Religia

W swojej Historii Polski Bernard O’Connor sporo miejsca poświęcił życiu religijnemu mieszkańców państwa polsko-litewskiego. Kwestie wyznaniowe miały bardzo duże znaczenie dla współczesnych, także dla samego O’Connora, który urodził się i wychował w rodzinie katolickiej, ale w roku 1695 został członkiem Kościoła anglikańskiego. Pierwszą rzeczą, która zwróciła jego uwagę, było zróżnicowanie wyznaniowe i pokój religijny w Rzeczypospolitej. Obok katolików dostrzegł protestantów, i to różnych odłamów, żydów, Ormian, prawosławnych, unitów, wyznawców Palestra, a na obrzeżach państwa także pogan.

Ołtarz główny w bazylice na Jasnej Górze, fot. Katarzyna Mączewska.

O’Connor widział źródła tolerancji nie tyle w nadzwyczajnej łagodności mieszkańców Rzeczypospolitej, co w konieczności politycznej. Król Zygmunt Stary zgodził się na obecność luteranów w Prusach Królewskich po to, aby zapewnić sobie ich poparcie w sporach najpierw z zakonem krzyżackim, a potem z władcami Prus Książęcych. Taka postawa została przyjęta przez kolejnych władców. W tym kontekście O’Connor cytował słowa przypisywane królowi Stefanowi Batoremu: „Trzy albowiem są rzeczy, które Bóg zachował sobie: z niczego coś stworzyć, przyszłość przewidzieć, sumieniami władać”. O’Connor zaczerpnął je z dzieła Krzysztofa Hartknocha, ale istotne było to, że w oparciu o własne spostrzeżenia podobnie oceniał sytuację w Rzeczypospolitej.  Wspomniał o wygnaniu arian za rządów króla Jana Kazimierza, do czego zresztą odniósł się z pełnym zrozumieniem, ale to był wyjątek od reguły. Sytuację protestantów przedstawił w następujący sposób: „W tym Królestwie jest mnóstwo luteranów i kalwinów, przede wszystkim w Prusach Królewskich, gdzie zachowują pełną wolność wyznania, którą król jest zobowiązany zachowywać i chronić mocą przysięgi koronacyjnej”. Podobnie wyglądało położenie żydów: „Żydzi są w całej Polsce i cieszą się swoją religią oraz przywilejami bez przeszkód”.

Obraz ten był jednak zbyt optymistyczny. W drugiej połowie XVII w. coraz bardziej wyraźna była niechęć wobec niekatolików, czego wyrazem było choćby wprowadzenie kary banicji za odstępstwo od wiary katolickiej. Na początku następnego stulecia było jeszcze gorzej. W 1733 r. protestantów pozbawiono niektórych praw politycznych. Jednak na tle pozostałych państw sytuacja innowierców nadal była względnie dobra, a dla O’Connora pochodzącego ze wstrząsanej walkami religijnymi Irlandii  musiała wydawać się czymś niezwykłym.

O ile tolerancja spotkała się z generalnie przychylną oceną, to inaczej było w przypadku stosunku katolickiej szlachty do religii i wynikających stąd obowiązków moralnych. Z jednej strony szlachta okazywała wielkie przywiązanie do Kościoła, przekazując mu cenne dary, dzięki czemu „kościoły w Polsce są wyjątkowo piękne”. Podczas czytania Ewangelii szlachcice wyciągali szable, a w trakcie podniesienia bili głowami o posadzki lub ławki „z taką siłą, że czynili wielki hałas, który można było usłyszeć ze znacznej odległości”. Gorliwie przestrzegano także postów, i to nawet wbrew zaleceniom papieża, lekarzy czy własnych księży. Ale równocześnie brakowało chrześcijańskiego miłosierdzia: „Nigdy nie okazują hojności wobec biedaków, nie troszczą się również o swe chore sługi”. Szlachta nie przejawiała także najmniejszych zainteresowań doktryną chrześcijańską, zadowalając się, wzorem miejscowych teologów, „ślepą wiarą i biernym posłuszeństwem”. Taka ocena potwierdza tylko spostrzeżenia innych obcokrajowców goszczących w tym samym czasie w Rzeczypospolitej. Sekretarz ambasady francuskiej pisał: „Polacy są niezmiernie przywiązani do zewnętrznych oznak religii. Kiedy podnosi się Hostię, biją się w piersi i wymierzają sobie policzki. Jednakże gdy tylko wyjdą z kościoła, idą się często natychmiast upić”.

W ciągu XVII w. nastąpiła teatralizacja życia religijnego, czemu niestety nie towarzyszyło jego pogłębienie. Szlachta często świadomie lekceważyła podstawowe zasady chrześcijaństwa, równocześnie głośno zapewniając o gotowości ich obrony. Doskonałą artystycznie wizualizacją takiej postawy jest zachowanie pułkownika Kuklinowskiego w trakcie oblężenia Jasnej Góry, pokazane w książce Potop. Najpierw, zaklinając się na dobro klasztoru i używając dramatycznych gestów, wzywa do jego poddania, po czym w rozmowie z Babiniczem mówi: „Kiń do licha tę paskudną twierdzę”.

Ostentacyjna religijność nie przeszkadzała szlachcie wierzyć także w różnego rodzaju przesądy, między innymi w horoskopy czy magiczną moc liczb. Popularne były również wykazy dni feralnych. W połowie XVIII w. jeden z autorów sporządził ich listę, wymieniając zaskakującą liczbę dni krytycznych – 44. Ci, którzy wybierają się na urlop latem, powinni szczególnie uważać 17 i 20 lipca oraz 1, 10 i 20 sierpnia. W tym ostatnim miesiącu pech występuje z dużą regularnością. Obok przegranych byli jednak również zwycięzcy. Jak zauważył inny autor: „13 februarii ktoby się narodził, tego ciało nienaruszone zostanie aż do dnia sądnego”. Ale tego typu przesądy mają ponadczasowy charakter – wystarczy zaglądnąć do pierwszej lepszej kolorowej gazety. Jeszcze więcej krytycyzmu niż wobec religijności szlachty O’Connor wykazał wobec duchowieństwa. Mimo że szlachta bardziej ceniła zakonników, to opinia Irlandczyka była o nich wysoce negatywna: „Zakonnicy są z reguły bardzo bogaci, ale nie mniej rozpustni i nieprzyzwoici. Często schodzą do piwnic, aby pić... a czasami można zobaczyć ich na ulicach tak pijanymi, że z trudem utrzymują się na nogach, na co ich przełożeni i zwykli ludzie nie zwracają w ogóle uwagi”. Duchowieństwo świeckie nie było wiele lepsze, często zaniedbując swoje powinności religijne. Dotyczyło to nawet biskupów: „Biskupi do tego stopnia nie troszczą się o swoje obowiązki, że nawet nie strofują niższego duchowieństwa za popełnione błędy”. Tym razem obraz był zbyt pesymistyczny. Mimo trudności zmiany w Kościele katolickim zapoczątkowane na soborze trydenckim (1545–1563), a przyjęte w Rzeczypospolitej w 1577 r. stopniowo wprowadzono, podnosząc poziom moralny i intelektualny większości duchownych.