Polska encyklopedia botaniczna z XVIII wieku

Ksiądz Krzysztof Kluk (1739-1796) był człowiekiem ogromnie pracowitym. Poza swoimi zwykłymi obowiązkami proboszcza w Ciechanowcu, z zapałem zajmował się naukami przyrodniczymi. Miał już za sobą wydanie kilku ważnych pozycji z tego zakresu, gdy w roku 1786 ujrzał światło dzienne I tom wielkiego dzieła, które wkrótce zyskało ogromne uznanie i popularność w ówczesnym środowisku przyrodniczym na ziemiach polskich (chociaż wciąż pozostających pod zaborami).

Pomnik księdza Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu, Jakub Tatarkiewicz, 1850

Był to „Dykcyonarz roślinny, w którym podług układu Linneusza są opisane rośliny...” Oczywiście, tytuł jest o wiele dłuższy, jak to było wówczas w modzie i zwyczaju. O popularności tej pracy świadczą cztery wydania, zaś o uznaniu – pozytywne opinie takich znakomitości, jak np. Stanisława Bonifacego Jundziłła, Antoniego Andrzejewskiego, czy z późniejszych, Józefa Rostafińskiego, który ocenił książkę, jako dzieło „na swój czas znakomite”. 

            Dzieło składało się z trzech tomów. W rok po pierwszym, ukazał się tom drugi, zaś w 1788 r. – trzeci. Zasadniczymi częściami wszystkich trzech tomów były, rzecz jasna, opisy roślin (ponad 1500 gatunków w porządku alfabetycznym). W pierwszym znalazły się również uwagi wstępne, tablica z rycinami wykonanymi przez autora, a w trzecim tzw. regestry (np. nazw roślin łacińskich czy polskich) oraz linneuszowska systematyka roślin i sposób jej używania.

Ksiądz Krzysztof przygotowywał się kilka lat do napisania „Dykcyonarza”, poznając możliwie najgruntowniej rośliny krajowe: „kiedykolwiek mi tylko sposobność gdzie pozwoliła, nie opuściłem przeyrzeć Lasy, Łąki, Pola, Ogrody etc.”  Z wielu powodów (trudności komunikacyjne, słaby stan zdrowia, obowiązki proboszcza) ksiądz Kluk nie był w stanie zaznajomić się z całością flory polskich ziem. Dlatego terenami, skąd podał rośliny były głównie: Podlasie, Mazowsze i część Litwy. Czynił też wypady na Lubelszczyznę oraz w Sandomierskie. Ponadto, wymienił w „Dykcyonarzu” również gatunki, które u nas nie występowały, ale „które w kraju pożyteczne być mogły”.

Jako w gruncie rzeczy samouk, ksiądz Kluk musiał w trakcie pisania pokonywać różnego rodzaju trudności, jak choćby dotyczące nazewnictwa (część nazw przejmował od dawnych autorów, np. Syreniusza, część musiał wymyślać sam). Niewątpliwą zasługą księdza proboszcza było wprowadzenie do botanicznej literatury polskiej podwójnej nomenklatury gatunków.

Drugim (ale nie ostatnim) trudnym problemem było stosowanie właściwej terminologii. Od swych poprzedników przejął niewiele polskich terminów (przykładowo - korzeń, liść, kwiat, owoc), toteż musiał niektóre określenia tworzyć lub tłumaczyć z łaciny albo z niemieckiego. Wiele z nich przetrwało do dnia dzisiejszego, jak np. ogonek liściowy, kolce, wąsy, ciernie, kwiatostan, kielich, czy korona.

W ówczesnym czasie wiele emocji wzbudzał problem płciowości u roślin. Kluk był zdecydowanym zwolennikiem jej uznania, pisząc: „Już to iest rzecz niewątpliwa, że y Rośliny Płcią się różnią, a znaki Płci są w Kwiatach: Nitki pyłkowe są znakami Samców: Słupki owocowe są znakami Samic”. Do dzisiaj używamy, takich jego określeń jak: nitka pyłkowa, czy słupek, chociaż nie przyjął się np. termin – „guzik owocowy” proponowany przez Kluka na określenie zalążni.

Warto przyjrzeć się, jak ksiądz Kluk opisywał rośliny w oryginale (do którego nie każdy ma możność sięgnąć), posmakować odrobinę tego specyficznego języka, który dzisiaj budzi niekiedy rozbawienie z powodu dziwnych dla naszego ucha wyrażeń czy składni. Niesłusznie, bowiem były to trudne początki prawdziwej botaniki.

            Oto co pisze na przykład o wrzosie zwyczajnym, zwanym przez niego Erica vulgaris (obecna nazwa - Calluna vulgaris): „Rośnie na naynieurodzaynieyszych miejscach, znaczne okolice, osobliwie w lasach, zaymując: y niewiem komuby był nieznaiomy...Rolnikom ta Roślina iest wprawdzie nieprzyjemna, ale gospodarującym koło Pszczoł, jedna z naypożyteczniejszych...Zagraniczni Gospodarze w Sierpniu Ule na Wrzosy wywożą...Wrzosem osobliwie młodym, można żywić Konie, y w potrzebie Bydło...W niektórych Kraiach, gdzie jest niedostatek Chmielu, zażywają go zamiast Chmielu do Piwa. W Lapponii nim Dachy okrywają: a w Szkocyi posłania sobie wytykają...”  

O ananasie zaś, Bromelia ananas (prawdopodobnie chodzi o ananas jadalny - Ananas comosus), jako żywo nie rosnącym u nas w naturze, ks. Kluk donosi, zapewne na podstawie danych literaturowych: „Ostatnich osobliwie lat, zapomogli w ten Owoc swoje Oranżerie możnieysze Osoby. Liście stoją iak u Karczochow, są długie, grube...zaostrzone, po brzegach kolące. Z śrzodka liści wyrasta Szyszka składająca się z mięsistych owoców...Na wierzchołku Szyszki iest Czupryna z liści, którą Ogrodnicy Koroną nazywają, y z ktorej pospolicie czyni się rozmnożenie...od Czerwca ieden po drugim Owoc doyrzewa...Owoc ten lubo iest bardzo przyjemny, ma przecież y ostrość w sobie: zbytnie zażywany, rani dziąsła y krwawi. Dlatego radzą niektórzy, aby przed zażyciem, pokraiany był moczony w Winie Hiszpańskim...”        

„Dykcyonarz” księdza Kluka to prawdziwa encyklopedia botaniczna, z której niegdyś czerpano wiele podstawowych wiadomości, i która do dzisiaj pozostaje bezcennym świadectwem ówczesnego, bynajmniej nie niskiego, poziomu znajomości roślin, na ziemiach polskich.