O „mentekaptacji” księcia biskupa Sołtyka

Największą sensacją roku 1782 w polskich gazetkach pisanych stała się sprawa księcia biskupa krakowskiego Kajetana Sołtyka (1715–1788), który po powrocie z pięcioletniego więzienia rosyjskiego w Smoleńsku i w Kałudze (1767–1773) zaczął zdradzać – po świętach Bożego Narodzenia 1781 r. – wyraźne oznaki choroby umysłowej. Rozwój jej uważnie obserwowano, a gdy zaczęła ona uwłaczać powadze zajmowanego przez dygnitarza urzędu, kapituła, zgodnie z prawem kanonicznym i w porozumieniu z królem Stanisławem Augustem i Radą Nieustającą, odebrała mu pastorał. Naturalnym następcą odsuniętego od sprawowania władzy ordynariusza został jego koadiutor, biskup płocki i brat królewski, Michał Poniatowski.

Kliknij, aby zobaczyć więcej ilustracji.

Uwaga informatorów skupiła się na rejestrowaniu i analizie zachowań księcia biskupa, które niewątpliwie odstawały od normy, bądź co najmniej budziły zdziwienie obserwatorów, przy czym nie da się rozdzielić, co w owych relacjach było prawdą, a co tylko plotką. W lutym 1782 r. gazeciarz Teodor Ostrowski podawał „partykularniejsze wiadomości” tej treści: „[Sołtyk] pije stare wino, stąd doktorowie nie wróżą mu życia długiego, ile że dotąd sypiać nie może”. O ile te informacje wskazywały na jeszcze normalne reakcje Sołtyka, to otoczenie zauważało jego narastający „impet, zemstę i porywczość w ostatnim gradusie”. Miał na przykład nie tylko trzymać pieska w trakcie odprawiania mszy czy spoliczkować chłopa podczas bierzmowania, lecz także dysponować dla gości „kolacją mięsną o trzeciej w piątek zapustny” oraz odprawiać „szlichtadę publicznie z kapelą”. Jedna z takich szlichtad okazała się dla księcia biskupa szczególnie kompromitująca, gdyż – według relacji naocznych świadków – w saniach dygnitarz dla ogrzania sobie rąk miał je włożyć w gors siedzącej przed nim niejakiej Leśkiewiczowej, żony bankiera krakowskiego. Poczytano to oczywiście  „za mentakaptację, znaleziono kruczek i zahaczono o niego”. Sołtyk wydawał też nieustanne przyjęcia, w czasie których przybierał nagle szaty pontyfikalne i udzielał obecnym sakramentu bierzmowania.

W kwietniu 1782 r. w pisanej gazetce czytamy: „Na dowód nowej słabości Księcia głoszą tu, że swój stolec z paradną procesją przeprowadzać kazał z miejsca na miejsce, że pieski swe w robrony postroił, a suczkę metreskę Księżną Siewierską nazywa, że mszę miał o północy w kaplicy misjonarskiej, że na konferencje z klerykami chodzi etc”. W maju tego roku Sołtyk, dowiedziawszy się „o kuratorii, płakać miał rzewliwie i odtąd w większą wpadł melancholię”, a propozycję przeniesienia się do Kielc odrzucił. W połowie sierpnia, po chwilowej poprawie, nastąpił nawrót „czarnej melancholii”, a stan tak się pogorszył, „że z rady doktorów i dyspozycji kuratorów wszelkiego mu żelaza i szkła nawet przy stole używać zabroniono. A to po niezbyt dawnym przypadku, gdy Książę Jmć, żwawiej z oficjerem pewnym dyskutując, do tego stopnia pasji przyszedł, że mu butelką w głowę wymierzył”.

We wrześniu dygnitarz, pilnowany przez medyka Cesarati, „brzytwę ledwo do golenia się wytargował na swych stróżach”, a „żelaza nawet ode drzwi poodejmowano, aby komu lub sobie Książę nie szkodził”.

Biskup Sołtyk został ostatecznie zamknięty w zamkowym seminarium. Specjalna komisja lekarska uznała go za niezdolnego do sprawowania rządów diecezji, po czym chorego wywieziono do Kielc, gdzie zmarł 30 lipca 1788 r.