Zmierzając do Ulthima Thule. O miłosnych podróżach Konrada Celtisa

Konrad Celtis (właśc. Pickel, 1459-1508), jeden z pierwszych humanistów niemieckich, przez długi czas traktowany był w polskim literaturoznawstwie nieco po macoszemu. Wynikało to z niezbyt pochlebnego obrazu Sarmacji, jaki wyłania się z kart jego Quattuor libri amorum (1502), obszernego tomu elegii, nawiązującego tytułem oraz koncepcją do Owidiuszowych Amores, zdobionego ciekawymi rycinami m.in. autorstwa Albrechta Dürera. Jak się zdaje, taki stosunek do poety to efekt nieporozumienia, wynikającego ze skupienia się na wizerunku naszej ojczyzny i jej mieszkańców z całkowitym pominięciem zamysłu twórczego, jaki patronował elegijnej księdze. Nim przejdę do tej kwestii, warto pokrótce przypomnieć sylwetkę tego arcyciekawego humanisty.

Quatuor libri amorum K. Celtisa (Norymberga 1502). Ilustracja ze zbiorów autora artykułu.

Był Celtis synem właściciela winnicy, który uciekł z domu, aby się kształcić. Najpierw pobierał nauki na uniwersytecie w Kolonii, lecz scholastyczny profil tutejszych studiów nie bardzo go satysfakcjonował. Po otrzymaniu tytułu bakałarza udał się do Heidelbergu, gdzie pod kierunkiem słynnego Rudolfa Agricoli mógł studiować modne humaniora (uczył się m.in. greki i hebrajskiego). Tu należał do kręgu humanistów skupionych wokół biskupa Jana z Dalbergu, który objął Celtisa opieką. Po ukończeniu studiów rozpoczął żywot wędrownego nauczyciela, którego rekomendowała elokwencja oraz sława znawcy klasycznej łaciny oraz poetyki i retoryki. Podczas wykładów objaśniał m.in. Platona, Cycerona czy Horacego, organizował też inscenizacje antycznych dramatów. Z doświadczeń tych wyrosła ogłoszona w roku 1486 rozprawa Ars versificandi et carminum, jedna z pierwszych renesansowych poetyk.

W latach 1486-1487 odbył Celtis podróż po Italii. Miał wtedy sposobność zapoznania się z włoskimi humanistami. Za sprawą kontaktów z Akademią Rzymską Pomponiusza Letusa oraz florencką Akademią Platońską Marsilia Ficina stał się gorącym zwolennikiem filozofii neoplatońskiej oraz zafascynował się numerologią pitagorejską. Echa tych fascynacji będą później widoczne w jego twórczości, podobnie jak kontakty ze wspomnianymi towarzystwami artystyczno-naukowymi stały się impulsem do zakładania podobnych sodalicji w miastach, które odwiedzał (w Krakowie założył np. Sodalitas litteraria Vistulana, bractwo gromadzące podczas spotkań wzorowanych na starożytnych sympozjonach intelektualistów starej stolicy z kręgów akademickich, dworskich oraz mieszczańskich). Jednak podróż nie przyniosła zachwytu dla kultury włoskiej. W wielu swoich epigramatach okazywał Celtis niechęć do Italii, uważając, że Włosi prowadzą się niemoralnie. Atakował także kurię rzymską za chciwość, a duchownych włoskich za rozpustę i zaniedbywanie obowiązków. Z pewnością nie podobało mu się i to, że Włosi uznawali nację germańską za niezbyt ucywilizowaną.

Być może wtedy zrodził się u Celtisa zamysł tworzenia łacińskiej poezji narodowej, która mogłaby rywalizować z dorobkiem humanistów włoskich. Kolejne wydarzenia świadczą w każdym razie o tym, że niezwykle starannie reżyserował swoją biografię artystyczną, dążąc do osiągnięcia rangi wieszcza narodowego, który byłby dla rodaków przewodnikiem po dziedzictwie starożytnych. Krokiem milowym w tej autokreacji stało się uwieńczenie w roku 1487 Celtisa przez cesarza Fryderyka III laurem poetyckim. Stało się to dzięki protekcji jednego z możnych mecenasów poety, elektora saksońskiego Fryderyka. O zaszczyt ten zabiegał zapewne już wcześniej, chcąc uzyskać status poety narodowego na wzór Francesca Petrarki, uhonorowanego wieńcem w Rzymie w roku 1341. Miał też prawdopodobnie na uwadze wzory starożytnych poetów rzymskich, tworzących w cieniu uznania władcy.

W następnym roku rozpoczął Celtis wędrówki po krajach niemieckich i sąsiadujących z Germanią, co wiązało się z jego planami szerzenia humanizmu. W roku 1488 przybył do Krakowa, gdzie w Burskie Węgierskiej prowadził nieoficjalne wykłady z poetyki i epistolografii dla żaków krakowskich, a równocześnie studiował pod kierunkiem Wojciecha z Brudzewa astronomię i matematykę. Jego wykłady przyciągały młodzież, co niepokoiło z pewnością profesorów preferujących scholastyczne metody przekazywania wiedzy. Za sprawą działalności pedagogicznej Celtisa oraz założenia przezeń wspomnianego już towarzystwa naukowo-literackiego (programowo niezależnego od struktur akademickich) uznaje się poetę za prekursora humanizmu w Polsce. Zaprzyjaźnił się też z reprezentantami miejscowej elity intelektualnej, poznał np. słynnego Filipa Kallimacha. Następnie trafił na Węgry, a później podczas podróży odwiedził m.in. Pragę, Bratysławę, Ratyzbonę, Moguncję, Norymbergę, Heidelberg, Lubekę, Inglostadt, zakładając kolejne towarzystwa na wzór włoskich akademii, by – zawezwany przez cesarza Maksymiliana I – osiąść w Wiedniu, gdzie dobiegł kresu swych dni, ciesząc się sławą wybitnego uczonego, historyka, pedagoga i poety.

W jego dorobku wyróżnia się z pewnością wspomniany już zbiór Quattuor libri amorum, stanowiący poetyckie odzwierciedlenie kilkuletnich wędrówek po Germanii (poeta bowiem, opierając się na geografii antycznej, Kraków także uznawał za miasto germańskie). Jest to starannie zaplanowany tom elegii, w którym podróż przez realną przestrzeń stanowi alegorię wędrówki przez życie, wędrówki skojarzonej z doskonaleniem wewnętrznym prowadzącym do osiągnięcia pełni człowieczeństwa. Tę pełnię symbolizuje w zbiorze liczba cztery: tom podzielił autor na cztery części, każda z nich poświęcona jest jednej z czterech stron Germanii. Zaczął autor od przedstawienia pobytu w Krakowie, a następne księgi poświęcił kolejnym miastom: Ratyzbonie (dziś Regensburg), Moguncji (dziś Mainz) oraz Lubece. Łatwo zauważyć, że podróż organizuje plan okręgu (nieregularnego oczywiście), przecinającego wschodni, południowy, zachodni i północny kraniec ojczyzny poety. Swój zamiar artystyczny wyłożył twórca w jednej z elegii z inicjalnej księgi (Amores I 3), ujmując go w mitologiczne dekoracje. Gdy bohater liryczny zbioru zmierzał do Krakowa, rozpętała się gwałtowna burza. Z przerażenia poeta spadł z konia. Nagle ukazał mu się Apollo i przemówił w te oto słowa (przekład Kazimiery Jeżewskiej):

Powstań – powiedział – nabierze wnet dawnej mocy twe ciało,

Byś cztery krańce mógł opiewać ziemi swej,

Którą od wschodu zamyka falami Wisła wzburzona,

Jej południowy kres znaczy Dunaju bieg,

Ren – jak przyznają powszechnie – tworzy granicę zachodu,

A mórz kodańskich toń północny znaczy szlak.

Potem, co wnętrze Germanii zawiera, z mocą opowie

Twoja febejska pieśń całemu światu w krąg.

Ale cierpliwie, Celtisie, zniesiesz nieszczęścia i trudy

Podczas dziesięciu lat długich wędrówek swych.

Nikt nie osiągnie bez wielkiej pracy rozgłosu wielkiego,

Człowieczy trud i pot w sławy przeradza się blask.

Bóg poezji nakazuje więc swemu podopiecznemu, by tak jak Homerowy Odys dziesięć lat spędził na wędrówkach, a ich efekty przedstawił w dziele artystycznym, które zapewni mu tak cenioną przez humanistów glorię wielkiego artysty. Świadczy to o świadomym reżyserowaniu swej drogi artystycznej, podporządkowanej pragnieniu sławy osiąganej dzięki wysiłkowi twórczemu.

Zbiorem rządzi poczwórna symetria. Każdą księgę rozpoczyna wierszowany opis podróży (tzw. hodoeporikon), w każdej opisana została wskazana przez boga poezji rzeka (bądź Zatoka Kodańska w przypadku Lubeki), każda związana jest z jakimś miastem. Ponadto powiązał Celtis księgi tomu z kolejnymi porami dnia oraz roku, które w myśl twierdzeń pitagorejczyków odzwierciedlają różne etapy życia człowieka: wiosna – młodość, lato – wiek dojrzały, jesień – starość, a zima – śmierć. Kolejne części zbioru obrazują więc w zamyśle autora porządek ziemskiej egzystencji. Dla wymowy dzieła istotne jest, że bohater liryczny przemierza przestrzeń doczesną, nie zaświaty – jak np. Dante w Boskiej Komedii. Uzmysławiać miało to zapewne, że ziemska droga człowieka wiąże się z osiąganiem istotnych celów (o czym za chwilę).

Co więcej, w każdej części zbioru przedstawione zostały dzieje romansu z poznaną w jednym z czterech miast Germanii dziewczyną. W Krakowie zakochał się w Hasilinie, w Ratyzbonie obdarzył uczuciem Elsulę, w Moguncji – Ursulę, a w Lubece zaznał chwil szczęścia przy boku Barbary. Czy poeta rzeczywiście był tak kochliwy? Mało prawdopodobne, by elegie stanowiły echo autentycznych uczuć. Twórca bowiem odwzorowuje pewien schemat: od zakochania i miłosnych uniesień, przez rozczarowanie, wyrzuty po rozstanie. Tak właśnie konstruowali przedstawienia historii miłosnych elegicy rzymscy: Propercjusz i Tibullus, Owidiusz. Na inspirację twórczością tego ostatniego – przypomnijmy – wskazał Celtis bezpośrednio tytułem zbioru. Nieprzypadkowo, jak się zdaje, gdyż właśnie Owidiusz potraktował miłość jako temat do opracowania artystycznego, nie kryjąc, że bohaterka jego elegii miłosnych to postać fikcyjna. Wedle tego samego szablonu – warto nadmienić – przedstawiał historie miłosne Jan Kochanowski w swych elegiach oraz pierwszej księdze pieśni. Renesansowi twórcy opisywali bowiem miłosne wzloty i rozczarowania na wzór autorów starożytnych, wychodząc z założenia, że oni najlepiej dali wyraz prawdzie o tym uczuciu. Naśladowanie służyło zatem poznaniu fenomenu miłości.

Jak już wiemy, Celtis zespolił przedstawienie czterech miłości z wędrówką, powiązaną z następstwem pór roku i życia. Także kolejne romanse nie oznaczają repetycji tych samych doznań, lecz łączą się z rozwojem, swego rodzaju pokonywaniem coraz wyższych stopni miłosnego wtajemniczenia, które prowadzą od miłości wynikającej z zachwytu czysto powierzchownym pięknem kochanki (krakowska Hasilina) do miłości opartej na więzi duchowej, będącej konsekwencją dostrzeżenia piękna wewnętrznego Barbary, jej zalet moralnych. Doświadczenie miłosne skojarzył więc poeta po platońsku z procesem poznawczym, służącym doskonaleniu samego siebie poprzez rozpoznanie prawdziwego piękna, stanowiącego – jak uczył grecki filozof – część idei dobra. Z Barbarą żegluje bohater liryczny ku tajemniczej Ulthima Thule, położonej gdzieś daleko na Północy. Wyspa ta symbolizuje w zbiorze Celtisa śmierć, a zarazem stanowi metaforę granic poznawczych człowieka, który dzięki doświadczeniu miłosnemu, mimo początkowych pomyłek, zdobywa prawdziwie istotną wiedzę.