Wino, wódka i piwo, czyli staropolskie kosmetyki

W dawnej Rzeczypospolitej trunki miały niezwykle dużo zastosowań – pokrzepiały, leczyły różne dolegliwości, służyły jako przyprawa w kuchni, gasiły pragnienie i wprawiały w dobry nastrój ucztujących. Nie sposób jednak nie wspomnieć o innym zastosowaniu, jakie znalazły w szlacheckim domu wina, wódki i piwa. Służyły one bowiem często jako kosmetyki do pielęgnacji cery i włosów. U Jakuba Kazimierza Haura znajdziemy przepis mówiący o tym, że wino jest bardzo skuteczne na porost włosów. Wystarczy wymieszać je z mysim łajnem i taką miksturę nałożyć na łysinę. Pewnikiem włosy mają się odrodzić.

Toaleta poranna, ilustracja z ilustracja z Dictionnaire de l'ameublement et de la décoration depuis le XIIIe siècle jusqu'à nos jours Henry Havard, Paris, 1887-1890.

Wina używano również do wytwarzania farb do włosów. Aby otrzymać czarną farbę, należało przez dwa miesiące przypalać pijawki w czerwonym winie. Polskie białogłowy uznawane były jednak za o wiele piękniejsze, gdy miały złoty kolor włosów. Do rozjaśniania włosów używano w tym wypadku preparatów ziołowych. Siwizny pozbywano się za pomocą soku z szałwii. Symbolem ówczesnej kobiecej piękności była również nieskazitelnie biała cera. Szlachcianki unikały zatem słońca, ale też stosowały niezliczone ilości mikstur, które zapewnić miały śnieżnobiała skórę.

Do pielęgnacji cery używano również mocniejszych alkoholi, w tym wódki. Compendium medicumpodaje auctum  przepis na „wódkę  angielską, twarz jasną sprawującą”. Aby otrzymać ten kosmetyk, należało przepalić w alembiku cukier, kamforę i białe kadzidło. Otrzymana w ten sposób wódka miała być „osobliwa i pewna”. Inny ciekawy przepis  to wódka służąca do pielęgnacji twarzy i włosów. Do jej przygotowania „weź miodu praśnego, patoki funtów 2, Gumi Arabicum funtów 6, rozpuść gumi w wodzie z miodem, przepal w alembiku”. Pierwsza wódka „odchodząca” z alembika miała służyć do twarzy,  pozostała,  „ku końcowi odchodząca” służyła do włosów – miała gwarantować odfarbowanie siwych włosów.

Czasami wręcz nadużywano takich wódek, co skutkowało nadmiernym wysuszeniem cery. Przestrzegał przed tym Kulczycki: „Takich zaś bielidłów, które co więcej czynią jak płeć czyścić i delikatną one zrobić, trzeba się bardzo wystrzegać, od gorzałki prostej, od wódki węgierskiej i od innych takowych spiritusów, płeć na twarzy się ściąga i marszczki się robią”.

Haur pisze również o zbawiennym działaniu piwa na cerę: „Damom także czerstwą, rumianą i glancowną sprawuje cerę, gdy piwo grzane z kminkiem, albo tłuczonym koprem włoskim, z masłem na czczo i na noc zażyją”. Na ogorzałe lico znajdziemy natomiast taki przepis: „Weźmi dżdżowey wody, y wina z iagod nieźrzałych po trzy kwaterki, warz to pospołu, aż połowica wywre, a poki wre, wley zaś tak wiele soku Limoniowego, ile wywrzało, a gdy zaś tylko wywre, pdstaw od ognia, wyleyże w tę iuchę białkow po czterech iaiach, a gdy ostygnie schoway od potrzeby”.

Próba poprawy urody za pomocą kosmetyków spotykała się niekiedy z krytyką moralizatorów. Samuel Dambrowski w swych kazaniach z początku XVII w. zdecydowanie potępia stosowanie kosmetyków u kobiet: „O nieszczęśliwe niewiasty, które więc farbują lica i brwi swoje! O, jaka tu przygana Twórcy najwyższemu: cóż innego te nędznice czynią, jedno że niewymownej mądrości Bożej głupstwo przypisują: o chrześcijańskie panie, które się Boga boicie, nie psujcie obrazu Bożego, nie wymyślajcie sobie obłudnej piękności, które i owszem wstydliwym zawiedzenie, i wam zatracenie przynosi”. Napominania kaznodziejskie nie przyniosły spodziewanych efektów, tym bardziej że przybywająca z zachodu moda na kosmetyki w Rzeczypospolitej znalazła podatny grunt w postaci polskich szlachcianek.