W drodze do Rzymu. Muzyczne doświadczenia królowej Marii Kazimiery Sobieskiej

Po śmierci Jana III i nieudanej próbie utrzymania korony w rodzinie Sobieskich Maria Kazimiera Sobieska postanowiła opuścić Rzeczpospolitą. Swoje spojrzenie skierowała w stronę Rzymu gdzie papież nadal czcił pamięć jej małżonka, niezwyciężonego pogromcy niewiernych i wyzwoliciela całej chrześcijańskiej Europy – Jana III. W Wiecznym Mieście królowa nadal mogła liczyć na pełne szacunku traktowanie, spokojny i godny osoby jej rangi pobyt. Zbliżający się rok jubileuszowy 1700 dostarczył natomiast oficjalnego powodu do opuszczenia Rzeczpospolitej.

Orszak królewski na tle krajobrazu, mal. Adam Frans van den Meulen, XVII w., z kolekcji Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie; fot. Z. Reszka

Z relacji Antonia Bassaniego Viaggio a Roma Della Sua Reale M.tà di Maria Casimira, Regina di Polonia, vedova dell’invittissimo Giovanni (Roma 1700) dowiadujemy się, że podróż do Rzymu rozpoczęła się drugiego października 1698 roku. Pierwszy etap podróży królowej przebiegał na terenie Rzeczpospolitej. Z Warszawy Maria Kazimiera dotarła do Krakowa. Tu z upodobaniem przysłuchiwała się arii śpiewanej z niezwykłą delikatnością przez hrabinę Malakowską, a następnie zaprezentowała goszczącym ją krakowianom umiejętności jej musico della Camera - Giuseppe Lupariniego, wirtuoza śpiewaka-kastrata, podróżującego w jej licznej świcie do Rzymu. Po jego wirtuozowskim popisie gości zabawiały jeszcze wybrane piękne panny honorowe Marysieńki[1].

Z Krakowa trasa podróży królowej wiodła przez Śląsk i Morawy. Do Wiednia Sobieska przybyła 25 listopada i zatrzymała się tu na kilka dni. 3 stycznia 1699 roku była już w Tyrolu, następnie przez Trydent dotarła do Werony, gdzie wieczorem 8 stycznia uhonorowano ją una bell’Opera in musica, w której prologu sławiono przymioty jej męża, co – jak podawał Bassani - wywołało ogromne wzruszenie królowej. Podczas tego wykonania zdarzył się jednak mały wypadek. Gdy zebranym licznie gościom przy dźwiękach wysławiających niezwyciężonego Sarmatę ukazał się wizerunek Jana III zapaliła się część dekoracji i elementy kostiumów śpiewaków wcielających się w partie niebiańskich bóstw. Po wygaszeniu płomieni i uspokojeniu publiczności zaprezentowano jeszcze komedię, która wzbudziła powszechne zadowolenie. Przygotowane atrakcje wprawiły królową w znakomity humor, zarówno ze względu na „słodycz głosów i instrumentów, jak też ze względu na inne urocze okoliczności”[2]. Kolejne dni w Weronie, podobnie jak w poprzednich ośrodkach, przebiegały Marii Kazimierze na przyjmowaniu i składaniu wizyt, słuchaniu komplementów pod adresem swoim i zmarłego męża, a także na modlitwie i zwiedzaniu miasta. 9 stycznia po obejrzeniu cudów miasta, w tym Anfiteatro dell’Arena, zorganizowano dla królowej wspaniały bal z udziałem prawie dwustu dam i jeszcze większej liczby znakomitych kawalerów[3]. „Królowa poprosiła swoje damy honorowe i kawalerów z Polski, aby zaprezentowali kilka tańców alla Rutena, które wyszły dość wytwornie, ale nie aż tak jak się spodziewano, ponieważ instrumenty nigdy nie pozwalały zrozumieć melodii granych balletti: dopiero jak zatańczyły damy i kawalerowie werońscy dały się [one] usłyszeć jako miłe i słodkie, co nie udało się, jak już zostało powiedziane, [gdy tańczyły] osoby odmiennej nacji”[4]. To pierwszy w relacji Bassaniego fragment pokazujący, że królowa odwdzięczała się goszczącym ją arystokratom prezentacją polskich tańców i muzyki. Przykład ten ilustruje także jak znaczące były różnice w rozumieniu muzyki przez tancerzy reprezentujących różne narodowości. Takich momentów kulturowego zadziwienia królowa doświadczy jeszcze wielu podczas kolejnych postojów przypadających na jej rzymską podróż, przede wszystkich jednak podczas pierwszych miesięcy pobytu w Wiecznym Mieście.

Około 19 stycznia Marysieńka dotarła do Wenecji. Tu zapragnęła spotkać kapucyna Marca d’Aviano, jednego z bohaterów odsieczy wiedeńskiej. Na terenie Serenissimy, podobnie jak w innych miastach włoskich, przyjmowano ją ze wszystkimi godnymi jej osoby honorami. Została zaproszona do Senatu gdzie obdarowano ją 150 kryształowymi misami zawierającymi m.in. wosk, cukier, świece, konfitury, owoce, wino. Uczestniczyła także w uroczystościach kościelnych i prywatnych, spotykając się z ambasadorami, miejscową arystokracją, wysłannikami papieża. Odwiedziła też sławne na całą Europę weneckie teatry operowe. Już 19 stycznia damy, panienki i inne osoby jej dworu udały się do Teatro di S. Luca. Dziełem, którego wówczas najprawdopodobniej wysłuchano był dramma per musica zatytułowany Il duello d’amore e di vendetta z muzyką przypisywaną dzisiaj Marc’Antonio Zianiemu do libretta Francesca Silvaniego. Tego wieczoru królowa postanowiła odpocząć, ale już następnego wieczora w towarzystwie nuncjusza apostolskiego i swojego dworu udała się do tego samego teatru. Niestety, z opery Silvaniego-Zianiego zachowały się do dzisiaj tylko pojedyncze arie. 21 stycznia królowa zaszczyciła swoją obecnością Teatro SS.Giovanni e Paolo, oglądając operę, której tytułu, niestety, dzisiaj nie znamy, a 22 stycznia udała się do najwytworniejszego teatru Wenecji - Teatro S. Giovanni Grisostomo gdzie grano operę Carla Francesca Pollarolo Lucio Vero na podstawie libretta Apostola Zeno. W sumie Bassani podawał, że aż pięć oper granych wówczas w Wenecji, nie licząc wielu wspaniałych, niezwykłych przedstawień w sposób aluzyjny odnosiło się do królowej. Wydaje się, że Marii Kazimierze szczególnie przypadł do gustu repertuar wykonywany w Teatro di S. Cassiano. Towarzyszących królowej w podróży młodszych synów Aleksandra i Konstantego Sobieskich widziano natomiast 30 stycznia w Teatro di S. Giovanni Grisostomo na operze Il colore fa la regina do libretta Matteo Norisa, z muzyką, ponownie przypisywaną bardzo popularnemu wówczas w Wenecji, Pollarolo.

W sumie w mieście na lagunie królowa spędziła około dwudziestu dni. Na początku lutego wkroczyła już w granice Państwa Kościelnego. Z  Ferrary, która podjęła ją balem[5], udała się do Bolonii. Tam na jej powitanie czekało sto powozów z najznakomitszymi obywatelami miasta, którzy zorganizowali dla niej varij divertimenti. Marysieńka z przyjemnością pozostała w Bolonii dłużej niż zamierzała. Podczas jednego z balów, na których grała ogromna orkiestra ponownie zorganizowała ballo alla Polaccha w wykonaniu swoich panien honorowych[6]. Niestety, z powodu wielu, bliżej niesprecyzowanych obowiązków, królowa musiała zrezygnować z obejrzenia opery przygotowanej dla niej w prywatnym teatrze hrabiego Silvia Montecuccioli. W Bolonii Maria Kazimiera spędziła okres karnawału, zasmucona jednakże wiadomością o śmierci w Monachium swego wnuka, pierworodnego syna córki Teresy Kunegundy i jej męża elektora bawarskiego Maksymiliana II Emanuela. Z Bolonii trasa królowej wiodła przez Faenzę[7], Cesenę, Rimini, gdzie hrabiny Cima i Martinelli, obie obdarzone pięknymi głosami wykonały specjalnie dla niej wokalne kompozycje Marco Bianchelliego, maestro di musica w tym mieście, dzisiaj mało, niestety, znanego. Z Rimini przez Fano, Senigallię, Anconę, 16 marca Maria Kazimiera dotarła do Loreto, gdzie zatrzymała się, aby podziwiać tamtejsze sanktuarium. Jej pobyt w tym mieście został utrwalony w relacji wydanej przez Luca Antonia Chracasa, w związku z czym znany był także poza granicami Państwa Kościelnego[8]. Trzy dni później królowa wyruszyła w dalszą drogę do Rzymu przez Maceratę, Tolentino, Foligno, Spoleto, Narni. 23 marca 1699 roku po ponad półrocznej podróży dotarła do bram Rzymu. Pierwotnie, na życzenie królowej wjazd do miasta miał się odbyć incognito. Jako argument Marysieńka podawała długą, męczącą podróż. Ostatecznie jednak papież rozporządził prawdziwie triumfalne powitanie Sobieskiej, porównywalne tylko do wjazdu jej poprzedniczki Krystyny Szwedzkiej. Po nocy spędzonej w pałacu barona Giovanniego Battisty Scarlattiego, Maria Kazimiera przeniosła się ze swoją świtą do długo przygotowywanego na jej przyjazd pałacu przy Piazza dei SS. Apostoli księcia Livia Odescalchiego, spokrewnionego z papieżem Innocentym XI, kolejnym bohaterem odsieczy wiedeńskiej. Piękno Rzymu, rozmach audiencji u papieża, przepych ofiarowanego jej przez Odescalchiego pałacu, a także żywe zainteresowanie jej osobą rzymian wprawiły Marysieńkę i towarzyszący jej dwór w nieskrywany zachwyt i przepełniły jej serce nadzieją na odzyskanie utraconej po śmierci męża pozycji. Ale też podczas całej podróży doświadczyła wielu chwil wzruszenia. Wszędzie bowiem gdzie Maria Kazimiera docierała przyjmowano ją z najwyższymi honorami. Wjeżdżała do miast wśród dźwięków instrumentów wojskowych (stromenti militari), pokazów sztucznych ogni i pięknie iluminowanych budynków i ulic, a w prywatnych, przepięknie dekorowanych pałacach, w których się zatrzymywała umilano jej wieczory muzyką kameralną wykonywaną przez lokalnych artystów i amatorsko zajmujących się muzyką arystokratów. Organizowano też bale trwające do późnych godzin nocnych. Wydaje się, że wszystkie skierowane w jej stronę zaszczyty spowodowały, że poczuła nowy przypływ sił, aby jeszcze raz podjąć walkę o utrwalenie znaczenia rodziny Sobieskich w Europie.

[1] Antonio Bassani, Viaggio a Roma Della Sua Reale M.tà di Maria Casimira, Regina di Polonia, vedova dell’invittissimo Giovanni, Roma 1700, s. 6.

[2] Jw., s. 70.

[3] Jw., s. 71.

[4] Jw.

[5] „Foglio di Foligno” [21.III.1699].

[6] A. Bassani, s. 132.

[7] Z okazji bytności królowej w mieście wydano odę zatytułowaną La Maestà pellegrina ossequiosa e  pia al solium di Pietro in Vaticano al felicissimo Arrio della Sacra e Reale Maestà Maria Casimira, reina di Polonia in Roma […], Faenza 1699.

[8] Relazione del trattamento fatto nella Santa Casa e Città di Loreto Alla Maestà di Maria Casimira Regina di Polonia di passaggio alla volta di Roma, Roma 1699.