Królowie dobroczynni – Ludwik XVI i Stanisław August

Korespondencja Gazety Lejdejskiej z Paryża zawierała obszerny i wstrząsający swymi brutalnymi szczegółami opis egzekucji dokonanej na margrabinie de la Motte 21 czerwca 1786 r. Parlament w Paryżu uznał ją bowiem za winną w słynnej aferze naszyjnika królowej Marii Antoniny, w którą został wplątany kardynał de Rohan. Po sprawozdaniu odczytania aferzystce nieznanego jej wcześniej i zaskakującego dla niej samej wyroku, wymierzenia jej chłosty i napiętnowania, a także rozpaczliwych i szalonych usiłowań owej kobiety wyrwania się oprawcom, czasopismo odmalowało przejazd aferzystki z Conciergerie do Salpétrière. Opis lochu, w którym miała spędzić de la Motte resztę żywota budzi przez swój naturalizm grozę. Towarzyszący jej woźni i strażnicy, mimo przyzwyczajenia do widoku nieszczęśników tego rodzaju, mieli być wstrząśnięci widokiem tej egzekucji. Nigdy surowość prawa nie wywarła na nich tak silnego wrażenia. Zaiste, czytamy w artykule Gazety Lejdejskiej, świadkowie tego wydarzenia ubolewali nad losem kobiety jeszcze młodej, świeżej, oddanej w ręce sześciu katów, widząc jej delikatne członki umęczone, ramiona i ręce swą białością wskazujące osobę wyższego stanu, związane i ściskane bez miłosierdzia. Podobne wrażenie na obserwatorach wywarł obraz lochu, w którym miała dokonać swych dni jako wyrzutek społeczeństwa. I tu znów komentarz międzynarodowego czasopisma kreśli kontrast pomiędzy damą zamieszkującą do niedawna uroczy dom, pełen służby i bogato umeblowany, a kobietą zamknięta obecnie na wieczność, leżącą na brudnym barłogu, pokrytym słomą, o który musi rywalizować z plugawym robactwem. Obraz ten, wyrażał przekonanie autor doniesienia, musi budzić współczucie nawet u ludzi o zatwardziałych sercach.

Stanisław August Poniatowski, F.P. Molitor, 2. poł. XVIII w.; Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, fot. Z. Reszka

Swoisty kontrapunkt dla tego niezwyczajnego na kartach powściągliwej w tonie Gazety Lejdejskiej naturalistycznego opisu stanowi relacja z podróży Ludwika XVI do Cherbourga. Wyruszył on w podróż z Rambouillet, gdzie polował, tego samego dnia, gdy w Paryżu przeprowadzano egzekucję na nieszczęsnej de la Motte - dodajmy. W momencie swego wyjazdu monarcha miał być bardzo wesół i zachował tę dyspozycję podczas całej podróży – pierwszej dłuższej od czasu koronacji w Reims. Po drodze zatrzymano się w Houdan, gdzie zmieniano konie z królewskich na pocztowe. Wówczas to żona miejscowego chirurga rzuciła się do nóg Ludwika XVI, wyrażając szczęście z widzenia swego władcy. Król podniósł ją z kolan z dobrocią. Kobieta z radości uściskała go. Ludwik przyjął oznakę tego naiwnego przywiązania z czułością i odwzajemnił uścisk. Widzowie tej sceny oklaskiwali ją. Król spytał kobietę, czy życzy sobie czegoś. Żona chirurga zaprzeczyła, oświadczając, że za całe szczęście wystarczy jej widzieć monarchę. Ma jednak sąsiadkę, matkę dwanaściorga dzieci, pozostającą w biedzie. Król polecił jej przesłać sobie memoriał w tej sprawie, by móc coś uczynić dla tej biednej kobiety. Z taką to prostotą i uprzejmością, konkludował komentator międzynarodowej gazety, Ludwik XVI pokazywał się w miejscach, przez które przejeżdżał w drodze na przegląd floty w Cherbourgu.

Anegdota ta nie była pierwszym świadectwem dobroci Ludwika XVI, nagłaśnianym przez Gazetę Lejdejską. W chwili śmierci królewskiego mentora i nieoficjalnego szefa rządu hrabiego de Maurepas, międzynarodowe czasopismo informowało o bólu odczuwanym przez monarchę, stanowiącym dowód dobroci jego serca. Biograf Ludwika XVI Jean de Viguerie zwraca szczególną uwagę na tę, według niego, rzeczywistą, a nie udawaną cechę osobowości francuskiego monarchy. Niezależnie od jej naturalnych źródeł, historyk ten wskazuje na sposób wychowania i kształcenia przyszłego króla Francji. Szczególny wpływ na osobowość i styl rządzenia przyszłego Ludwika XVI wywarły zadawane mu w młodości lektury – Les Aventures de Télémaque Fénelona (1699) i Œuvres du Philosophe bienfaisant Stanisława Leszczyńskiego, wydane po raz pierwszy w Paryżu w roku 1763. Pierwsze z owych dzieł nakazywało idealnemu władcy być dobrym dla swych poddanych, nawet wtedy gdy okazywali się złośliwi i niewdzięczni. Zadanie monarchy jawiło się tu jako trudne i bolesne poświęcenie samego siebie dla dobra innych. Drugie głosiło zasadę wzajemności. Jeśli władca chce być kochany, musi okazywać poddanym miłość. Jej wyrażanie polegać miało na dobroczynności. Godzi się zwrócić uwagę na wpływ utworu Fénelona na Stanisława Augusta. Jest on widoczny nie tylko w formach artystycznych otaczających polskiego króla, ale przede wszystkim w jego postawie, zwłaszcza po zamachu konfederatów barskich w roku 1771. Od tego przynajmniej momentu król polski czyni z siebie ofiarę dla przyszłego szczęścia swych poddanych, choćby okazywali mu wrogość. Nie udało mi się znaleźć potwierdzenia lektury przez Stanisława Augusta wspomnianego dzieła Stanisława Leszczyńskiego, ale wydaje mi się ona bardzo prawdopodobna. Gdyby tak rzeczywiście było, to oznaczałoby, że zarówno monarcha francuski, jak i polski czerpali inspirację dla swej dobroczynnej postawy, filozofii władzy oraz propagandy z tych samych tekstów literackich.

Znaczenie propagandowe scenki spotkania Ludwika XVI z żoną chirurga, opisanej przez Gazetę Lejdejską, widoczne jest w kontekście doniesień o aferze naszyjnikowej. Relacje tego czasopisma z ogłoszenia wyroku w tej sprawie wykazują widoczną sympatię w stosunku do trybunału, który go wydał – Parlamentu. Redakcja wyraźnie podzieliła jego przekonanie o całkowitej niewinności kardynała. Osobą, wskazaną jako winną zarówno przez werdykt Parlamentu, jaki i doniesienia holenderskiej gazety, jest hrabina de la Motte. W odniesieniu jednak do tej ostatniej relacje Gazety Lejdejskiej zdradzają współczucie, wynikające zapewne z przejęcia się jej redaktora humanitarnymi ideami Oświecenia. Wielką nieobecną tych artykułów jest Maria Antonina. Można więc wyrazić ostrożne przypuszczenie, że owe milczenie byłoby wskazaniem przez redakcję w Lejdzie królowej jako rzeczywistej sprawczyni, mimo oczyszczającego od winy wyroku, niełaski, niedoli i zesłania kardynała de Rohan. Milcząca forma oskarżenia Marii Antoniny kontrastowała z jawnie wyrażanym w pamfletach i podzielanym przez opinię publiczną poglądem o złowrogiej roli królowej w owej aferze. Na kartach międzynarodowego czasopisma królewska niełaska wobec ofiary intrygantki i oszustki nosi znamiona despotyzmu. W obliczu tak ostrej, rzucającej cień na monarchię kontrowersji, Gazeta Lejdejska próbowała jednak uchronić pozytywny wizerunek króla, ukazując go ponownie jako władcę pełnego dobroci.

Logo POIiŚ