(...)

Silvia. Opera dla Teresy Kunegundy Sobieskiej od miasta Vicenzy

Vicenza to niewielkie miasto położone w regionie Wenecji Euganejskiej, częsty cel letniej wilegiatury żyjących w XVIII w. wenecjan. Kiedy w stolicy Serenissimy robiło się gorąco, powietrze nad kanałami stawało się coraz bardziej nieprzyjemne. Wówczas ci najbogatsi lub cieszący się wysoką pozycją społeczną opuszczali Wenecję, udając się do bardziej przyjaznych miejsc, gdzie usiłowali przetrwać letni upał. Tak czyniła też Teresa Kunegunda Sobieska, która wielokrotnie skarżyła się w listach, że powietrze Wenecji nie służy jej zdrowiu. Wydaje się, że miejscem do którego chętnie podróżowała, była właśnie Vicenza. Z pewnością nie nudziła się tutaj.

Teresa Kunegunda Sobieska w Wnecji, rycina Johanna Jakoba Kleinschmidta, 1715; Biblioteka Narodowa

Już od 1659 r. Vicenza mogła poszczycić się pierwszym publicznym teatrem operowym, znanym pod kilkoma nazwami: Teatro Castelli, Teatro delle Garzerie lub Teatro di Piazza. Mimo że teatr spłonął w 1683 r., został odbudowany i ponownie zainaugurował swoją działalność w roku 1689, ale już jako Teatro Nuovo. W 1711 r. zarządzono dodatkowo budowę jeszcze jednego teatru – Teatro delle Grazie. To właśnie tutaj 17 maja 1713 r. zadebiutował jako kompozytor operowy Antonio Vivaldi dziełem Ottone in villa do libretta Domenica Lallego. Z zachowanych źródeł wiemy, że w swojej bibliotece Teresa Kunegunda miała partyturę opery wystawionej w Vicenzy w 1708 r. Igene Regina di Sparta (libretto A. Aureli, muzyka C.F. Pollarolo). Ponieważ kompozycję wystawiono tylko tutaj, Teresa Kunegunda Sobieska najprawdopodobniej była też tego roku w Vicenzy. Tutaj również zadedykowano jej przynajmniej jedną operę. Był to dramat pastoralny La Silvia do libretta Enrica Bissara, wykonany w maju 1710 r. z muzyką nieznanego kompozytora, być może Francesca Gaspariniego. Na stronie tytułowej zachowanego libretta czytamy:    

LA SILVIA / Drama Pastorale per Musica / Da rappresentarsi Nel Teatro Novo / di Piazza in Vicenza / Per la Fiera del Mese di Maggio / 1710. / ALL’ ALTEZZA SERENISSIMA / DI/ TERESA / CUNIGONDA / Duchessa dell’una, e l’altra Baviera; / e del Palatinato Superiore; Palatina / del Reno: Elettrice del S. R. Impero: / Landgravia in Leychtenbergh; nata / Reale Principessa di Polonia; Gran / Duchessa di Littuania; Reggente / assoluta della Baviera, &./ IN VICENZA, M. DCCX.

Warto zauważyć, że na stronie tytułowej Teresa Kunegunda została uhonorowana nie tylko tytułem elektorowej, ale także przypomniano o jej polsko-litewskich korzeniach. Ten wątek został utrzymany w wydrukowanej dedykacji. Po typowych dla epoki uniżonych słowach wyrażających prośbę o objęcie opieką ofiarowywanego dzieła, dowiadujemy się, dlaczego Silvia, bohaterka opery, matka ważnych dla Cesarstwa Rzymskiego i całego świata bohaterów, zasługuje na protekcję elektorowej. Odpowiedź nasuwała się sama. Wystarczyło tylko pomyśleć, czyją była ona córką i żoną (quando riflette, e di Chi siete Figlia; & à Chi siete Sposa). Librecista przypominał, że to córka wielkiego króla, który zaangażował całą swą cnotę i dzielność w obronę chrześcijaństwa. W konsekwencji potrafił zobowiązać nieposkromioną pychę całej Azji do podziwiania go i obawy przed nim. Bissari zauważał, że Teresa Kunegunda odziedziczyła po ojcu wspaniałe cnoty. Dalej rozpisywał się nad znakomitą przeszłością rodu jej bohaterskiego męża, który dał światu tylu cesarzy. Librecista wyrażał ogromną radość służenia swoim dziełem jego przedstawicielce. Na koniec powoływał się jeszcze na dawne więzi, które łączyły jego wuja Pietra Paola Bissara, poetę i librecistę, z rodem Wittelsbachów.

Pietro Paolo został wybrany przez elektora Ferdynanda Marię do napisania tekstu, który miał świętować narodziny Maksymiliana II Emanuela, przyszłego męża Teresy Kunegundy. Bissaro lub Bissari (obie wersje nazwiska są znane) napisał z tej okazji trzy dzieła – La Fedra incoronata, L’Antiopa giustificata i La Medea vendicativa. Spośród wymienionych kompozycji operą z pewnością była La Fedra umuzyczniona przez Johanna Caspara Kerlla, kapelmistrza na dworze monachijskim, ale to turniej L’Antiopa honorował w sposób bezpośredni narodziny Maksymiliana II Emanuela. Wydaje się więc, że przedmowa poprzedzająca właściwą akcję La Silvia miała z jednej strony przedstawić Teresę Kunegundę szerszej publiczności, uhonorować ją jako patronkę prezentowanej opery, z drugiej miała umożliwić libreciście nawiązanie bardziej osobistej relacji z przebywającą w Vicenzy elektorową. Można śmiało przypuszczać, że poeta liczył na odpowiednio wysoką gratyfikację finansową za swe pełne oddania, miłe słowa.

Treść dedykowanej Teresie Kunegundzie opery przedstawia się następująco: tytułowa Silvia, kapłanka, ucieka przed natrętnym adoratorem. Z opresji ratuje ją zakochany w niej pasterz o imieniu Tirsi. Silvia, choć odwzajemnia jego uczucia, ze względu na swój stan i pełnioną funkcję, musi go odrzucić. Walka o honor jest trudna, bowiem dziewczyna została zmuszona do zostania westalką przez wuja, tyrana Amulia, mordercę jej ojca. Okrutny los spotkał także jej brata Egista. Z rozkazu Amulia miał on zostać zabity. Od śmierci uratował go pasterz Faustulo i wychował chłopca pod przybranym imieniem Niso, w niewiedzy co do własnego pochodzenia. Gdy okrutna władza Amulia staje się trudna do zniesienia dla pasterzy, Faustulo udaje się do wyroczni z pytaniem, kiedy nadejdą lepsze dni dla mieszkańców Alby. Słyszy wówczas, że dopiero wtedy, gdy zmarły brat zmarłą siostrę poprowadzi do śmierci. Słowa te wydają mu się tak niejasne, że postanawia uciec się do prostszego rozwiązania – wyjawić Nisowi jego prawdziwą tożsamość i zmobilizować do walki o królestwo. Niso, choć jest przejęty nową wiedzą, zdaje się jednak bardziej pochłonięty miłością do nimfy Lacjum Neriny. Tymczasem Silvia dołącza do orszaku Neriny, nie wyjawiając jej jednak swego prawdziwego imienia. W pewnym momencie obie kobiety dowiadują się, że Tirsi rzucił się ze skały i nie żyje. Ta wiadomość doprowadza Silvię do rozpaczy. Przyznaje wówczas, że kochała pasterza. Jej słowa słyszy Tirsi, który jednak żyje. Niestety Silvia porzuca go z niejasnych dla pasterza powodów i sama postanawia zakończyć swoje nieszczęśliwe życie. Zanim to jednak uczyni, na pniu drzewa wyjawia, kim jest. Potem mdleje. Nieprzytomną znajdują Niso i Faustulo i za pomocą soku z tajemniczej rośliny ratują dziewczynę. Brat z siostrą poznają się. Przytulonych dostrzega Nerina i obiecuje zemstę wiarołomnemu kochankowi. Nie czekając na wyjaśnienia, informuje głównego kapłana, że jedna z kapłanek związała się z pasterzem. Niso (Egisto) i Silvia zostają uwięzieni w świątyni Marsa, oczekują na śmierć. W tym dramatycznym momencie Nerina prosi ich o przebaczenie, wiedząc już, że to ona jest sprawcą ich, ale też swojego, nieszczęścia. Nagle w świątyni zjawia się Tirsi bogato i dostojnie ubrany. Uwalnia rodzeństwo, wyjaśnia znaczenie przepowiedni otrzymanej przez Faustula i wyjawia, że jest bogiem Marsem, który ma przynieść kres krzywdom wyrządzonym Silvii i Egistowi przez Amulia. Godzi też kochanków. Sam pojmuje za żonę Silvię, wieszcząc jej, że urodzi herosów. W tym finałowym momencie, typowym szczęśliwym zakończeniu (lieto fine), scena miała rozjaśnić się w cudowny sposób, wynosząc w górę Marsa i Silvię.

Z drukowanego libretta dowiadujemy się, że w majowej operze wystąpiło kilku utalentowanych wokalistów. W Silvię wcieliła się śpiewająca kontraltem Francesca Vanini Boschi, doskonale znana we Włoszech, a także w Londynie, gdzie śpiewała m.in. w operze Haendla Rinaldo (1711). Rolę Faustula powierzono jej mężowi, sławnemu basowi Giuseppe Boschiemu. Partię Neriny śpiewała jedna z najbardziej znanych sopranistek swoich czasów – Diamante Maria Scarabelli, występująca w wielu miastach włoskich, głównie jednak w Wenecji, pierwsza Poppea w Agrippinie (1709) Haendla, której talent współcześni uhonorowali publikacją zatytułowaną La miniera del ‘Diamante’. Pozostałe partie kreowali słabo znani dzisiaj śpiewacy: Marsa – kastrat Antonio Archi, inaczej Cortoncino, Egista – Francesco Vitali, a Elpina – Matteo Berscelli. Jednak trzy pierwsze nazwiska gwarantowały dobre przedstawienie.

Czy wybór tematu opery zadedykowanej Teresie Kunegundzie to wybór świadomy, czy kwestia przypadku? Biorąc pod uwagę inne dzieła z tego okresu poświęcone ważnym patronom, szczególnie w mniejszych ośrodkach włoskich, wydaje się, że działano świadomie. Dramat pastoralny opowiadający o miłości między pasterzami i nimfami, często pełen niewiarygodnych sytuacji jak w Silvii, był gatunkiem preferowanym przez kobiety. Nie dziwi więc, że taki właśnie rodzaj opery zaproponowano elektorowej. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że wybór pary głównych kochanków – Silvii i Marsa – kryje dodatkowe znaczenia. Silvia to przecież imię nie tylko tej, która pochodzi z lasu, ale przede wszystkim imię bogini rzymskiej, matki bliźniaków Romulusa i Remusa. Ten fakt wspomina zresztą Bissaro w Argomento opery. Silvia z jego libretta miałaby być boginią wybraną przez Marsa, boga wojny, do urodzenia mu sławnych synów, założycieli Rzymu, a tym samym całego świata zachodniej cywilizacji. Stąd wywodzić się mieli europejscy władcy, także waleczny Maksymilian II Emanuel. Teresa Kunegunda jako jego żona mogła być wychwalana jako matka potencjalnych cesarzy. Można więc przypuszczać, że w obliczu klęski politycznej, jakiej właśnie doświadczali Wittelsbachowie, dzieło, którym uhonorowano Sobieską w Vicenzy, przyniosło jej odrobinę wytchnienia i sprawiło przyjemność, a wspomnienie dokonań ojca i męża napawało dumą i dodało wiary w lepszą przyszłość.

Logo POIiŚ