Pokaz portretu Jana III Sobieskiego z kościoła św. Józefa na Kahlenbergu | 4 sierpnia – 6 listopada

Portret króla Jana III Sobieskiego
Malarz nieznany, czynny w Europie Środkowej

Połowa XVIII w.
Wiedeń, kościół rektoralny Księży Zmartwychwstańców pw. św. Józefa na Kahlenbergu

Portret Jana III; fot. M. Jamroziewicz

Konserwacja: 2016–2017
Prace prowadziła: mgr Monika Jamroziewicz z Krakowa
Badania pigmentów: dr Maria Rogóż (Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie)
Fotografia UV fluorescencji: mgr inż. Anna Mikołajska (Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie)
Badania radioskopowe: mgr inż. Piotr Długosz (kierownik Zakładu Stopów Metali Nieżelaznych w Instytucie Odlewnictwa w Krakowie)
Badania z zakresu historii sztuki: mgr Jerzy Żmudziński (Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie)


Kahlenberg, zalesione wzgórze znajdujące się na obrzeżach Wiednia, dla Polaków ma wymowę symboliczną, jako miejsce ściśle związane z bitwą wiedeńską rozegraną 12 IX 1683 r. Znajdujące się tu kościół i erem kamedułów zbudowane zostały w latach 1629–1639 przez cesarza Ferdynanda II za namową protektora zakonu, marszałka wielkiego koronnego Mikołaja Wolskiego. O wyposażeniu kościoła w tym okresie niewiele wiadomo: budowla została zdewastowana latem 1683 r. przez wojska osmańskie, od których 11 IX wzgórze odbili Polacy. W dniu zwycięskiej bitwy w kaplicy pw. Aniołów Stróżów (obecnie nazywanej kaplicą Sobieskiego) mszę celebrował legat papieski, kapucyn, bł. Marco d’Aviano, w obecności – służącego do niej – króla Jana III i jego syna Jakuba. Zniszczony erem został po zwycięskiej bitwie odbudowany, niestety, w 1782 r. skasowano go decyzją cesarza Józefa II, a jego wyposażenie w większości uległo rozproszeniu. W końcu XIX w. kościół otoczony został opieką Polaków mieszkających w Wiedniu, a w 1906 r. stał się własnością księży zmartwychwstańców. Dziś świątynia jest ważnym przystankiem na trasie polskich pielgrzymek, tym bardziej, że 13 IX 1983 r., w 300. rocznicę bitwy, odwiedził ją św. Jan Paweł II. Kościół stanowi także rodzaj muzeum poświęconego Janowi III i bitwie wiedeńskiej: kaplicę Sobieskiego ozdobiono w 1930 r. malowidłami Jana Henryka Rosena, a w zakrystii eksponowane są obrazy i pamiątki związane z odsieczą.

Zmartwychwstańcy dbają o zabytkowy budynek, choć ich środki na ten cel są ograniczone. W tej sytuacji wielkie znaczenie ma pomoc państwa polskiego, które od 2015 r. finansuje część prac konserwatorskich. Większość środków pochodzi z dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które najpierw sfinansowało ekspertyzę stanu kościoła, później, w 2016 r., konserwację figury św. Romualda, jednej z nielicznych pamiątek po kamedułach, a obecnie – prace przy dwóch późnobarokowych ołtarzach bocznych i zdobiących je obrazach. Z kolei dzięki wsparciu Ministerstwa Spraw Zagranicznych możliwe było urządzenie miejsca pamięci z urną z prochami Polaków, więźniów nazistowskich obozów koncentracyjnych na terenie Austrii. Rozpoczęto też wyposażanie świątyni w gabloty ekspozycyjne. Najważniejsze są jednak prace przy murach i tynkach świątyni, ich stan bowiem warunkuje zachowanie w dobrej kondycji wystroju i wyposażenia.

Kościół św. Józefa na Kahlenbergu; fot. A. Ziemlewska

W latach 2016–2017 poddano konserwacji niezwykle interesujący Portret króla Jana III Sobieskiego, należący do znajdującej się tu kolekcji Sobiescianów. Nieznane jest pochodzenie portretu – zapewne trafił do świątyni na przełomie XIX i XX w. jako dar jednego z polskich wiernych. Nawet zabrudzony i przemalowany uderzał wysokim poziomem artystycznym: sugestywnym i pogłębionym psychologicznie wyrazem twarzy króla. Początkowo wydawało się, że obraz należy datować na czas życia monarchy i wiązać z grupą wizerunków powstałych jeszcze przed bitwą wiedeńską, przedstawiających króla jako wodza, ubranego w karacenę, z naramiennikiem ozdobionym paszczą lwa, okrytego płaszczem spiętym podłużną zaponą. Nie znamy pierwowzoru tej grupy, choć dawniej w literaturze panował pogląd, że jego autorem mógł być wybitny gdańszczanin, Daniel Schultz (stąd typ ten nazywany bywa i dziś jeszcze „schultzowskim”). Badania obrazu wykazały jednak obecność pigmentów wykluczających datowanie na XVII w. Odkryty tu błękit pruski wynaleziono dopiero w 1704 r., a powszechnie zaczęto stosować od ok. 1720 r. Skojarzenie go z innymi pigmentami, popularnymi raczej przed połową XIX w. (biel ołowiowa, żółcień neapolitańska), oraz wzięcie pod uwagę rodzaju podobrazia (ręcznie tkane płótno) pozwala datować dzieło na XVIII w., zapewne na połowę stulecia. Obraz należy więc do osobliwej grupy królewskich wizerunków, które mimo że wykonane wiele lat po śmierci monarchy, wciąż na nowo reinterpretują postać Sobieskiego. W tym przypadku autor postanowił podkreślić rodzaj zdecydowania, czy może nawet pewnej twardej bezwzględności, która – w opinii współczesnych i potomnych – musiała znamionować wielkiego wodza. Nie wiemy, kto był twórcą obrazu, ale warto przypomnieć, że przed połową XVIII w. znakomite wizerunki Sobieskiego wyszły m.in. spod pędzla wybitnego portrecisty węgierskiego pochodzenia, Ádáma Mányoki (1673–1757), pod koniec życia pracującego na dworze w Dreźnie.

Obraz można podziwiać w Antykamerze Króla od 4 sierpnia do 6 listopada 2017 roku.

Polecane