Benedyktyńscy winiarze

Budynek opactwa tynieckiego to zaklęta w kamień kwintesencja reguły św. Benedykta. Samotne, niegdyś na odludziu położone wzgórze, na którym je fundowano, niejako podkreśla ideę zakonnego oderwania od spraw doczesnych, dobrowolnej izolacji i oddania się sprawom boskim. Wzgórze wznoszące się naprzeciw benedyktyńskiego klasztoru z dawien dawna nosi nazwę Winnica. I mimo że od lat nie ma śladu po winnej latorośli, nazewnictwo miejscowe przechowało tradycję uprawy, której początków należy szukać jeszcze w średniowieczu. Uprawa winogron w szczególny sposób związana była z symboliką chrześcijańską. Winne grona, tłocznia i wino mają swe znaczenie przy wyrażaniu sensu podstawowych prawd wiary. Nic więc dziwnego, że przybyli nad Wisłę benedyktyni przenieśli ze swych dawnych siedzib sadzonki winogron. Nie jesteśmy w stanie podać konkretnej czy nawet przybliżonej daty zaprowadzenia tej uprawy w Tyńcu. Nie wdając się zatem w spekulacje, trzeba przywołać świadectwo Jana Długosza, który pierwszy odnotował istnienie benedyktyńskiej winnicy. Zapewne w nieistniejącym archiwum tynieckim znaleźlibyśmy niejedną dotyczącą jej wzmiankę. W zachowanych aktach ostały się jednak tylko odpryski. O winnicy wspominają inwentarze sporządzane z okazji przejmowania władzy przez nowego opata, nie dając jednak żadnych informacji prócz tej, że w ogóle istniała. Dopiero nota w inwentarzu z 1739 świadczy, że winnica otoczona była solidnym parkanem. Nic dziwnego, wszak winogrona były rzadkimi owocami i na pewno nie brakło na nie postronnych amatorów.

"Wytwarzanie wina", ilustracja z elementarza Jana Amosa Komenskiego pt. Orbis sensualium pictus (Świat malowany rzeczy widocznych pod zmysły podpadających). ), 1667. Fot. Z Nowakowski, Biblioteka Kórnicka PAN.

Uprawa winorośli trwała do początków XIX w., mimo zniszczeń w winnicy, jakich dokonali konfederaci barscy. Wznieśli oni bowiem na szczycie wzgórza fort, który wraz z klasztorem i fortyfikacjami na tzw. Szpitalce stanowił mocny rygiel obronny. Położenie fortu widać dokładnie na planach z czasów konfederackich. Zaznaczono na nich także obszary upraw rolnych, choć trudno dziś wyrokować, czy wszystkie grunta na Winnicy pokrywała winorośl.

Relacji świadków nie zachowało się wiele. Wincenty Płaczkowski, były oficer napoleoński, pisał: Byłem tedy w szkołach na Tyńcu […], a na tym samym brzegu rzeki naprzeciw tego klasztoru znajduje się druga góra większa i wyższa nazywana Winnica, a to dla tego, że dawnemi czasy była zasadzona winną macicą i jeszcze wtedy gdy tam byłem więcej jak morg jeden krzewów znajdowało się, które rodziły winograd, ale zdziczały, bo go nikt nie uprawiał. Bywający w Tyńcu na przełomie XVIII i XIX w. młody Ambroży Grabowski zauważył, że było i dosyć winnej latorośli. Po latach wspominał tynieckie rodzynki, które robiły na nim dużo większe wrażenie niż stosy foliantów i kwartantów, strawa dobra dla molów, nie dla ludzi. Ostatnia wzmianka wiążąca się z tynieckimi winoroślami pochodzi z r. 1803, kiedy ruchomości tynieckie inwentaryzowała komisja biskupia. Wśród inwentarzy zachował się spis urządzeń winiarskich związanych z benedyktyńską winnicą. Wymieniono w nim m.in. prasę ze śrubą i wołkiem do tłoczenia lagru, berulec żelazny z korbą, karmeser i liwarek kwartowy. Resztki parkanu na wzgórzu Winnica widoczne są jeszcze na szkicu Łukasza Kozakiewicza z r. 1824.