Pochwała prostoty, czyli zachęta do niestrojności

Kobieca potrzeba bycia piękną i podziwianą doprowadziła do eskalacji zarówno upiększających zabiegów kosmetycznych, jak też do ciągłej zmiany mody tekstylnej i biżuteryjnej. Ciekawe, że właśnie pod piórem tych, którym owe bogdanki tak bardzo pragnęły się podobać, zaczęły powstawać nagany owej sztucznie nakręcanej konkurencji. Ponad ozdoby, szaty i upiększające zabiegi postawili oni naturalność, stwierdzając, że ona ma w oczach mężczyzny cenę najwyższą. Z polskich poetów bodaj pierwszy po ową strategię sięgnął Jan Kochanowski. Nie zaryzykował jej jednak w twórczości polskiej (a więc dostępnej też czytelniczkom), tylko w łacińskiej elegii, gdzie czuł się wyraźnie swobodniej, jeśli chodzi o drażliwsze tematy natury damsko-męskiej. Kiedy liryczny bohater zbyt długo czekał na umówione spotkanie z Lidią, wyznaje, iż jest wyrozumiałym kochankiem:

Pieter Stevens, Maria Kazimiera, rycina z końca XVII w.; Biblioteka Narodowa

 

 

 

 

                        Nie każę, byś żelazkiem włos złoty trefiła

                        Ani byś gładkie swoje jagody barwiła.

                        Nie mam ja szat sydońskich ani złota w cenie,

                        Nie chcę by na twych palcach błyszczały pierścienie.

                        Ciebie jedynie pragnę, z rozpuszczoną kosą,

                        Nieubrana zupełnie przyjdź do mnie i boso.

Bosa, z włosami w nieładzie, nieodziana – a jakże chciana! Ta sama pochwała dziewczęcego uroku pod piórem Hieronima Morsztyna na początku XVII stulecia przybrała taki kształt:

                        Niech drugie złotem głowę swą przyozdabiają,

                        Niech uryjańską perłą szyje obtaczają –

                        Ty sama i bez tego dość masz smaku w sobie,

                        Nikt w sławie doskonalszy, ze wszytkich miar tobie

                        Służę. Ani byś ni w czym poniosła przygany,

                        By kto wszytek twój widzieć mógł wiek rozebrany.

Morsztyn zobligowany był łacińskim oryginałem, jego wiersz jest bowiem przekładem z Petroniusza, i tylko tym należy tłumaczyć, iż motyw nie wybrzmiał, jak należy.

W sposób dużo bardziej bezpośredni przypomniał koncept Szymon Zimorowic w zbiorze Roksolanki to jest Ruskie panny z 1629 r. Pieśń Amaranta stanowi jego najlepszą artystyczną realizację:

                        Fraszka szumne ubiory, fraszka i bławaty,

                        Bowiem nie tak na złoto ani pyszne szaty,

                        Nie tak się zapalają prędko na pieniądze,

                        Jako na przyrodzoną gładkość ludzkie żądze.

                        Nie pomogą niewdzięcznej twarzy drogie sztuki,

                        Nie ozdobią jej włosów przyprawnych peruki.

                        Grunt uroda, komu tej jednej nie dostaje,

                        Nie dadzą jej bogactwa ani obyczaje.

                        Przeto milszaś ty u mnie, nadobna dzieweczko,

                        Gdy się z prosta ubierzesz w cieniuchne giezłeczko,

                        Niżeli niepozorna panna, chociaż szatna;

                        Milszaś ty mnie w koszuli, dziewczyno udatna.

                        Jeżeli-ć i ta cięży, zrzućże ją z siebie;

                        I bez niej, ma pociecho, przyjmę ja ciebie.

Poeta po zanegowaniu roli biżuterii przechodzi do modnych strojów i zabiegów upiększających. Prawdziwa uroda zalśni i w prostej koszulce – konkluduje Zimorowic. I kiedy wiersz mógłby już dobiec końca, puentuje go odmienna wersyfikacyjnie koda. Wybita zmianą metrum odmienność dotyczy bowiem również wniosku: uczucie mówiącego jest tak płomienne, że nawet bez koszulki przyjąłby rad swą wybrankę. Oto moc prawdziwego afektu!

Piosenka wyraźnie się podobała. Przedrukowano ją w anonimowym śpiewniku Koło tańca wesołego z pierwszej połowy XVII w., jej skrót zapisał w swym szkicowniku poetyckim Mikołaj Grodziński około 1632 r. Do tego stopnia przypadła ona do gustu Grodzińskiemu, iż sam popełnił analogiczny utwór. Jego tytuł wskazuje, iż mamy do czynienia z przekładem: Z włoskiego na polski. Tertia pars. Autor streścił go następująco: „Daremna, co się stroisz, i w koszuli tyś u mnie cudniejsza”.

Jeszcze w kompilacyjnym zbiorze fraszek Burleszki z 1649 r. anonim sygnujący druk jako Cadasylan Nowokracki wydał epigramat Na stroje:

                        I naturę twą piękną tak wspaniałe zmysły

                        Popsowały-ć, Teresko, tych strojów wymysły.

                        Raczej strojów poprzestań – choćbyś naga była,

                        Moja ludzkość wżdy by cię i z ciałem okryła.

„Ludzkość” dawnych poetów rozbrzmiewała chórem tyleż zgodnym, co gromkim. Jeśli nie wymarła, dla tych przedstawicielek płci pięknej, których nie stać na nadążanie za kapryśną modą, wciąż jest nadzieja.