Nie tylko husaria

Wyobrażenie żołnierza służącego w siedemnastowiecznej armii polskiej, kojarzy się z uzbrojonym w kopię i koncerz (długi miecz) husarzem, odzianym w pancerz i wilczą skórę z przypasanymi do ramion efektownymi skrzydłami. Taki obraz nie jest jednak prawdziwy. Skrzydlatych jeźdźców nie było wcale tak wielu, ale ich rola była nie do przecenienia. To ich przełamujące szarże decydowały o wyniku starcia, ale ta ciężka kawaleria nie mogła samoistnie działać na polu bitwy i była zależna od innych rodzajów wojska.

Bitwa pod Wiedniem, mal. Pauwel Casteels, po 1683, ze zbiorów Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie; fot. W. Holnicki

Husaria przełamywała szyki nieprzyjaciela. Wspomagały ją lżejsze formacje jazdy pancernej, zwanej petyhorską lub kozacką. Za to lekka jazda tatarska i wołoska dokonywała zagonów i wykonywała zadania pomocnicze. W siedemnastowiecznej armii Rzeczypospolitej służyły jednak także formacje autoramentu cudzoziemskiego, które w znaczny sposób różniły się od oddziałów autoramentu narodowego. Chodzi tu nie tylko o uzbrojenie i sposób walki, ale także i sposób zaciągu. W pierwszym wypadku rotmistrz werbował na zasadzie zaciągu towarzyskiego – towarzysz zaciągał się na służbę wraz z własnym pocztem. W przypadku zaciągu cudzoziemskiego werbowano żołnierzy pojedynczo „na bęben”. W ten właśnie sposób zaciągano piechotę cudzoziemską oraz formowaną na wzór zachodnioeuropejski rajtarię.

Inną formacją wojskową zasadniczo należącą do autoramentu cudzoziemskiego była arkebuzeria. Trwają spory czy ten rodzaj jazdy półciężkiej należy zaklasyfikować do autoramentu narodowego czy cudzoziemskiego. Argumentami przemawiającymi za przypisaniem do formacji rodzimych był ubiór ochronny i sposób formowania. Przeciwnicy zaś twierdzą, że uzbrojenie w broń palną i sposób walki (karakoł), klasyfikuje arkebuzerię do formacji cudzoziemskich. Arkebuzeria z czasem zaczęła ewoluować w stronę rajtarii, by ostatecznie zaniknąć w połowie XVII stulecia.

Problemy klasyfikacji przysparza także dragonia. W Rzeczypospolitej ta formacja zbrojna pojawiła się w latach dwudziestych XVII wieku, jednak jej prawdziwymi organizatorami byli hetmani: koronny Stanisław Koniecpolski i litewski Krzysztof II Radziwiłł. Modernizując armię, dążyli do nasycenia jej bronią palną. Spoglądając w stronę wzorców francuskich, niektórym oddziałom piechoty przydzielono konie. Zwierzęta te początkowo służyły do szybkiego przemieszczania się, a nie do walki. Z czasem ten rodzaj mobilnej piechoty przekształcił się w formację wielozadaniową, która w razie potrzeby walczyła pieszo, bądź konno, używana była także do prac fortyfikacyjnych lub oblężniczych. Ten swoisty uniwersalizm sprawił, że dragonia szybko zyskała uznanie u polskich dowódców. Na swoją reputację polscy dragoni zapracowali podczas wyprawy Stefana Czarnieckiego do Danii. Jej rolę doceniał także król Jan III.