Zdrowie królowej Marii Kazimiery w świetle recept warszawskiego aptekarza Jana Fryzego z przełomu XVII i XVIII wieku

Zdrowie królowej Marii Kazimiery było już przedmiotem badań wielu historyków oraz historyków medycyny. Niewykorzystanym dotąd szerzej źródłem są kwity i rachunki „aptekarza Jej Królewskiej Mości”, Jana Fryzego przechowywane w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Wrocławiu (sygn. 5813/III).

Królowa Maria Kazimiera, malarz francuski, 3. ćwierć XVII w; zbiory Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, fot. Z. Reszka

Jan Fryze należał do warszawskiego rodu aptekarzy działającego w stolicy od początku XVII wieku. Najwcześniejsze świadectwa dotyczące Fryzego, jego działalności zawodowej oraz kontaktów z dworem pochodzą z początku lat 80. XVII wieku. W 1681 roku Jakub Gini (aptekarz królewski) wytoczył sprawę contra socios artis pharmacopeae, tj. o usunięcie ze społeczności aptekarzy, Jakuba Beissera oraz Jana Fryzego. Powód twierdził, że pozwani nie okazali i nie przechowywali rachunków ze sprzedane leki, nie odbierali długów za leki, obmawiali pryncypała, twierdząc, że przyczynił się do popełnienia błędu w sztuce, oraz nie umieli sporządzać nowych leków wedle przepisanych receptur. Te poważne zarzuty mogły jednak stanowić próbę wyrugowania konkurencji, stąd należy je traktować z pewną rezerwą.

Podobne sprawy przed księgami radzieckimi miasta Starej Warszawy toczyły się między aptekarzami już w XVI wieku. Ława miejska musiała oddalić pretensje powoda, skoro w 1685 roku Jan Fryze został aptekarzem królowej. Reszta danych dotyczących Fryzego prezentuje się nader skromnie, lecz niepozbawiona jest istotnej wymowy. Są to głównie informacje o spłacie przez Fryzego długów za wykonane ubrania w 1694 roku i opłacie kontrybucji uchwalonej przez sejm w 1699 roku.

Początek wieku XVIII okazał się dla Fryzego niezbyt pomyślny. Aptekarz pozbawiony dochodu pochodzącego z zaopatrywania dworu Sobieskich został dodatkowo zmuszony do spłacania kontrybucji i świadczenia danin na rzecz wojska szwedzkiego, które w latach 1701–1709 przebywały w Warszawie. W tym czasie Fryze, choć był właścicielem „dworku”, kamienicy „przed jezuitami” oraz połowy kamienicy „JW MP Mniszcha” (być może oficyna lub zabudowania przy pałacu Mniszcha obecnie znajdującego się przy ul. Senatorskiej 34), to i tak większości dochodów musiał się wyzbyć na rzecz okupanta. Jan Fryze w czasach panowania Augusta III został mianowany nadwornym aptekarzem. Swoją aptekę mieszczącą się dawniej przy ul. Świętojańskiej 31 przekazał przed śmiercią w 1742 roku synowi, Kazimierzowi Fryzemu. Apteka ta w 1766 roku stała się własnością prowizora aptecznego, Krzysztofa Henryka Rhodego.

Poza rachunkami i kwitami na papiery pozostałe po Janie Fryzem składają się recepty pochodzące z 1685 roku, a więc czasu, kiedy był on aptekarzem królowej. Są to głównie zamówienia złożone przez królową Marię Kazimierę d’Arquien Sobieską.

Ważne miejsce na liście zajmuje cortex chinea de china (kora chinowca, chinina), lek o zastosowaniu przeciwgorączkowym, przeciwzapalnym i przeciwbólowym. W okresie staropolskim stosowany był on na wszelkie schorzenia o charakterze malarycznym. Nazywane: zimnicami, febrami, trzeciaczką lub czwartaczką, choroby te występowały bardzo często w skutek ukąszenia owadów lub działania pierwotniaki znajdujących się w pożywieniu lub w wodzie pitnej. Zimnica nie tylko powodowała bóle i objawiała się wysoką gorączką, ale też prowadzić mogła do poronień u ciężarnych kobiet oraz do śmierci. Poza chininą wśród medykamentów lub ich składników wymieniona jest assa foetida, czyli zapaliczka cuchnąca, roślina, której sok mleczny stosowany jest przeciw żółtaczce, puchlinie wodnej oraz przy chorobach żołądka.

Kolejnym lekiem wymienionym na liście jest kamfora. Wykorzystywana była ona do tworzenia olejku, którym nacierano okolice nozdrzy, plecy i klatkę piersiową. Rozgrzewająca moc kamfory okazywała się pomocna w czasie przeziębień, nieżytu nosa lub w celach terapeutycznych po przebytej chorobie. Nieodłącznym składnikiem lekarstw był miód, który był komponentem maści oraz syropów. Poza swoimi słodkimi właściwościami miód uznawany był za środek pomagający na bóle zębów i choroby gastryczne. Stosowano go również jako substancję przeciwzapalną oraz detoksykacyjną. Wśród tych popularnych roślin lub produktów odnaleźć jednak można bardziej egzotyczne, dziś zapomniane środki. Do nich zalicza się radix hispanicorum lub radix liguiristis (tj. korzeń hiszpański lub liguryjski). Pod nazwą tej tajemniczo brzmiącej części rośliny kryje się wężymord (popularnie nazywany czarnym). Zalicza się on do gatunku astrowatych podobnie jak cykoria czy karczoch. W lecznictwie roślinę tę stosowano podczas zarazy, np. dżumy ospy, lub jako środek przeciwzapalny po ukąszeniu żmii. Trudno jednak orzec, w jakim celu został on zamówiony na dwór Sobieskiej. Trzeba jednak dodać, że mniej więcej od 1690 roku roślina ta serwowana była na stołach i spożywana jako warzywo. Podobne zastosowanie lecznicze i konsumpcyjne miała wspomniana w receptach fasola wenecka.

Papiery i recepty Jana Fryzego stanowią z jednej strony ciekawe źródło mówiące wiele o samym aptekarzu, z drugiej strony – ukazują wymagania stawiane mu przez królową. Dokumenty wskazują, że Maria Kazimiera zapadała często na przeziębienia, niedomagała z powodu chorób układu trawiennego oraz malarii, co nie należało wówczas do rzadkości, biorąc pod uwagę tryb życia, sposób odżywiania się, jak i warunki higieniczne.

Królowa poza radami i lekarstwami przepisanymi od Fryzego korzystała także z usług innych aptekarzy, np. Jakuba Łazińskiego, zatwierdzonego przez Jana III Sobieskiego na głównego aptekarza królewskiego i mającego siedzibę w jednej z kamienic niedaleko zamku w Warszawie. Innym aptekarzem, któremu bliżej raczej było do miana szarlatana, był – sprowadzany kilkukrotnie na dwór polski, w 1678, 1688 i 1689 roku – paryski franciszkanin, brat Anioł (frére Ange). Zalecał on Marii Kazimierze picie – mającej ponoć cudowne właściwości – „wody kapucyńskiej”, przyjmowanie syropu mezentrycznego oraz soli wawrzynowej, pomagających w schorzeniach reumatycznych i gastrycznych. Francuski mnich będący zwykłym hochsztaplerem wykorzystał naiwność nie tylko Marii Kazimiery. Kuracja zalecona szwagierce królowej, Katarzynie z Sobieskich Radziwiłłowej, nie odniosła efektu, a nawet przyczyniła się do pogorszenia stanu jej zdrowia. Dopiero pomoc wykwalifikowanego lekarza, Wawrzyńca Brauna, przywróciła księżnie utracone dobre samopoczucie: widać że to nieprawdziwy Anioł, ale człowiek jako i drugi i dlatego też nie dziwota że lekarstwo jego nic nadludzkiego nie czyni.

Logo POIiŚ