Oko i ucho Ludwika XIV. Raporty szefa paryskiej policji d'Argensona

Król Francji Ludwik XIV był monarchą absolutnym, który starał się poddać kontroli każdą dziedzinę życia swych poddanych. W tym celu usłużną była mu machina biurokratyczna, a nieodzowną częścią aparatu państwowego stworzonego przez króla Słońce i jego niezastąpionego ministra Jeana Baptiste’a Colberta, była nowoczesna policja.

Portret Ludwika XIV, naśladowca Hiacinthe'a Rigauda, przełom XVII i XVIII w., Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie; fot. W. Holnicki

Początki policji paryskiej sięgają czasów Filipa Pięknego. Tej przestarzałej instytucji w 1666 roku dodano 10 brygad kawalerii, w których służyli wysłużeni żołnierze. Pierwszym szefem policji został Gabriel Nicolas de La Reyna. W 1697 roku zastąpił go Marc-René de Voyer de Paulmy, który z czasem otrzymał tytuł markiza d’Argenson. Swe wywyższenie zawdzięczał niezwykle skutecznej, tytanicznej pracy. Jego ponura, ubrana w czerń postać z peruką tegoż koloru na głowie, widywana była wszędzie tam, gdzie miał miejsce jakiś wypadek. Paryżanie drżeli przed tym inteligentnym, stanowczym i odważnym policjantem. Powszechnie się go bano, ale nie było nikogo, kto by nie docenił jego trudu i bezprzykładnej uczciwości.

Szef paryskiej policji miał niezwykle rozległy zakres obowiązków. Musiał czuwać nad przestrzeganiem spokoju i moralności w mieście, ścigał przestępców, kontrolował cudzoziemców, badał stan bezpieczeństwa na budowach oraz odpowiadał za ochronę przeciwpożarową w mieście. Do jego kompetencji należało także cenzurowanie widowisk, i sprawdzanie pobożności ówczesnych Paryżan.

Swym zadaniom d’Argenson oddawał się bez reszty. Zjawiał się na miejscach wypadków, osobiście przesłuchiwał przestępców i świadków. Nie dziw więc, że często z braku czasu posiłki spożywał w karecie lub z pajdą chleba – co oburzało wielu – pojawiał się na obradach paryskiego parlamentu. Wiele wymagał od siebie i od swych podwładnych, którzy nie mogli narzekać na brak zajęć przy takim szefie.

Ze swych działań pozostawił rozległe raporty, z których wyłania się obraz ilustrujący warunki życia ówczesnych Paryżan, ich cnoty, przywary i słabostki.

Wszechwładny szef paryskiej policji zmarł w 1721 roku, a jego pogrzeb przemienił się w ludowe zamieszki. Ci, którzy bali się go za życia, chcieli zemścić się na jego truchle. Mimo to wielu oceniało go jako geniusza, tyle że powszechnie znienawidzonego.