Od pałacu do wychodka i psiej budy – staropolska moda na inskrypcje

Erazm z Rotterdamu zachęcał swego czytelnika: „pewne krótkie, lecz trafne wyrażenia, jak przysłowia, przypowieści, zwroty, notuj na początku czy też na końcu książek, możesz rzeźbić niektóre na pierścieniach i kielichach, maluj je na drzwiach, ścianach, szybach okiennych, ażeby z tego, co wzbogaca twą wiedzę, nigdy nie spuszczać wzroku”. Postulowana przez Erazma praktyka otaczania się uczonymi inskrypcjami już w XVI w. stała się powszechną modą. Umieszczano je na domach, nad drzwiami i furtkami, we wnętrzu zaś na belkach stropowych, ścianach, kominach, nad oknami. Także na sprzętach domowych, od mebli począwszy, a na łyżkach skończywszy.

Fragment fasady pałacu w Wilanowie z inskrypcją "Repulsit sol in clypeis" - "Rozbłysło słońce na tarczach", nawiązującą do herbu Jana III Sobieskiego - Janina. Fot. W. Holnicki.

Naprzeciw renesansowemu zapotrzebowaniu na zapełnianie prywatnej przestrzeni epigraficznymi sentencjami wychodził u nas chociażby zbiór Mikołaja Reja Apoftegmaty abo Różne wierszyki na gmachy, także też i na ine rzeczy, jako kto sobie obierze. Czytelnik w potrzebie mógł sobie z niego wybrać krótki rymowany napis na wrota, spiżarnię (zaklęcia przeciw złodziejom), łaźnię, a nawet na łyżkę czy... grób. Napis na bramie mógł np. ogłaszać gościom: „Kto tu jedzie tymi wroty, / Zostaw w polu kłopoty”, a gdyby to nie podziałało, należało wybrać sentencję: „Nie otwierajcie się, wrota, / Z kim by pan użył kłopota”.

Rezydencje dawnej Rzeczpospolitej rychło zaczęły zasługiwać na sławę nie tylko swym przepychem czy architektonicznym rozmachem, ale także przemyślnie komponowaną siecią sentencji pokrywającą coraz to większe i coraz to nowe przestrzenie domów i przydomowych ogrodów. Rękopiśmienna kopia Sentencyje, które są pisane w Werkach nad Wilnem, we dworze biskupim w pokojach, w stołowej izbie i w sieniach zawiera aż 80 łacińskich inskrypcji z dworu biskupa wileńskiego Eustachego Wołłowicza (1572-1630). Z zamiłowania do inskrypcji znany był marszałek wielki koronny Stanisław Herakliusz Lubomirski (1642-1702), który ich szczelną siecią pokrywał fundowane budowle. Nie tylko czerniakowski klasztor i kościół bernardynów, ale także swe prywatne podwarszawskie rezydencje: Łazienki, Ermitaż i Arkadię. Odwiedziwszy w 1726 r. słynny pałac koniuszego wielkiego koronnego Jerzego Stanisława Dzieduszyckiego (1670-1730), Benedykt Chmielowski w swoich Nowych Atenach tak oto ją zachwalał: „CUCUŁOWCE. Partykularz w województwie ruskim, w powiecie żydaczewskim, drugi hesperyjski ogród, polski Wersal [...] Inskrypcyje po gmachach wyborne dla erudycyi”.

Modzie uległ również autor Nowych Aten, który pisanie inskrypcji traktował jako swoistą rekreację: „dwie książki Nowe Ateny intytułowane napisawszy [...], przy tej literalnej bardzo ciężkiej sedentaryi i pracy znalazłem sobie rozrywkę dla relaksacyi umysłu [...]. Cokolwiek mi zostało czasu od czytania i kompozycyi ksiąg, od łaskawych wizyt gości, od kazań prywatnych i publicznych, to w resztę czasu rezydencyi mojej wykształceniu i ogroda ornamentom sakryfikowałem, każdemu miejscu i dziełu dając inskrypcyje”. Umysł Chmielowskiego musiał być mocno przemęczony, skoro w ramach jego „relaksacyi” cała posiadłość została pokryta inskrypcjami – polskimi, łacińskimi, niekiedy ruskimi. Znajdowały się one nie tylko na każdym zabudowaniu gospodarskim, ale też na większości sprzętów, choćby na każdej z ośmiu ławek kościoła. Nawet na psiej budzie. Burek Chmielowskiego nie mógł się pogubić:

 

Wszedłszy w dziedziniec była kucza budowana dla psów z inkrypcyją:

         Psie prawo

Na warcie czekać,

Na obcych szczekać,

Kąsać złodzieja,

Lizać dobrodzieja.

O tym, że w drugiej połowie XVIII w. popularność tego typu epigrafikę przybrała nieznane wcześniej rozmiary, donosi też Karol Żera: „Bywa, jak wiadomo, nieraz u panów szlachty i u plebanów, że kładą rozmaite napisy i malowidła na ścianach wewnątrz izb między szpalerami [tapetami], nad drzwiami, kominkami, na belkach, okiennicach i parawanach. U kanclerza Krajewskiego w Zambrowie już pono miejsca zabrakło na maksymy i prowerbia, tak iż nawet w sekretnych komórkach, dla spożytkowania wczasu, lektury tej jest całymi furgonami”. Krajewski nie mitrężył czasu, nawet w wygódce oddając się pouczającej lekturze sentencjonalnych mądrości!