Biskup, portret Zygmunta III i przyjaźń z hospodarem – Mikołaj Gabriel Fredro o swej misji w Mołdawii

Chociaż hospodarstwo mołdawskie poddane było w XVII w. Osmanom, to jednak utrzymywało związki z Polską. Dowodem na to było m.in. funkcjonowanie od końca XVI w. biskupstwa katolickiego w mołdawskim Bakowie (Bacău). Tamtejszymi biskupami byli z reguły Polacy, a prawo mianowania biskupa przysługiwało królowi polskiemu (papież jedynie zatwierdzał nominację). Co prawda było to biskupstwo zgoła nie prestiżowe – położone „na krańcu świata”, wśród schizmatyków i muzułmanów, nie przynosiło znaczących dochodów. Toteż tamtejsi ordynariusze srodze je zaniedbywali, lekceważąc sobie soborowe nakazy rezydencji w diecezji. Biskupi bakowscy z reguły bawili w Polsce, do swej diecezji zajeżdżając co jakiś czas na kanoniczne wizytacje i w celu wyciągnięcia skromnych przychodów. Podobnie było i z biskupem Mikołajem Gabrielem Fredro, który wybrał się do swej bakowskiej diecezji wiosną 1629 r. Wizyta jego miała wszakże nie tylko kanoniczny wydźwięk – biskup spełnił przy okazji (a może przede wszystkim?) misję do hospodara mołdawskiego Mirona Barnowskiego, z której pozostawił ciekawą relację dla króla.

Portret Zygmunta III, XVII w., z kolekcji Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie; fot. Z. Reszka

Hospodar mołdawski wszedł w tym czasie w sojusz z Rzecząpospolitą – co zresztą musiał ukrywać przed Osmanami. Wyrazem przyjaznych kontaktów było nadanie Barnowskiemu polskiego indygenatu na zimowym sejmie 1629 r. Obecnej wówczas delegacji mołdawskiej przewodniczył właśnie biskup Fredro. On też na początku kwietnia powiódł mołdawskie poselstwo z powrotem do Jass, wioząc hospodarowi dyplom indygenatu, jak też szczególny znak łaski królewskiej – portret Zygmunta III Wazy. Hospodar przyjął spotykające go wyróżnienie z należytą atencją i zorganizował z tej okazji wielkie uroczystości. Miały one publicznie zademonstrować silną pozycję władcy, wspieranego przez wciąż potężną Rzeczpospolitą Obojga Narodów.

Kiedy zatem biskup bakowski pojawił się na dworze hospodarskim, uzyskał najpierw prywatną audiencję, w czasie której postanowiono przygotować publiczne obchody przyjęcia obrazu króla polskiego. Dla podniesienia rangi uroczystości, hospodar wyznaczył ją na dzień Wielkanocy, która przypadała wówczas – tak u katolików, jak i prawosławnych – 15 kwietnia. Świąteczny nastrój i ściągające do stolicy tłumy miały uświetnić państwową ceremonię.

Odbyło się zatem publiczne przyjęcie posłów przez hospodara. Zmierzającym ku władcy biskupowi i członkom jego orszaku towarzyszyły salwy armatnie. W czasie zdawania relacji z poselstwa, biskup Fredro uroczyście wręczył hospodarowi portret Zygmunta III. Co ciekawe, dla zaznaczenia pozycji swego monarchy, biskup podkreślił, że król przesyła hospodarowi swój portret nie jako upominek, ale znak swojej „chęci i łaski”, będących odpowiedzią na okazaną przez Mirona Barnowskiego przychylność Rzeczypospolitej. To subtelne na pozór rozróżnienie było istotne, gdyż upominkowało się zazwyczaj osoby równe stanem bądź wyższe, a na takowe porównanie siebie z hospodarem mołdawskim król Polski w żaden sposób nie mógł i nie chciał się zgodzić. Pamiętajmy też, iż na muzułmańskim Wschodzie – pod którego wpływem znajdowała się ówczesna Mołdawia – praktykowano uroczyste przyjmowanie darów od poselstw obcych jako wyraz uległości ich władców wobec obdarowywanych monarchów. Jeśli zatem hospodar publicznie i uroczyście portret króla Jego Mości przyjmował, biskup w podobny sposób objaśnił wszystkich co do istotnego charakteru owego daru.

Co więcej, żeby nikt nie miał żadnych wątpliwości co do istoty relacji, łączących króla polskiego z hospodarem, biskup nie zawahał się w swej przemowie przyrównać króla polskiego do samego Pana Boga. Dokonał tego, przedstawiając, iż tak jak Bóg, kiedy kogoś sobie wybiera, obdarza go zaraz swoim znakiem, tak i król Zygmunt, przyjmując hospodara do grona obywateli Korony polskiej, naznacza go znakiem swego oblicza. Zaiste, kunsztowna to była retoryka, tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę wielkanocne misterium, towarzyszące tej czysto państwowej uroczystości. Można by zgoła pomyśleć, że oto król jak Chrystus wybawia hospodara z więzów zależności osmańskiej i dopuszcza do grona ludzi wolnych, jakimi byli polscy szlachcice. Czy elokwentny biskup liczył na to, że tak właśnie dopowiedzą sobie jego słowa słuchacze, tego oczywiście nie dowiemy się.

Tymczasem jednak hospodar odpowiednio zareagował na pompatyczną mowę biskupa, gdyż zamiast siedząc na tronie, kazać odpowiedzieć na przemowę swemu kanclerzowi (logofetowi), sam wstał, ucałował portret króla i podziękował biskupowi. Następnie hospodar zaprosił biskupa, członków poselstwa i swych dostojników na ucztę, w czasie której pił zdrowie pary królewskiej – Zygmunta i Konstancji. Wszystkiemu towarzyszyły – a jakże – salwy z zamkowych dział.

Przedstawione przez Fredrę uroczyste przyjęcie poselstwa i konterfektu królewskiego było wydarzeniem wielkiej rangi, obliczonym na umocnienie pozycji hospodara w oczach własnych poddanych. Potrzebne mu to było, gdyż na Krymie toczyły się walki domowe z udziałem Kozaków i liczono się z wybuchem większej wojny, w której hospodar liczył na polską pomoc. Opisana uroczystość była też zarazem swoistym apogeum wpływów polskich w czasie krótkich rządów Mirona Barnowskiego.