Paradoksy szlacheckiego orientalizmu

Wpływ Orientu w dobie staropolskiej na różne elementy ówczesnej kultury materialnej jest rzeczą nader oczywistą. Mimo uwarunkowanej czynnikami polityczno-religijnymi wrogości wobec imperium osmańskiego, bo to głównie ono stwarzało u nas wyobrażenie o tym, co orientalne, zaobserwować można w kulturze dawnej Rzeczypospolitej upodobanie do koni, uprzęży, tkanin, broni czy innych przedmiotów w guście typowo wschodnim. Także skłonność do przepychu, epatowania bogactwem i ceremonialną pompą świadczyła o powinowactwie upodobań. Gust estetyczny szlachty polskiej tak bardzo przypominał tureckie poczucie smaku, że w Europie Zachodniej nie za bardzo odróżniano męską modę polską od tureckiej. Mimo to nad Wisłą taką identyfikację uznano by raczej za obraźliwą, gdyż Turków uznawano u nas za barbarzyńców. Solidarność estetyczna, o której mowa, jawi się zatem jako swoisty paradoks kultury szlacheckiej XVII wieku. Tak na dobrą sprawę świadoma moda na orientalizm jako zjawisko rozwija się u nas od stulecia następnego, ale o dziwo – jako nawiązanie do fascynacji zachodnich warstw arystokratycznych kulturą Wschodu, fascynacji stopniowo zstępującej ku warstwom niższym. Przy czym od razu należy dodać, że oświeceniowy orientalizm był programowy i o wiele bardziej wielopłaszczyznowy (obejmował np. zainteresowanie literaturą i filozofią) niż siedemnastowieczny orientalizm szlachecki, który miał charakter lokalny i, by tak to ująć, użytkowy.

Jan Nepomucen Lewicki, Ubiory szlachty z: Album polonais, po 1830, litografia z kolekcji Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

W okresie silniejszych napięć politycznych między Turcją a Rzecząpospolitą, który przypada na czas panowania królów z dynastii Wazów oraz zwłaszcza Jana III Sobieskiego, patrzono na południowych sąsiadów przede wszystkim jak na wrogów, przypisując im cały szereg cech negatywnych, a ówczesna propaganda wojenna ożywiała mit Polski jako przedmurza lub tarczy całego chrześcijaństwa, przypisując geopolitycznemu usytuowaniu ojczyzny szczególne znaczenie. Prowadziło to do krystalizacji w społeczeństwie szlacheckim poczucia wyjątkowości czy nawet wybrania narodu przez Boga, co zwykle określa się niezbyt chyba adekwatnie sarmackim mesjanizmem (mesjanizm bowiem zakłada świadomość ofiary z życia i konieczności cierpienia w imię dobra większej wspólnoty). Taka perspektywa sprzyjała utrwaleniu negatywnego stereotypu Turka w XVII wieku, choć już od wieków średnich kraje muzułmańskie i ich mieszkańców przedstawiano w niekorzystnym świetle. Mimo że niektórzy średniowieczni pisarze skłonni byli ekspansję islamu traktować jako „bicz”, którym Bóg karze chrześcijan za występki, to przeważa obraz mahometan jako antychrystów, ludzi fałszywej wiary i zaciętych wrogów chrześcijaństwa. „Fałszywość” religii implikowała także wątpliwą moralność, gdyż w dawnych wiekach to wiara sankcjonowała przecież zasady etyczne (w negatywnym stereotypie Turka akcentowano zwłaszcza chciwość, obłudę i rozwiązłość). Jakkolwiek religijne podłoże wrogości wobec Turków pozostało żywe i później, to wykształcenie się w renesansie demokracji szlacheckiej w Rzeczypospolitej wpłynęło na coraz częstsze podkreślanie odmienności ustrojowej. Państwo Osmanów stało się przykładem monarchii absolutnej, skrajnej tyranii, w której poddani pozbawieni są jakichkolwiek praw obywatelskich.

Taki obraz Orientu dominował u nas po epokę oświecenia i bardzo mocno modelował sposób postrzegania i przedstawiania rzeczywistości tureckiej także przez podróżników, którzy przyjeżdżali nad Bosfor (przede wszystkim z misjami dyplomatycznymi). Relacje peregrynantów są ewidentnie tendencyjne, podporządkowane z góry przyjętym tezom, dla których potwierdzenia szukali jedynie dowodów. Sporadycznie tylko przebijały się w relacjach opinie wynikające z zaciekawienia bądź nawet podziwu dla tego, co podróżnik zaobserwował we wrogim kraju.

Na przykład Maciej Stryjkowski w swej wierszowanej autobiografii, wspominając swój pobyt w Stambule, kiedy został przymusowo zatrzymany wraz z innymi członkami poselstwa Andrzeja Taranowskiego, przechwalał się, że kiedy jego towarzysze bali się o środki utrzymania, on z łatwością znalazł dochód jako iluminator. Informację opatrzył uwagą:

            [...] bo to w Turcech płaci [tj. popłaca],

            A ślachcic nierobotny tam przywilej traci,

            By był wojewodzicem. Rób, coćkolwiek każą,

            Wóź, kopaj, orz albo pódź do galer pod strażą.

Dostrzec można w tych słowach niezbyt zamożnego szlachcica wyraźny przytyk wobec niesprawiedliwości stanowej panującej w ojczyźnie. Za wzór uznane są realia tureckie.

Z kolei Samuel Twardowski, który również udał się do Stambułu w orszaku dyplomaty Krzysztofa Zbaraskiego, mimo że dość bezpardonowo oceniał rzeczywistość osmańską, z zaciekawieniem zwrócił uwagę na nieznany mu bliżej napój i wynikające z jego spożywania odmienności obyczajowe: „Co więtsza, ani owych z nosa naturalia [naturalnych wydzielin] zbywać, ani plunąć godzi się. Od czego mają Turcy prezerwatę kaffę – to jest liście podobne tabaku abo barszczowi naszemu, którą w imbryku zaszpontowanym zwarzywszy, jak najgoręcej piją, jako usty strzymać mogą. Zaczym to operuje, że owe wszytkie naturae faeces extra [naturalne zanieczyszczenia na zewnątrz] odchodzą i communiter [w ogóle] Turczyna plując nikt nie ujźrzy”. Jest to jedna z pierwszych u nas wzmianek o kawie.

W obu wypadkach spoza dominującego podówczas, wrogiego usposobienia względem muzułmanów, przebija autentyczne zafrapowanie odmiennością, które każe opatrywać elementy programowo deprecjonowanej rzeczywistości znakiem dodatnim.