Beresteczko 28 VI-30 VII 1651 – pogrom Kozaków

Powstanie Chmielnickiego wstrząsnęło podstawami Rzeczypospolitej. Kozacy i sprzymierzeni z nimi Tatarzy podchodzili aż pod Lwów i Zamość. Klęski nieudolnych hetmanów, którzy poszli w niewolę oraz zawirowania związane ze śmiercią Władysława IV spowodowały utratę kontroli nad większością Ukrainy. Ofensywę powstańców zatrzymała dopiero heroiczna postawa obrońców Zbaraża. Przelana krew oraz brak chęci porozumienia z obu stron doprowadziły do kolejnych starć.

Bitwa pod Beresteczkiem, Franciszek Smuglewicz, przed 1797 r., Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie; fot. Z. Reszka

Wiosną 1651 roku Kozacy zajęli prawie całe Podole, ale z decydującym atakiem czekali na swojego krymskiego sojusznika. W czerwcu stutysięczna armia kozacko-tatarska ruszyła na Beresteczko, gdzie spodziewano się pokonać Polaków. Ci zaś, obciążeni taborami, maszerowali co prawda nieśpiesznie, ale w wyjątkowej karności. Z holenderskiej sztuki militarnej zaczerpnięto nowinki, takie jak podział armii na kolumny marszowe, wytyczenie tras przemarszu i pomalowanie wozów transportowych, by można je było łatwo rozróżniać. Hetmana Mikołaja Potockiego przywodziło to jednak to pasji, na wieść o malowaniu wozów w jego taborze krzyknął: „Dajcie mi pokój, bo się nożem pchnę!”. Swych gróźb jednak ostatecznie nie urzeczywistnił.

Królewska armia stanęła wreszcie w Beresteczku i oczekiwała wojska Bohdana Chmielnickiego i chana Islam Gireja. Pierwszego dnia stoczono zaciętą walkę kawaleryjską z Tatarami. Nazajutrz jazda polska stanęła w zbyt wielkim oddaleniu od wałów i przez to nie mogła być wspierana przez piechotę i artylerię. Wykorzystał to nieprzyjaciel i zawzięcie atakował, spychając ostatecznie Polaków za wały obozu. Dopiero trzeci dzień przyniósł rozstrzygnięcie. Jan Kazimierz, wbrew głosom hetmanów, którzy chcieli walczyć zamknięci w warownym obozie, wyprowadził wojsko przed szańce. Na skrzydłach umieścił jazdę wspartą pospolitym ruszeniem, w centrum zaś oddziały cudzoziemskiego autoramentu zgrupowane na modłę holenderską w szachownicę. Piechota stała na przemian z rajtarią, całość wzmocniono artylerią. Bitwę rozpoczęła szarża kawalerii księcia Jeremiego Wiśniowieckiego. Śmiałe uderzenie zmusiło Kozaków do schronienia się w taborze. Niedługo potem ruszyło polskie centrum. Tatarzy próbowali zatrzymać ten manewr, ale najeżone lufami szeregi „ludu ognistego” wprost zmiatały tatarskich jeźdźców. Na dodatek puszkarze dostrzegłszy chański buńczuk, zaczęli doń strzelać. Odniosło to odpowiedni skutek: „Podle samego chana zabito chorążego, chana okurzono tak, żechmy widzieli, kiedy do trupa kilka ich skoczyło z koni, a już Tatarowie ci co podlejsi uchodzili. A chan też zaraz porwawszy się za górę skoczeł”. Ordyńców ogarnęła panika i uciekli z pola bitwy, pozostawiając Kozaków swojemu losowi. Ci jednak nie zamierzali kapitulować – okopali się i skutecznie odparli kilka ataków polskiej jazdy. Otoczeni, nie mogli się jednak wycofać.

Bitwa miała swój finał 10 lipca. Panujące w kozackim taborze zamieszanie wykorzystali Polacy, którzy dokonali prawdziwego pogromu kozackiej czerni. Batalia berestecka zakończyła się wygraną, ale jak się później okazało nie zebrano owoców tego triumfu.


W bitwie wzięli udział Marek i Jan Sobiescy, którzy walczyli na prawym skrzydle pod komendą hetmana wielkiego koronnego Mikołaja Potockiego. Szczególnie ciężki był dla nich drugi dzień bitwy, kiedy źle ustawione polskie oddziały kolejno rzucano do walki. Brak koordynacji okazał się fatalny w skutkach – główne siły Ordy natarły na stanowiska pospolitego ruszenia, ustępującego z pola bitwy. Do przeciwnatarcia rzucono chorągwie Szymona Szczawińskiego oraz Stanisałwa Lanckorońskiego, które prawie natychmiast zostały otoczone przez nieprzyjaciela. Walka była tyle zacięta, co chaotyczna. Sytuację uratowali dopiero książę Wiśniowiecki i Stanisław Rewera Potocki.

Wielu zginęło w tych zmaganiach, nie tylko zwykłych żołnierzy, ale i możnych. Padli m.in. Adam Kazanowski, Jerzy Adam Ossoliński, Jan Stadnicki. Jan Sobieski po otrzymaniu rany w głowę na krótko dostał się do tatarskiej niewoli, z której oswobodzili go towarzysze broni z Jerzym Lubomirskim na czele. Ranny przyszły król resztę batalii spędził w obozie. Dużo więcej szczęścia miał jego brat Marek, który wsławił się ścięciem samego Tuhaj-beja. W nagrodę za to przypadła mu jego szabla.

Zwycięstwo beresteckie zupełnie nie zostało wykorzystane przez Polaków. Przekonana o spełnieniu powinności szlachta wróciła do swych domów. Jej postawę, trochę złośliwie, acz prawdziwie podsumował świadek tamtych wydarzeń: „Chciało się do żon, do gospodarstwa, do pierzyn, a na pokrycie swego lenistwa wyszukiwali spod ziemi argumenta”.