Biskup, królowa i smok

Jednymi z najbardziej barwnych postaci polskiego XVI w. są z pewnością Andrzej Krzycki oraz Bona Sforza. Ten pierwszy był wybitnym humanistą, arcybiskupem, a także prymasem Polski oraz znanym, piszącym po łacinie poetą. Ona zaś wywodzącą się z mediolańskiej książęcej rodziny żoną Zygmunta Starego i królową Polski. Andrzej Krzycki w trakcie swojej bogatej kariery pełnił wiele funkcji dworskich i często angażował się w politykę państwa. Zdarzało się, że przy różnych okazjach z tego względu popadał w konflikty z królową Boną, która także znana jest z tego, że sama bardzo interesowała się sprawami Polski oraz Litwy. Utalentowany poeta sięgał wówczas niekiedy po pióro, by ono posłużyło mu za oręż w tych drobnych lub czasami poważniejszych konfliktach z królewską małżonką. Świadectwem tego są złośliwe epigramy, które prymas Polski wymierzał w królową. Szczególną uwagę zwracają utwory oparte na konceptach heraldycznych, wymagających dziś właściwego komentarza, by stały się zrozumiałe dla współczesnego czytelnika.

Portret Bony Sforzy, rycina Gilliama van der Gouwena, 1684; Biblioteka Narodowa

Krzycki, atakując Bonę, sięgał niekiedy do herbu jej rodu – w godle Sforzów przedstawiony był wąż, niekiedy interpretowany jako smok, któremu z pyska wyłaniała się ludzka postać. Polski poeta dokonał zabawnego skojarzenia tego wyobrażenia ze znaną z legend postacią smoka krakowskiego, który zamieszkał pod Wawelem. Warto przy tej okazji wskazać na dwa utwory, które opierają się właśnie na takim zabiegu. W obu z nich dokonano skojarzenia osoby królowej Bony z szerzącym zniszczenie i strach legendarnym potworem. W pierwszym z tych tekstów poeta uznał, że gdy smok zamknięty był w jaskini pod grodem Kraka, zagrażał tylko jemu, a gdy znalazł się na Wawelu i objął władzę, nienasycony pożera wszystko:

Gdy smok uwięziony był w ziejącej grocie u podnóża skały,
Łakomstwem zagrażał twemu miastu, Kraku.
Cóż w tym więc dziwnego, że gdy siedzi na zamku i dzierży władzę,
Sam wszystko z zachłannością pożera.

Drugi epigram autorstwa Krzyckiego, który także oparty jest na figurze smoka widocznego w herbie Bony i skojarzonego z zagrażającym niegdyś stolicy Kraka gadem, powiela pomysł wykorzystaną w poprzednim utworze:

Gdy smok siedział pod zamkiem, tylko Kraków narażony był na zgubę.
Gdy jednak dostał się do pałacu, to zagrożona stała się cała ojczyzna.

Tym razem smok, po tym gdy dostał się na Wawel, zaczął zagrażać całej ojczyźnie, czyli Polsce. Te mocne słowa prymas Polski wypowiedział w sposób zawoalowany, posługując się symboliką heraldyczną, która dla ludzi XVI w. była dużo bardziej czytelna niż dla nas. Nie można mieć więc wątpliwości, że dawni czytelnicy bez trudu mogli odgadnąć, kto w tym przypadku kryje się pod postacią smoka wawelskiego. Sama królowa Bona zapewne jednak dość łaskawie przyjmowała tego typu twórczość. Była osobą doskonale wykształconą i wiedziała, że jest to jedynie element humanistycznej zabawy. Krzycki zresztą poświęcił jej także wiele wierszy pochwalnych, nierzadko równie pomysłowych jak te krytyczne.