Oratorstwo na sejmowym theatrum

Sejm I Rzeczypospolitej nie posiadał żadnego regulaminu obrad, sposób jego działania kształtował się w praktyce, która stopniowo w ciągu XVI w. stała się obowiązującym zwyczajem. Cechowała go niezwykle rozbudowana ceremonialność wyrastająca z ducha ideologii sarmackiej i cechująca się swoistą teatralnością. Sejm był traktowany jako theatrum Rzeczypospolitej nie tylko przez określony scenariusz obrad, role poszczególnych osób wynikające z pełnionych przez nie funkcji i obecność publiczności, ale też jako miejsce prezentacji samej jej istoty, unaoczniania szlacheckich wolności, praw i swobód. Niejednokrotnie myśl ta, włączona w teatralną metaforę, była przez sejmowych oratorów wypowiadana, np. Andrzej Olszowski na sejmie koronacyjnym Michała Korybuta Wiśniowieckiego mówił: „Tenci to nader wesoły rycerski głos odbija się znowu po tym Capitolinium Polskim, na tym Theatrum Rzeczypospolitej, in Sacrario Libertatis [w świątyni wolności] [...]”.

Sejm polski za czasów Zygmunta III Wazy, rycina Giacomo Lauro, początek XVII w.; Biblioteka Narodowa

Najbardziej uroczysty charakter miały początek i zakończenie obrad, w których brały udział połączone izby: stan rycerski, senat i król. Po tradycyjnie poprzedzającej sejm mszy do Ducha Św. i po przeprowadzonym w izbie poselskiej wyborze marszałka (czemu już towarzyszyły oracje: zagajenie obrad przez marszałka poprzedniego sejmu, dziękowanie nowego marszałka za wybór, gratulacje od izby) odbywało się oficjalne powitanie króla. Z tej okazji marszałek poselski wygłaszał mowę, której charakter stopniowo ewoluował: od programowego politycznego przemówienia w XVI w. do wystąpienia całkowicie popisowego (genus demonstrativum) już w 1 poł. XVII w. Charakter mowy określało jej miejsce w sejmowym scenariuszu. Rozpoczynały ją zwykle, jak inne mowy powitalne, życzenia zdrowia, po których następowały rozbudowane pochwały i gratulacje. Konwencje te traktowane jako wypełnianie obyczaju przodków były wykorzystywane do wypowiadania wzniosłych myśli odwołujących się do istotnych przekonań ideologii sarmackiej (umiłowanie wolności, praw i swobód stanu szlacheckiego itd.). Szczególnego znaczenia nabierała przy tym zamykająca mowę formuła prośby o pocałowanie ręki królewskiej (każdy z posłów witał króla, podchodząc do ucałowania ręki). Towarzyszyło jej najczęściej metaforyczne określenie króla jako ojca, gloryfikujące opierający się na miłości i zaufaniu jego związek z poddanymi. W symboliczny sposób wyrażał go także często wykorzystywany w mowach powitalnych i odpowiedziach na nie topos króla, który może bezpiecznie złożyć głowę na łonie każdego szlachcica. Jakub Sobieski jako marszałek sejmu, przemawiając do Zygmunta III tak wyjaśniał jego genezę: „Chwalił się kiedyś chwały wiecznej a nieśmiertelnej pamięci król Zygmunt, dziad W[aszej] K[rólewskiej] M[ości] tą poddanych konfidencyją, a chwalił się przed kilką chrześcijańskich panów, przy obecności wielu różnych narodów. Tamci się dochodami, bogactwy, skarbami i wojsk swoich potencyją chełpili, on samą wiarą i życzliwością poddanych”.

Możliwy jest jednak antyczny rodowód obrazowego przedstawienia, pewnie też nie bez wpływu tradycji biblijnej (łono Abrahama).

Stałą cechą polskiej kultury oratorskiej było realizowanie w niej zasad grzeczności przez dialogiczność, każda mowa – powitalna, winszująca, ofiarująca – wymagała odpowiedzi. W trakcie sejmu odpowiedzi w imieniu monarchy udzielał zawsze kanclerz, nazywany ustami króla. On też dziękując odpowiadał na mowę marszałka i zapraszał na koniec do pocałowania królewskiej ręki; podobna uroczystość towarzyszyła zamknięciu obrad.

W ciągu XVII w., kiedy następował stopniowy paraliż prac parlamentarnych, sejmy były zrywane lub nawet nie dochodziło do rzeczywistego rozpoczęcia obrad, paradoksalnie, oratorska oprawa otwarcia uległa rozbudowaniu. Do obowiązków marszałka doszło np. stałe upominanie się o rozdawanie urzędów (o tzw. wakanse), o egzorbitancje, a samo zagajanie obrad mogło przybierać formę codziennie, nawet całymi tygodniami, powtarzających się, ale nigdy nie takich samych (co stanowiło niewątpliwe wyzwanie dla mówcy) przemów zapraszających do podjęcia prac.

W czasie trwania sejmu szczególne zastosowanie znajdowały mowy należące do rodzaju doradczego (genus demonstrativum). Na początku, po tzw. propozycji, czyli mowie, w której za pośrednictwem kanclerza król zapowiadał sprawy wymagające narady, wotowali senatorowie, tzn. w kolejności zajmowania miejsc w senacie wypowiadali swoje zdanie na temat propozycji. Posłowie w swojej izbie także wotowali (tzn. opowiadali się za jakimiś projektami lub poddawali pod obrady jakieś kwestie), przygotowując projekty konstytucji, z którymi potem udawali się „na górę”, by podjąć uchwały wspólnie z królem i senatem. Jednak obradom towarzyszyły też dodatkowe elementy ceremonialne, odbywające się w miarę potrzeb: uroczystości przekazywania urzędów czy przyjmowanie różnych poselstw (nie tylko zagranicznych, ale też od wojska, od województw itd.). Niech wyobrażenie o charakterze tego rodzaju ceremonii da przykład tzw. oddawania pieczęci.

Pieczęć była znakiem urzędu kanclerskiego, po nominacji, król oddawał ją, zwykle za pośrednictwem marszałka wielkiego, nowym kanclerzom i podkanclerzym (koronnym i litewskim, od czasów Unii Lubelskiej istniały podwójne urzędy). Nominowany urzędnik w popisowej mowie odpowiadał podziękowaniem za pieczęć. W momencie przechodzenia na wyższy urząd lub po śmierci kanclerza oddawano pieczęć podobnie uroczyście (on sam lub po śmierci ktoś w imieniu jego rodziny). Oracje wypełniały głównie pochwały, rządzące się zasadami amplifikacji i nastawione na popis mówcy: jeśli mowę kierowano do króla, to panegiryk monarchy (aż do wynoszenia go w sferę boską), jeśli do urzędnika, to laudacja jego osoby. Jako podstawowe tematy rozwijano odpowiedzi na pytania: kto?, komu? i co? ofiaruje. Szczególnie ważne, ze względu na przesłanie ideowe były odpowiedzi na pytanie: co?, uwznioślające symbolikę pieczęci, np. przez odwołania do metafor zaślubin z Rzeczypospolitą. Stanisław Herakliusz Lubomirski, oddając w imieniu Jana III Sobieskiego pieczęć mniejszą podkanlcerzemu Karolowi Tarle, mówił: ”[...] bierzesz, krótko rzekę, serce i usta pańskie do wszytkich, oko i myśl o wszystkich, robur fidei publicae [rdzeń wieności wspólnej], wagę dobroczynności i sprawiedliwości, sacrarium [światynię] majestatu i wolności”.

Podniosłym słowom towarzyszyła odpowiednia akcja, symboliczne gesty, jak np. podczas uroczystości awansu Tomasza Zamoyskiego na urząd kanclerski: „Zamoyski zbliżył się wyciągając ręce ku rękom królewskim, by odebrać dar, objął nogi króla na dowód wdzięczności, wróciwszy zaś na miejsce, ze zwykłą swadą złożył najwyższe dzięki Bogu i królowi. Teraz znowu zbliżając się do króla oddał w jego ręce mniejszą pieczęć, nie omieszkawszy ceremonialnego pocałunku, i tymi słowami oświadczył wdzięczność za zaszczyt: <>”.

Sejm był więc niejako sceną, na której szlachta stale celebrowała spektakl wolności. Oratorzy niezmiennie, nawet wbrew rzeczywistej sytuacji politycznej, głosili chwałę sarmackiego narodu, wynosząc jego opartą na umiłowaniu wolności i męstwie okazywanym w jej obronie wyższość nad innych. Sejm tracąc swe znaczenie ustawodawcze, polityczne, niemal niezmiennie trwał, szczególnie poprzez ceremonialne oratorstwo sejmowe, w sferze symbolicznej, budującej sarmacką samoświadomość.