Antyczne fundamenty polskiej demokracji

Rzymski republikanizm i demokracja ateńska tak głęboko wpisały się w polską tradycję kulturową, że obywatele siedemnastowiecznej Polski uważali ją za bezpośrednią spadkobierczynię republiki rzymskiej. Antyk posłużył do stworzenia jednego z największych narodowych mitów: przekonania o wyjątkowym, sarmackim pochodzeniu obywateli Rzeczypospolitej. Na tej podstawie wyrosła idea wolności, kamień węgielny ideologii sarmackiej. Cnoty obywatelskie, sprawiedliwość, zgoda, zaufanie, rozwaga i pożytek były częściami składowymi tradycji, na straży której stały długie pokolenia przodków. Ustrój Rzeczypospolitej był – zdaniem wielu – tak podobny do systemu ustrojowego państwa rzymskiego, że gdyby ktoś w XVII w. powiedział: Res publica Polonorum est res publica Romanorum (Rzeczpospolita polska to rzeczpospolita rzymska), nie znalazłby krytyków. Wolność, obyczaje, szacunek dla przodków i ustrój – elementy składowe mentalności sarmackiej – rzeczywiście wywodziły się z tradycji republikańskiego Rzymu, ale ich początków w tradycji polskiej należy poszukiwać, sięgając do wieków wcześniejszych – do średniowiecza i renesansu.

Sejm polski za czasów Zygmunta III Wazy, rycina Giacomo Lauro, początek XVII w.; Biblioteka Narodowa

Zasób polskiej tradycji państwowej tworzyły mity początku (podania o Lechu, Kraku, Wandzie i Piaście) oraz dzieje historycznych dynastii Piastów i Jagiellonów. Pod koniec XVI w. historycy i publicyści nie pisali już tak chętnie o wielkich czynach przodków, nie podkreślali już tak często znaczenia wydarzeń takich jak chrzest Mieszka, lecz zaczęli podkreślać znaczenie stworzenia państwa opartego na zasadzie wolności obywatelskiej. Wolność ta była jednak zastrzeżona głównie dla szlachty. Jan Zamoyski na sejmie elekcyjnym w 1575 r. wygłosił orację, w której zdefiniował pojęcie wolności szlacheckiej. Polegała ona na tym, że szlachta nie ma władzy narzuconej (to ona wybiera króla), jest zależna tylko od siebie (podlega prawom, które sama ustanawia) i ma władztwo nad poddanymi. Inni przedstawiciele tego stanu dodawali jeszcze, że na straży praw stanowionych przez szlachtę stoją urzędnicy z uznania szlacheckiego. Wolność, złota wolność (aurea libertas), której strzeżono jak źrenicy oka, była uważana za najwyższe dobro i podstawę równości szlacheckiej. Jednak ocena równości wobec prawa i stopnia wolności w Polsce w XVI i XVII w. jest bardzo trudna. Za podstawę złotej wolności uważano przez długie lata przywilej liberum veto (wolne „nie zgadzam się”). Wynikało to z innej sformułowanej po łacinie normy prawnej: Nihil de nobis sine nobis (Nic o nas bez nas). Jej źródło – Statuty nieszawskie z 1454 r. – zobowiązywały króla m.in. do niewydawania nowych ustaw i niezwoływania pospolitego ruszenia bez zgody sejmików.

Jednym z kamieni węgielnych europejskiego prawodawstwa jest angielska ustawa Habeas Corpus Act z 1679 r. Gwarantowała ona nietykalność osobistą i wymagała wydania nakazu sądowego. Tymczasem pierwsze słowa znanego przywileju nadanego szlachcie przez Władysława Jagiełłę w 1425 r. brzmią: Neminem captivabimus nisi iure victum (Nikogo nie uwięzimy bez prawnego uzasadnienia). Chętnie przypomina się o tym, że polska ustawa wyprzedziła angielską o ponad dwieście pięćdziesiąt lat. Niewielu Polaków zwracało jednak uwagę na to, że ustawa Neminem captivabimus chroniła tylko szlachtę. Tę nierówność wobec prawa dostrzegali raczej cudzoziemcy oraz nieliczni myśliciele polscy, a wśród nich Andrzej Frycz Modrzewski.

Społeczeństwo obywatelskie zaczęło kształtować się w Polsce w XVI w., ale proces ten wskutek rozwoju patronatu magnackiego uległ zahamowaniu na kilka stuleci. Dla apologetów ideału polskiej wolności duże znaczenie ma także fenomen tolerancji i wolności słowa z czasów, gdy Polska stanowiła wzór współżycia wyznań i swobody, którą w Rzeczypospolitej cieszyli się innowiercy. Szkoda, że tolerancja zaczęła maleć wraz z rozwojem Oświecenia na zachodzie Europy. Równość i wolność w Polsce to zatem złożony problem, zwłaszcza gdy wziąć pod uwagę rosnącą na Litwie i kresach Korony zależność szlachty od magnatów.

Pewien anonimowy Brytyjczyk (prawdopodobnie William Bruce, który wiele lat spędził w Akademii Zamoyskiej i w otoczeniu jej założyciela, lub też George Carew, ambasador królowej Elżbiety I w Polsce), sporządził A Relation of the State of Polonia and the United Provinces of that Crowne – opis głównie Korony Polskiej. Zwrócił uwagę na podziały w obrębie stanu szlacheckiego na magnatów i brać szlachecką. Wolność, której szlachta tak czujnie strzegła przed królem i którą tak się szczyciła, była – jego zdaniem – fałszywa. Autor wspomnianej relacji podkreślał także to, że absolutna władza szlachty nad jej poddanymi nie ma sobie równej w Europie, a państwo takie – obojętne na gwałt zadawany innym – nie jest wolne. Odnajdujemy tam także definicję wolności rozumianej jako bezpieczeństwo życia, majątku i czci. Anonimowy autor dodaje, że taką wolnością cieszą się tylko przedstawiciele stanu szlacheckiego, w dodatku nierozliczanego przed prawem za krzywdy wyrządzane poddanym. Szkoda, że anonimowy autor opisu nie przebywał w Polsce sto lat wcześniej, w czasach, gdy Izba Poselska potrafiła przeciwstawić się magnaterii.

Interesujące jest, że nasi przodkowie nie chcieli przyswoić sobie prawa rzymskiego, a w polską tradycję kulturową tak mocno wrosły rzymski republikanizm i wzorce demokracji ateńskiej. Polaków zbliżały do Grecji i Rzymu pradawne tradycje polityczne: zwyczaj zwoływania na naradę starszych z grodów, co przypomina rzymski senat; zwyczaj organizowania wieców na kształt greckich i rzymskich zgromadzeń obywateli; doszukiwanie się w polskich monarchach, np. w Bolesławie Chrobrym iście rzymskich cnót: dzielności, dobroci i sprawiedliwości; przekonanie, że źródłem potęgi takich jak on władców były te same cnoty, które zapewniły wzrost potędze państwa rzymskiego; dążenie do spisania prawa, przy pomocy którego – jak mawiali XIII-wieczni prawnicy – wymuszono na każdym przestrzeganie zwyczajów; przekonanie, że traci prawo do panowania ten, kto nadużywa udzielonej mu władzy.

W takiej sytuacji panowało przekonanie, że ustrój Rzeczypospolitej Polskiej jest naśladowaniem ustroju republiki rzymskiej. Jeden z greckich historyków II w. p.n.e., Polibiusz dostrzegał w ustroju republikańskiego Rzymu cechy trzech różnych ustrojów: monarchii, arystokracji i demokracji (stąd polsko–rzymskie analogie: monarcha i konsul, arystokracja i senat, rzymskie zgromadzenia ludowe i sejm). Wielki polityk rzymski, Cyceron poświęca wiele uwagi rozpatrywaniu zagadnienia, jaki jest najlepszy ustrój państwowy i jaki jest ideał obywatela-kierownika (łac. rector) państwa. Tym i innym zagadnieniom ustrojowym poświęca sześć ksiąg traktatu De republica (O państwie). Wykłada tam definicję państwa i omawia trzy jego możliwe ustroje: monarchiczny, arystokratyczny i demokratyczny. Dodaje od razu, że najlepszy jest ustrój, który łączy w sobie wszystkie te trzy formy, i przekonuje, że znalazł on swoje urzeczywistnienie w formie republiki rzymskiej. Ostatnia księga De republica omawia problem idealnego obywatela, który w niebezpieczeństwie potrafi stanąć na czele państwa i ustrzec je przed zgubą. Ciekawe, że w XVI w. powstał w Polsce traktat polityczny, którego treść dotyczyła natury praw i dóbr królewskich, reformy państwa oraz jego ustroju. Autorem był ksiądz Stanisław Zaborowski, bliski współpracownik Jana Łaskiego w czasach, gdy powstawały słynne statuty. Według Zaborowskiego monarcha był zarządcą państwa, jego kierownikiem (łac. rector); wprawdzie nikt z obywateli nie przewyższał go urzędem, ale wyższa od niego była cała społeczność, którą władca rządził. Jak widać, ojcowie polskiej myśli politycznej czerpali swoje teorie na temat form ustrojowych także od Cycerona – wielkiego orędownika i obrońcy republiki.

Umiłowanie wolności, szacunek dla dawnych obyczajów i przodków, idealny ustrój polskiej monarchii to fundamenty Pierwszej Rzeczypospolitej. Pomijając sarmacki egoizm, lekkomyślność, nieposłuszeństwo prawom, bezwład sądów, bezkarność przestępców, w podświadomości Polaków tkwiło poczucie nadrzędności prawa i słuszności zasady: Non rex, sed lex regnat (Nie król, ale prawa rządzą).