(...)

Staropolskie maskarady – reduty

Tradycja maskarad zwanych redutami rozpoczęła się w Polsce za panowania Augusta II Sasa. Pierwsze reduty w Warszawie odbywały się przy ulicy Piekarskiej 105. Za ich prekursora w Polsce uważa się niejakiego Salvadora, który postawił w Warszawie kamienicę i tam wyprawiał reduty. W ślad za nim podążyli inni. Sam król chętnie uczestniczył w redutach i bawił się często do późna. Niezwykła popularność maskarad rozprzestrzeniła się w całym kraju zwłaszcza za Augusta III, kiedy to w latach czterdziestych XVIII wieku reduty wydawano od października aż do zapustów, wyłączając okres Adwentu. W czasie swej największej świetności reduty odbywały się nawet od 3 do 5 razy w tygodniu. W niektóre niedziele urządzano nawet kilka maskarad jednocześnie w różnych miejscach. Cieszyły się one tak wielką popularnością, że sprzedawano nawet po 6 tysięcy biletów. Friedrich Schulz przebywający w Polsce pod koniec XVIII wieku opisuje reduty jako jedną z zimowych rozrywek. Trwały one od początku grudnia aż do Zielonych Świątek przerywane były jedynie postami.

Portret Augusta II Mocnego, malarz nadworny, 1. poł. XVIII w.; Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, fot. Z. Reszka

Najbardziej znane były warszawskie reduty. Co tydzień odbywały się dwie, i to tego samego wieczora. Pierwsza z nich w salach za teatrem, druga, znacznie częściej odwiedzana ze względu na niższą cenę biletu, w Pałacu Radziwiłłowskim na Krakowskim Przedmieściu. Tu specjalne okrycia maskaradowe nie były wymagane, a uczestnicy maskarady przybywali bardzo często w codziennych strojach. Jedynym wymogiem dla gości, którzy chcieli  uczestniczyć w zabawie, było złożenie szabli przy wyjściu. Polskie reduty znacznie różniły się od tych organizowanych w Berlinie czy Wiedniu. Schulz zauważa, że w trakcie maskarad w Polsce znacznie mniej się tańczy, a jeśli już, to rozrywce tej oddają się najchętniej przedostatnie klasy ludności. Jeśli spotyka się przebranych uczestników redut, to ich maski, zarówno mężczyzn jak i kobiet są dość pospolite. Najczęściej mężczyźni przebierają się za diabła, stróża, woźnicę, nietoperza, Kozaka i Żyda. Kobiety zaś przywdziewają postać Żydówki, wieśniaczki, rusińskiej chłopki lub Turczynki. Schulz nadmienia, że kobiece ubiory często są bardzo ładne, ale bywają i stroje zupełnie pozbawione smaku. Dzięki temu można było w prosty sposób rozróżnić, która kobieta z jakiej klasy się wywodzi.

Na reducie w sali teatralnej tańców było jeszcze mniej. Towarzystwo było staranniej dobrane, a i ubiór odpowiedni był wymagany. Główną rozrywką na tej maskaradzie były dyskusje i przechadzanie się  wśród tłumu. Na redutach nie mogło rzecz jasna zabraknąć trunków, które uprzyjemniały zabawę. Jak wspomina Kitowicz, w cenie zakupionego biletu nie było nawet szklanki wody, nie wspominając o piwach, winach czy daniach gorących i przekąskach.