bengalskich władców. Zlecenie udało się zrealizować tylko częściowo, bowiem do wykonania największej z zaplanowanych figur zabrakło wystarczająco dużych brył jantaru… Jak się wydaje na podstawie inwentarzy, w każdym zasobniejszym gdańskim domu w XVII w. istniały wyroby z bursztynu, którymi gdańszczanie chętnie obdarowywali swych gości. Charles Ogier (1595-1654), sekretarz dyplomaty francuskiego Claude’a de Mesmes na rokowania polsko-szwedzkie w Sztumskiej Wsi, w swym „Dzienniku podróży do Polski” (1635-1636) zapisał, że gdy go przyjmowano w jednym z gdańskich domów, gospodyni nieprześcigniona w uprzejmościach niewiasta ofiarowała Verennesowi [sekretarzowi poselstwa] prześliczną klepsydrę z bursztynu. Z kolei gdy Jan Kazimierz przybył wraz z małżonką Ludwiką Marią do Gdańska, został zaproszony przez księdza opata Aleksandra Kęsowskiego na bankiet do Oliwy i tam szczodrze obdarowany. Królowi JMci JM ks opat – zanotował kronikarz tej podróży, Jakub Michałowski, wojski lubelski a późniejszy kasztelan biecki, w swojej „Księdze pamiętniczej” – darował zegar bursztynowy, kosztowny, wysoki, za który dał w Gdańsku trzy tysiące złotych – natomiast – Królowej JMci [gospodarz Oliwy] szkatułę bursztynową bardzo piękną, lubo niewielką, także ofiarował. Szczodrość Kęsowskiego potwierdza także relacja wspomnianego wyżej podróżnika Giacoma Fantuzzi, któremu opat oliwski podarował, m.in. kilka różańców z bursztynu. Również i mieszkańcy innych ośrodków nadbałtyckiego bursztynnictwa czynili możnym tego świata wspaniałe podarki z wyrobów jantarowego rzemiosła, a choćby i z samego surowca, np. kołobrzeżanie przesłali do Pragi cesarzowi Rudolfowi II w 1576 roku w podarunku kawał bursztynu ważący aż 11 funtów (tj, ok. 4,5 kg!).

W archiwach berlińskich zachowały się projekty rysunkowe i opisy trzech bursztynowych dzieł wykonanych (a może tylko podzleconych innym mistrzom) przez wspomnianego mistrza bursztynnictwa gdańskiego Michela Redlina. Powstały one na zamówienie księcia elektora Fryderyka III z przeznaczeniem na dary dla carów rosyjskich, najpierw Iwana, a następnie Piotra Aleksiejowiczów z okazji ich intronizacji. Dziełą te rzucają światło na kwestię cen luksusowych wyrobów z jantaru w czasach króla Jana III Sobieskiego. Do dokumentów bowiem załączony jest rachunek z 4 września 1688 r. opiewający na 2282 floreny. Na pierwszym miejscu figuruje, otaksowany na 1150 florenów: Kabinet [tj. szkatuła] według zasad sztuki architektonicznej proporcjonalnie wykonany z dobranego, rzadkiego bursztynu, przeważnie koloru kwaśniej kapusty wraz z różnobarwnym masywnym bursztynem. Na gładko polerowanych płaszczyznach są krajobrazy i historie kunsztownie i subtelnie wyszlifowane i rytowane, pomiędzy nimi rzeźbione obrazy, kwiaty, listowie z białego bursztynu i kości słoniowej; po nim następują, szacowana na 500 florenów: szachownica, do otwierania, z masywnego różnobarwnego bursztynu; wreszcie, wyceniony na 600 florenów: wielki żyrandol, którego trzon [jest] z czystego bursztynu w dużych kawałkach […] ma on dwanaście ramion z lichtarzami i podstawkami, 6 górnych i 6 dolnych do przymocowania. Same ramiona są 6-kątne i wycięte z kości słoniowej, kunsztownie ozdobione rozmaitym bursztynem. Pod podstawkami są wizerunki cesarzy niemieckich i bohaterów, na złotej blaszce malowane i obłożone przezroczystym bursztynem – i dodawał – Tokarz bursztyniarz zapewniał prawie pod przysięgą, że nad tym żyrandolem pracował. Dzieła dla rosyjskich władców wprawdzie przepadły w pożarze moskiewskiej zbrojowni w 1733 r., ale uważa się, że silnie oddziałały, zwłaszcza na wytwórstwo bursztynowych szkatuł końca XVII w. ręki wielu naśladowców Redlina.

Kilku innych cechowych bursztynników gdańskich osiągnęło europejski rozgłos. Np. wspomniany Turau / Turow wykonał w 1680 r. dla brandenburskiego księcia elektora wspaniałą ramę do lustra. Dzieło to o wymiarach 120 x 150 cm (szerokości obramienia: 18 cm i jego grubości 4 cm), stworzone z ok. 1500 płytek rzeźbionego i grawerowanego bursztynu, wymagało ponad 21 kg tego surowca. Miało być darem dla francuskiego króla Ludwika XIV, ostatecznie zostało w Berlinie (dziś: Berlin, Kunstgewerbemuseum). Później, bowiem w latach 1716-1729, gdański bursztynnik Jakub Dobermann (1682-1745) pracował z sukcesami na zamówienie landgrafa heskiego. Z kolei Wilhelm Krüger wraz z synami Efraimem i Gotlibem dostarczyli w 1711 r. dzieła z jantaru i kości słoniowej do drezdeńskiej Kunstkammery saskiego elektora i króla polskiego Augusta II Mocnego. W Dreźnie, w słynnej Grünnes Gewölbe mieszczącej się w tamtejszym Starym Zamku, znajduje się wiele efektownych dzieł z bursztynu z okresu od 1. poł. XVI do poł. XVIII w., w tym dwukondygnacyjna szkatuła przypisywana Redlinowi. Większość z nich powstała jednak głównie w warsztatach królewieckich.

Bodaj najsłynniejszym dziełem bursztynnictwa barokowego w ogóle, a gdańskiego w szczególności, była słynna Bursztynowa Komnata z Zamku Królewskiego w Berlinie – wykonana z wielobarwnego bursztynu okładzina ścian jednego reprezentacyjnego pomieszczenia. Nieukończona, podarowana została w 1716 r. przez króla Prus Fryderyka Wilhelma I carowi Piotrowi Wielkiemu i rok później przesłana w 18 wielkich skrzyniach do Petersburga. Po kilku etapach wędrówki znalazła w 1755 r. swoje ostateczne miejsce w jednej z komnat podstołecznego pałacu carów w Carskim Siole. Tam zrabowana w 1942 r. i wywieziona do Królewca, zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach (zniszczona?) pod koniec II Wojny Światowej. Dziś znów podziwiać możemy w Carskim Siole to arcydzieło bursztyniarstwa, zrekonstruowane po 25 latach intensywnej pracy w latach 1979-2003. Sporą część oryginalnej Bursztynowej Komnaty, na którą składała się ogromna liczbą różnie opracowanych jantarowych płytek, wykonali, zatrudnieni przy niej od 27 stycznia 1707 r. do końca 1711 r., zapewne według projektu pochodzącego z grodu nad Motławą rzeźbiarza i architekta Andreasa Schlütera młodszego, dwaj gdańscy bursztynnicy – Gofrin Tousseau i Ernest Schacht. Wiadomo, że w roku 1707 r. otrzymali oni za pracę przy niej aż 1573 florenów wynagrodzenia.

Cenili wyrobu z bursztynu i polscy królowie. Wedle „Inwentarza rzeczy pozostałych po śmierci króla jegomości, spisany w Grodnie dnia 15 decembra [grudnia] roku 1586” w posiadaniu Stefana Batorego była, m.in. Szkatuła z fontanną bursztynową od Szolca. Może najszczególniej cenił sobie bursztyn Zygmunt III Waza. W skarbcu katedry na Wawelu w Krakowie przechowywany jest niewielki pucharek bez nóżki, tzw. kulawka, uważany za własnoręczne dzieło króla Zygmunta III, znanego z amatorskiego uprawiania sztuk (malarstwa, złotnictwa i tokarstwa). Może naczynie to jest identyczne z tym, które w 1645 r. odnotował inwentarz skarbca kościoła Mariackiego w Krakowie. Zabrał go stamtąd biskup krakowski Kajetan Sołtyk (na urzędzie w latach 1758-1788). Po jego śmierci jantarowy pucharek-kielich trafił w ręce prywatne i stąd dostał się do katedralnego skarbca. Dziś sądzi się, że jest to wyrób z pocz. XVII w. profesjonalnego bursztynnika czynnego w Gdańsku lub Królewcu. Tradycję o własnoręcznym dziele Zygmunta III mogła zrodzić obecność w dnie tego naczynka medalionu z rzeźbionym w białym bursztynie, częściowo złoconym, profilowym popiersiu tego władcy, ukazanego w kapeluszu na głowie i z kryzą wokół szyi. Tradycja jantarowych wyrobów ręki pierwszego Wazy na polskim tronie pozostaje jednak silna, skoro wytrawna znawczyni bursztynu Janina Grabowska przypuszcza, że dziełem ręki Zygmunta III była czara o owalnej czaszy umieszczonej na wysokiej stopie, a na pokrywie ma się znajdować herb Wazów – Snopek. Naczynie zapewne było darem posagowym dla Anny Katarzyny Konstancji, zaślubionej w 1642 r. przyszłemu palatynowi Renu – Fryderykowi Wilhelmowi. W wyniku legacji jantarowe naczynie trafiło do skarbca rezydencji elektorów bawarskich w Monachium (Schatzkammer der Residenz). Zygmunt III na pewno otrzymywał cenne jantarowe dary autorstwa profesjonalnych bursztynników, o czym świadczą dziś bursztynowe szachy (obecnie bez pionków; zachowana szachownica o wym. 30 x 30 x 2,5 cm), od 1928 r. znajdujące się w zbiorach Zamku Królewskiego na Wawelu. Jak świadczy o tym inskrypcja wyryta na jantarowych płytkach, był to dar z 1608 r. dla króla od Hieronima Wołowicza, podkanclerzego litewskiego. Trudno powiedzieć, gdzie dzieło to powstało. Może być ono zarówno wyrobem gdańskim, jak i królewieckim (dziełem warsztatu wspomnianego Schreibera?). Nie dziwi więc fakt czynienia przez pierwszego Wazę na polskim tronie licznych bursztynowych podarków. Jak czytamy w tomie drugim „Wiadomości historycznch o sztukach pięknych w dawnej Polsce”, dziele Franciszka Maksymiliana Sobieszczańskiego, wydanym w Warszawie 1849 r., za polskiej sprawą pary królewskiej: legat papieski Henryk Caetano otrzymał w darze w roku 1596 krucyfix, tacke do ampułek, pacyfikał, costodyją do N[ajświętszego] Sakramentu i inne do ołtarza sprzęty, nader wytwornie w Gdańsku wyrobione. Z kolei słynne Muzeum Srebra (Museo degli Argenti, Tesoro di Granduche) we Florencji przechowuje bursztynowy ołtarzyk, a może raczej relikwiarz, powstały, jak się przypuszcza, w Gdańsku ok. 1619 r., będący darem drugiej żony Zygmunta III, Konstancji Austriaczki, dla jej siostry Marii Magdaleny, żony wielkiego księcia Toskanii Cosimo II. Ma on formę krzyża, osadzonego na wysokiej i smukłej nóżce (całość o wys. 95,5 cm), zwieńczonego posążkami Marii z Dzieciątkiem i ozdobionego 21 plakietkami z kości słoniowej, ukazującymi sceny biblijne. Wreszcie, gdy Krzysztof Zbaraski wybierał się w 1622 r. do Stambułu z poselstwem od Zygmunta III, wybrano dla tureckiego sułtana i jego wysokich dygnitarzy podarki wykonane z bardzo cenionego również na Bliskim Wschodzie jantaru. Opisał te dary wierszem Samuel Twardowski w swym utworze „Przeważna legacyja Krzysztofa Zbaraskiego od Zygmunta III do Sołtana Mustafy” z 1633 r.: Zwierciadło janczaradze [janczaraga – dowódca oddziału janczarów] w bursztynowej ramie / i kredence [zastawa stołowa] z bursztynu – tego w żadnym kramie / nie ma indziej Europa, gdzie zachodzi zorza / i gdzie wschodzi, prócz Moluk [wysp indonezyjskich] a naszego morza; / po brzegach go kurlandzkich morskie pienią flagi, / a w Turczech i Persyjej do tej przyszedł wagi, że na równej ze złotem sztychują go szali, / drożej od luzytańskich [z południowo-zachodnich wybrzeży Półwyspu Iberyjskiego] pereł i korali. / Z której to tak szlachetnej wenedyckiej spumy [bałtyckiej piany] / posyła i moftemu [mufti – muzułmański prawnik i teolog] skrzyneczkę z perfumy / i pacierze [sznur modlitewny z paciorków], bo i tych Turcy używają. Dodaje w innym miejscu: Warcaby kizłaradze [kizłaraga – naczelnik haremu] i szachy z bursztynu / dla carskich pań [dam haremu sułtańskiego] zabawy i białego gminu. Oraz Halli baszy [pasza – turecki gubernator lub generał], jeśliże między kiedy Turki / godzien się był urodzić, bogate marmurki / i futra trzy sobole, więc gdańskiego czynu / nalewkę [konewka, dzban] i miednicę z białego bursztynu. Można się domyślać, że te jantarowe skarby zamówił dwór królewski u gdańskich bursztynników. Wazowie posyłali bursztynowe wyroby z Gdańska z legacjami także carom rosyjskim. W zbiorach Orużejnej Pałaty na moskiewskim Kremlu było ich ponoć w pewnym momencie ponad 100. Kilka z nich przetrwało i zostało jesienią 1998 r. pokazane na wystawie czasowej w Zamku Królewskim w Warszawie. Władysław IV rękami posła Gabriela Stempkowskiego wręczył 26 stycznia 1645 r. podczas audiencji w Granowitej Pałacie mierzący 23 cm wysokości kufel z przykrywką, zbudowany z wielu rzeźbionych bursztynowych płytek. Naczynie to otaksowano na 12 rubli, co blednie wobec 100-rublowej taksy za inny jantarowy podarek tego poselstwa dla cara Michała Fiodorowicza – ołtarzyk. Była to świątynia w arce – pisał jeden z rosyjskich dworzan o tym darze – a w niej rzeźbione Ukrzyżowanie pana naszego Jezusa Chrystusa wiary rzymskiej […], a w świątyni trzynaście scen rzeźbionych w bursztynie. Wśród jantarowych darów wazowskich dla władców Moskwy była także, również pokazana w Warszawie w 1998 r., duża ostroowalna plakieta z jasnej płyty bursztynu o wys. 20,5 cm, ozdobiona płaskorzeźbionymi przedstawieniami Ukrzyżowania na jednej, oraz Zmartwychwstania i Pokłonu Trzech Króli na drugiej stronie, osadzona na czterostopniowym postumencie, wyłożonym rzeźbionymi intaglio płytkami transparentnego bursztynu z motywem Narzędzi Męki Pańskiej (Arma Christi). Nadto w ramach tego prawdziwie „bursztynowego poselstwa” przekazano jantarowe: stół z kompletem szachów i warcabów, szkatułki, miniaturową tacę, piasecznicę, łyżeczki czy różaniec. Z kolei w 1667 r. poseł Cyprian Paweł Brzostowski przywiózł na Kreml z polecenia króla Jana Kazimierza bursztynowe: wyobrażenie Ukrzyżowania, analogiczne do wyżej opisanego, nadto szkatułkę, zwierciadło oprawne w jantar, lichtarze i kieliszek. Prawdziwy „festiwal” ekskluzywnych wyrobów z bursztynu odnajdujemy w posiadaniu żony Jana Kazimierza, królowej Ludwiki Marii Gonzagi. W częściowym spisie jej majątku, sporządzonym w języku francuskim w Gdańsku 10 marca 1665 r., odnajdujemy, m.in.: szachy bursztynowe oraz klejnot (?) [„union”] z bursztynu z diamentem i perłami (tłum. P. Freus). Natomiast w inwentarzu pośmiertnym właścicielki, spisanym również po francusku, 27 września 1667 r., odnotowano ich już znacznie więcej i bardziej różnorodnych. Były tu przedmioty służące do kultu: trzy jantarowe krucyfiksy, w tym jeden duży i cały z bursztynu, oraz dwa posążki Matki Boskiej na cokołach bursztynowych, w tym jedna z figurek wykonana była z jednej bryłki bursztynu. Wśród przedmiotów o świeckim przeznaczeniu niewątpliwie wyróżniał się wielki zegar z bursztynu na kształt piramidy [tzn. obelisku]; kolejny – zegar pokojowy (?) [„orologe de sambre”], ozdobiony bursztynem, w kształcie piramidy; oraz zwierciadło na cokole bursztynowym. Odnotowano cztery szkatuły z jantaru, w tym jedną z działkiem powyżej [„canone”; zwieńczoną podobizną małej armaty?], w futerale; a z dwóch określonych jako małe jedna była z szachami, również bursztynowymi. Zapisano też osobno szachownicę z bursztynu. Zbiór ten uzupełniała kolekcja jantarowych naczyń o różnych formach i funkcji. Wymieńmy je wszystkie: nalewka [„cane”] z czterema buteleczkami z bursztynu; nalewka z bursztynu, ozdobiona złoconym srebrem; kubek z bursztynu; dwie filiżanki na nóżkach, bursztynowe; czara bursztynowa, ozdobiona złoconym srebrem, z pokrywką; szklanka bursztynowa na kształt kielicha, ozdobiona złotem; mała filiżanka bursztynowa na kształt czarki, na nóżce – a zakończmy intrygującym – dużym półmiskiem (?) [„grande boete plate”], w którym jest bursztynowy krucyfiks. Większość tych skarbów wysłana została zapewne do Paryża, gdzie przejęła je na mocy testamentu siostra zmarłej królowej – Anna Gonzaga. Nic chyba z nich nie przypadło mężowi Ludwiki Marii, skoro w sporządzonym w Paryżu „Protokole wyprzedaży mienia po królu [Janie] Kazimierzu 15 lutego 1673 roku” odnotowano tylko dwie bursztynowe pozycje. Pod nr 74 zapisano: flażolet [tzw. flecik polski, piszczałka] z bursztynu, na końcu którego jest mała tarcza. Wyceniony […] na trzy liwry, z kolei pod nr 577 ujęto zbiorczo: czternaście sztuk z białego bursztynu, w szufladzie z przegrodami, i czternaście sztuk z żółtego bursztynu w innej podobnej szufladzie, do gry w szachy. Wycenione razem […] na sześćdziesiąt liwrów.

Bursztynowe podarki dyplomatyczne słał i król Jan III Sobieski. W 1680 r. posłowie Konstanty Tomicki i Dominik Dowmont przywieźli ze sobą do Moskwy w darze, zapewne cenne, jantarowe wyroby: komplet szachów, szkatułkę, świeczniki oraz kryształowe zwierciadło oprawne w bursztyn z kościanymi plakietami. Słał Sobieski jantarowe dary także na Zachód Europy. We Florencji, w bogatych zbiorach wspomnianego Muzeum Srebra w Palazzo Pitti, znajduje się ołtarzyk z bursztynu. Odkryta w nim notatka autorstwa Piotra Gatoria mówiła o odbiorze dzieła 24 września 1669 r. w jednym z gdańskim warsztatów bursztynniczych. Byłby to zatem dar Sobieskiego może jeszcze z czasów, gdy był hetmanem wielkim i marszałkiem wielkim koronnego.

Nie ustępowali monarchom w „bursztynowej gorączce” polscy magnaci. W inwentarzu skarbca książąt Ostrogskich na zamku w Dubnie w 1616 r. odnotowano obok bursztynu w pudełkukoneweczek bursztynowych cztery; ołtarz bursztynowy w olstrze [ochronnym futerale]; warcaby bursztynowe złotem oprawne w olstrze. Najpewniej były to wyroby gdańskie. Z kolei Pani de Guebriant towarzysząca w podróży do Polski w 1645 r. poślubionej w Paryżu per procura przez króla polskiego Władysława IV Ludwice Marii Gonzaga, podejmowana w nowo zbudowanym pałacu Kazanowskich w Warszawie z zachwytem podziwiała pokoje, które zdobią wielorakie szafy najprzedniejszej roboty i stoły rozmaite, kryte najpiękniejszymi sztukami ze złota, srebra i bursztynu. Gospodarz rezydencji, Adam Kazanowski (ok. 1599-1649), marszałek nadworny koronny, nadobnie odpłacił za te piękne pochwały, i prosił Francuzkę aby sobie jaką sztukę wybrać chciała, a mimo jej podziękowań sam i żona jego [Elżbieta ze Słuszków] posłali jej kilka bursztynowych szkatuł. Jak obfitowały w wyroby z jantaru wielkopańskie rezydencje w Rzeczypospolitej XVII stulecia, niech świadczy „Rejestr rzeczy po Szwedach i ucieczkach szwedzkich zostających, spisany w roku 1661 dnia 1 grudnia w Wiśniczu”. Mimo szwedzkiej grabieży, w rezydencji Lubomirskich nadal można było podziwiać takie przedmioty ze „złota Bałtyku” jak: szkatułka bursztynowa, rzezana [rzeźbiona], święty Jerzy na wierzchu; lichtarzów parę bursztynowych rzezanych; dwie statuiki [posążki] bursztynowe – Najświętsza Panna ze świętym Janem; kubeczek bursztynowy; pudełeczko maluśkie bursztynowe; skrzyneczka bursztynowa, w której relikwia świętego Josepha; kostki bursztynowe – a nadto – dwie sztuczce bursztynu, w których muchi wewnątrz [inkluzje z owadów] oraz sztuk cztery bursztynu niepolerowanego. Jakże skromnie na tym tle wypada posiadanie mieszczańskie. Przywołajmy tu przede wszystkim akta miasta Poznania z okresu od 2. poł. XVI po poł. XVIII w. W „Inwentarzu pośmiertnym taszniczki Anny Harnistowej” z 28 II 1565 r. odnotowano trzy bursztynki; w „Podziale spadku po kuśnierzu Wolfgangu Adamie” z 25 V 1576 r. – 2 bursztynki; w „Inwentarzu pośmiertnym rybaka Wojciecha Bulata” z 9 VIII 1601 r. – 8 bursztynków na cztery granie; w „Inwentarzu pośmiertnym Jana Socztaka” z 12 I 1605 r. – brustynu trocha w króbce; w „Inwentarzu ruchomości usuniętych z mieszkania Piotra Chudzica z 28 VIII 1626 r. – w pudełku bursztynu i kadzidła po trosze; czy wreszcie w „Inwentarzu pośmiertnym Elżbiety Topolskiej służącej u Agnieszki Paplewej” z 4 V 1629 r. – bursztynowych paciorków małych 16. Sporo, jak na służącą, ale podano, że pochodziła z Kujaw, a tam wszak o kopany jantar było łatwo. Brak jest danych dla 2. poł. XVII w., ale zachowane poznańskie inwentarze z pierwszej połowy następnego stulecia nie notują radykalnego wzrostu „jantarowego posiadania”. W „Inwentarzu pośmiertnym aptekarza Mikołaja Łopackiego” z 23 VI 1711 r. spisano bursztynu do kadzenia 1 ½ ft. [funta; zatem ok. 0,6/0,7 kg, ale zawód zmarłego tłumaczy tę ilość: był to zapewne bursztyn drobny, tłuczony]; z kolei w „Inwentarzu pośmiertnym Godfredowej Smitowej i garbarza Jerzego Hertla” z 1713 r. odnajdujemy: sznurek bursztynów za szyje 1 [zatem naszyjnik]; wreszcie w „Inwentarzu pośmiertnym Anny Katarzyny Forgusonowej, wdowy po aptekarzu Janie Saupe” z 25 IX 1754 r. zapisano: 1 sznurek bursztynów ślifowanych, perełkami przewdziewanych, [wart] tynfów 5. Wcale nie lepiej było z posiadaniem mieszczan warszawskich, o czym przekonuje „Inwentarz pozostałości po Gerhardzie Witthofie, kupcu i rajcy Starej Warszawy z roku 1694”. Tu w dziele Suknie białogłowskie odnotowano, skromne zapewne – paciorki bursztynowe.

Z kolei na tym tle wybijali się mieszczanie gdańscy, którym o cenne jantarowe wyroby było z natury łatwiej. W spisie ruchomości zostawionych przez zmarłego w roku 1599 maklera, Henryka Grodka, figuruje wprawdzie tylko jeden wyrób z bursztynu, ale cenny zapewne – pucharek. Ale już w inwentarzu pośmiertnym spisanym w 1706 r. po Magdalenie Szumanowej (Schumann), patrycjuszki wywodzącej się z burmistrzowskiego rodu Gdańska, odnajdujemy całą gamę jantarowych przedmiotów i to o luksusowym charakterze. Obok drobniejszych (ortografia oryginalna), takich jak: Paciorky białego burstynu 6 dziesiotkuw; Paciorky burstynu zułtego, klarowanego, w slywke [śliwkę] rznietę, iest ich 6 dzieiątkuw, małemy przewtykanę, przy nich iest krzyzik cały, y tabliczka bursztynowa więlka; 3 burstynowe paciorky we troię na sziię, 2 sribrne kułeczka przy nich; 1 serdusko bursztynowę; 1 burstynowa perfomyrka [flakon na perfumy], w gruszęczkę robiona [zapewne na kształt gruszki], 1 takasz okrągła, 1 roczka, co figę p[o]kazuię [rodzaj amuletu], tysz burstynowa; 1 pudęlko pstro malowane, okrogłe, w nym iest kylka stuczek burstynu; odnajdujemy większe i zapewne bardzo cenne wyroby, jak: 1 zwierciadło w bursztynowych romach, iest w czarnym puszdrze drewnianym, błękitnym plisiem [pluszem] obytym wewnotrsz y złoty galon [taśma] wokoło; 1 obrazek, S. Mariey Magdaleny, rzniety z burstynu y zę szłoniowy kosci, w cyprysowych romykach białych oprawny; oraz 1 obrazek, rzniety z burstynu y słoniowy koscy, za szklem, w orzechowych romykach, Meky Pansky. Zaprawdę, niedaleko już stąd było do wielkopańskich zasobów bursztynu…

W tym kontekście, XVII-wiecznego rozkwitu polskiego bursztynnictwa i swoistej „bursztynowej mody” wśród możnych i mniej zamożnych mieszkańców Rzeczypospolitej, należy nam powrócić do króla Jana III i niezwykłego jantarowego daru gdańszczan dla króla. Większość autorów wzmiankujących o „koronie z bursztynu”, darowanej Sobieskiemu przez Gdańszczan, nie komentuje tego daru szerzej, ale powstaje wrażenie, że uważają go za wykonaną z jantaru koronę na kształt królewskiej – swoiste insygnium. Franciszek Mamuszka wysunął nadto przypuszczenie, że jej twórcą mógł być wspomniany bursztynnik gdański Krzysztof Maucher, co akurat wydaje się wielce prawdopodobne. Co do charakteru owej „korony”, trudno jednak sobie wyobrazić, że król, nawet elekcyjny, przyjął od poddanych niskiego urodzenia insygnium królewskie. Nie przypadkiem chyba milczą o owej „koronie” dwaj wytrawni znawcy polskich regaliów – Michał Rożek i Jerzy Lileyko, choć skrupulatnie odnotowywali różnego rodzaju – oficjalne i prywatne, insygnia królewskie. Może zatem należy „bursztynową koronę” darowaną Janowi III rozumieć inaczej, jako określenie wieloramiennego świecznika podwieszanego do stropu czy sklepienia? Adam Jarzębski w swym słynnym wierszowanym dziełku-przewodniku z 1643 r. „Gościniec abo krótkie opisanie Warszawy”, tak właśnie określa – jako korony – świeczniki (zapewne w tych wypadkach tzw. korpusowe, mosiężne). I tak w pałacu należącym do wspomnianego wyżej marszałka Kazanowskiego, znajdującym się przy Krakowskim Przedmieściu, w stołowej izbie – pisze Jarzębski – Korona wisi pojśrzodku, zaś w pałacu jaśnie wielmożnego Jego M.P. Ossolińskiego, kanclerza wielkiego koron[nego] – czytamy dalej – Widzę przy stołowej izbie […] Korona wisi na środku, / Zacną robotą w pośrodku. Jak pamiętamy, Christoph Maucher wykonał w 1682 r. z bursztynu dwa gerydony ze świecznikami, sześć lat później Michel Redlin sporządził dwunastoramienny żyrandol, a więc – w terminologii staropolskiej – „koronę” właśnie! Na wspomnianym rysunku, załączonym do tego zlecenia, wyrysowano korpus tego świecznika i jedno z jego ramion (tzw. essów), a te były z kości słoniowej, tylko inkrustowane jantarem. W przechowywanych w Paryżu archiwaliach poświęconych spadkowi po zmarłej królowej Ludwice Marii odnotowano szereg przedmiotów przekazanych (gratis lub odpłatnie) różnym osobom w Polsce. Dowiadujemy się zeń, że Mr. Le Comte de Morstain, czyli zapewne Jan Andrzej Morsztyn (1621-1693), od 1668 r. podskarbi wielki koronny, otrzymał un lustre d’ambre très vieux et très sale, zatem żyrandol bursztynowy, bardzo stary i bardzo brudny. Niewątpliwie Morsztyn wywiózł ten intrygujący bursztynowy obiekt do Francji po swym niesławnym politycznym upadku. Do tego inwentarza można dodać, co prawda znacznie późniejszą, ale zachowaną do dziś, wspaniałą koronę-żyrandol (dun. lysekrone) o 24 ramionach, wykonaną w latach 1746-1753 przez Lorenza Spenglera dla duńskiego dworu królewskiego (Kopenhaga, Zamek Rosenborg). Prawdopodobne jest zatem, że „korona” Gdańszczan, ich dar dla Jana III, była wieloramiennym żyrandolem, choć pewnie niedużym, skoro wykonano go z jednej bryły surowca. Ta ostatnia informacja nasuwa jeszcze jedną możliwość: królowi darowano okazały różaniec, zwany niekiedy „koronką”, lub – jak się wydaje znacznie rzadziej – „koroną”. Dla przykładu, w inwentarzach (spisanych w latach: 1674, 1684, 1718, 1742 i 1844) kościoła OO. Kamedułów na krakowskich Bielanach odnotowano, m.in. wotum określone jako: Koronka bursztynowa z agnuskiem cum reliquiis S. S. [z relikwiami świętych].

Sprawa identyfikacji funkcji owego daru pozostać musi jednak otwarta, ponieważ obiekt ten nie zachował się i nie mamy doń żadnych innych przekazów źródłowych. Nie odnotowuje go żaden z publikowanych inwentarzy mienia królewskiego, łącznie z tym spisanym po śmierci monarchy w Wilanowie 10 listopada 1696 r. Równocześnie w dokumencie tym odnajdujemy szereg innych cennych, najpewniej gdańskiej roboty, artefaktów z bursztynu. Przytoczmy je tutaj wszystkie. W dziale Galanterye y złota z Willanowa, które się do działu sprowadziły (w podgrupie Nie taxowane) zapisano pod nr 38 dzieło określone jako: Konewka bursztynowa, w srebro złocisto oprawna, z wieczkiem z adnotacją „J”, tzn. przypadła ona w podziale majątku królewiczowi Jakubowi. W dziale Extra Regestrum pod nr 98 odnotowano: Warcaby nowe, kością sadzone, pieski [pionki] bursztynowe w puzdrze orzechowym, a pod nr 99 – Warcaby kalambur, filigranem sadzone, takieyże roboty, oba zestawy dostały się również Jakubowi. Z kolei w zestawieniu określonym jako Pan Cieszkowski okrom srebra oddał pod nr 132 wyszczególniono obiekt niewątpliwie prestiżowy, opisany jako: Szkatuła bursztynowa w puzdrze z skarbca wilanowskiego do Warszawy przywieziona. Kolejne wyroby z jantaru „inwentowano” w wyposażeniu komnat wilanowskiego pałacu. I tak, w Gabinecie Królowey Jey Mości spisano pod nr 193 – Krzyż bursztynowy w puzdrze, który w dziale przypadł tym razem królewiczowi Aleksandrowi. Gabinet holenderski Jego K. Mci. miał z kolei w wyposażeniu niepośledniej wartości dzieła: pod nr 225, określone jako Bursztynowa szkatuła jest w Skarbcu Warszawskim, a pod nr 226 – Krzyż bursztynowy wysoki na pedestale wysokim w puzdrze, z adnotacją przy tym ostatnim, że przypadł on królewiczowi Konstantemu. Na tym nie wyczerpują się jantarowe skarby w posiadaniu Sobieskich. Otóż w częściowym inwentarzu ruchomości przyszłego króla Jana III z 1673 r., znajdujących się w różnych jego rezydencjach („Regestra skarbców, rzeczy, tak z Żółkwi, Lwowa, Jaworowa, Kazimierza, w Gniewie spisane, die 3 januarii [dnia 3 stycznia ] 1673”), odnajdujemy wśród wielu cennych przedmiotów, m.in. Bursztyn na rządzik. Natomiast w inwentarzu prywatnego skarbca króla Jana III na Zamku Królewskim w Warszawie z 1696 r., spisano w Szkatule hebanowej, srebrem wybijanej, z herbem króla Zygmunta: w trzeciej szufladzie, m.in. takie dzieło jak Rękowieść [rękojeść] od szabli, bursztynowa; z kolei w ósmej szufladzie znajdowało się m.in. Pudełko bursztynowe, w którym twarz Króla Jmci, z kości [tj. kościany portret króla]; zaś w dziewiątej szufladzie dolnej tego mebla była, m.in. Sztuka bursztynowa, wielka. Można tylko przypuszczać, że „sztuka” ta, zapewne nieobrobiona, surowa bryła, traktowana była (może dla swych nadzwyczajnych rozmiarów, koloru lub ze względu na obecność inkluzji) jako curiosum sił natury, tak bardzo fascynujące ludzi baroku.

Dziś może jedyną pamiątką „bursztynowego skarbu” Jana III zachowaną w Polsce jest jantarowy ołtarzyk przechowywany w zbiorach krakowskiego Muzeum Czartoryskich. Uchodzi on za dzieło gdańskie autorstwa Michela Redlina i jakoby ołtarz polowy króla Jana Kazimierza a następnie Sobieskiego. Retabulum to ma plan wydłużonego prostokąta. Cokół tworzą trzy stopnie, których lico wyłożono – obok płytek żółtawego bursztynu, także ornamentalnie płaskorzeźbionymi plakietkami z kości słoniowej (jasny motyw występuje na czarnym tle). Na skrajach środkowego stopnia umieszczono dwie figurki świętych, „rzezane” z pojedynczych bryłek jantaru. Na tym cokole wznosi się właściwa nastawa, która składa się z trzech, zwężających się ku górze kondygnacji, ozdobionych z boku ażurowymi, częściowo zachowanymi, tzw. uszakami. Poszczególne kondygnacje mają wydatne gzymsy wsparte na kolumienkach o kręconych trzonach, ozdobione kościanymi plakietkami z dekoracją ornamentalną. Kościane plakietki (owalne i wielokątne) zdobią też tylne ścianki każdej kondygnacji retabulum. Mają one dekorację figuralną i ukazują sceny pasyjne: w dolnej – Modlitwę Chrystusa w Ogrójcu ujęta Pojmaniem i Koronowaniem cierniem, w środkowej – Ostatnią Wieczerzę ujętą aniołkami trzymającymi Arma Christi oraz plakietkami z motywem bukietów kwiatowych w dzbanach; wreszcie w górnej – Zmartwychwstanie. Na skraju gzymsu dolnej kondygnacji retabulum ustawiono pełnoplastyczne kościane figurki aniołków z Arma Christi, na gzymsie następnej kondygnacji – bursztynowe posążki świętych, analogiczne do tych z cokołu (razem może wyobrażają Czterech Ewangelistów). Górną kondygnację retabulum wieńczy wysmukły i filigranowy krzyż z bursztynu z figurką Ukrzyżowanego (tzw. pasyjką) wyciętą z kości słoniowej. Dzieło jest zatem okazałe i efektowne, ale tradycja „polowego ołtarzyka” Zwycięscy spod Wiednia może mocno wątpliwa, skoro posiadające je muzeum nie eksponuje go w swych publikacjach…