Canterbury w relacjach XVII-wiecznych polskich peregrynantów

W XVII stuleciu zwykła trasa podróżników opuszczających Dover i zmierzających do głównego celu swej podróży, czyli Londynu, wiodła przez malownicze hrabstwo Kent i położone nad rzeką Stour Canterbury. Tam tradycyjnie urządzano niezbędną przerwę w podróży, przeznaczaną na posiłek i zwiedzanie miasta. Tak właśnie postąpił choćby Teodor Billewicz, który zmierzając w 1678 r. do Londynu, zatrzymał się wynajętą karetą na krótki popas. We wszystkich zachowanych relacjach podróżniczych zdawkowo podawano opis samego miasteczka, jak pisał opiekun wojewodziców ruskich Jabłonowskich w sierpniu 1685 r.: Cantuaria albo Cantorbery jest miasto starożytne, wielkie, porządne, nasiadłe, ludne, piękne, leży między górami. Angielskie miasteczko nie wzbudziło entuzjazmu księcia Karola Stanisława Radziwiłła, który zaledwie kilka miesięcy wcześniej, w czerwcu tego roku, odnotował: Miasto niewielkie, niepiękne, tylko go kościół katedralny zdobi. XVII-wieczni peregrynanci zgodnie bowiem koncentrowali się na najważniejszym punkcie miasta, gotyckiej katedrze będącej miejscem pochówku św. Tomasza Becketa. Historia pięknej katedry w Canterbury, siedziby arcybiskupstwa, związana była nieodłącznie z kultem zamordowanego w 1170 r. arcybiskupa, a jego grób przyciągał pielgrzymów z najdalszych nawet krain.

Rycina z druku Thomasa Salmona „Lo stato presente di tutti i paesi, e popoli del mondo naturale, politico e morale…”, t. 12: „Del regno d’Inghilterra”, Wenecja 1743; Biblioteka Narodowa

Niezwykle interesujący opis katedry znajduje się w prowadzonym przez Sebastiana Gawareckiego dzienniku podróży Jana i Marka Sobieskich, odwiedzili oni Canterbury jesienią 1647 r. Warto podkreślić szczególną sytuację, jaką zastali w Canterbury autorzy relacji z przełomu lat 40. i 50. XVII w. Wojna domowa przyniosła bowiem najświetniejszym angielskim katedrom i sztuce sakralnej niewyobrażalne zniszczenia, w Canterbury radykalni purytanie zniszczyli wówczas choćby część wspaniałych średniowiecznych witraży, również tych z przedstawieniem świętego patrona katedry i miasta. W podróżniczej relacji po pierwszych wyrazach zachwytu nad wspaniałością i pięknem katedry pojawia się natychmiast obraz zastanej smutnej rzeczywistości. Gawarecki na kartach swego dziennika zawarł opis niedawno dokonanych zniszczeń, zwracając uwagę na ogrom i skalę wandalizmu, podkreślając zarazem wartość utraconych dzieł oraz zaciekłość barbarzyńców. Jak pisał: Do widzenia mieliśmy kościół srodze wielki i piękny, który bywał przedtem katolicki katedralny, teraz kalwiński; tam nagrobków pięknych, na których napisy katolickie poodmieniano [...]. Tam bywało czasów swoich, pięknych rzeczy do widzenia, a teraz jako do pustek jakich przyjdzie. Jakoż kędykolwiek statuy kamienne byli, tak świętych Bożych, jako i Naś[więtszej] Panny, to precz głowy postrącano, także nawet okna, które byli barzo kosztowne, malowane, to kędy tylko obraz Naś[więtszej] Panny był, to wybito. Takie okna byli kosztowne, które chciał był jeden Francuz zapłacić dając kilkanaście tysięcy za dwie, niechciano przedać, woleli to potłuc.

Dokonane w katedrze zniszczenia wysunęły się na pierwszy plan relacji, dopiero później w dzienniku podróży Sobieskich pojawia się refleksja nad kształtem świątyni i otrzymujemy próbę opisu architektury gotyckiej katedry: Kaplic, jako w kościele krzyżowym 4 barzo zacnych, a w pośrodku na kościele wieża wysoka i piękna, z osobna na przedzie kościoła dwie wieże także kosztowne. Kilka lat później o zniszczeniu pięknych katedralnych witraży pisał także podróżujący właśnie po Anglii znakomity znawca sztuki i architektury, jezuita Bartłomiej Nataniel Wąsowski. Odwiedził on w 1654 r. Canterbury ze swoimi wychowankami, braćmi Grudzińskimi, a sporządzone przez niego notatki znacznie odbiegają od standardowych zapisków osób dopiero odbywających swe podróże edukacyjne, jest to rzetelny i fachowy opis architektury katedry, spisany przez wykształconą pod względem artystycznym osobę.

W latach 80. XVII stulecia katedrę w Canterbury odwiedzali zmierzający do Londynu książęta Karol Stanisław i Jerzy Józef Radziwiłłowie oraz Jan Stanisław i Aleksander Jan Jabłonowscy. Zwiedzali oni już nieco inną świątynię niż ta, którą opisał w swoich notatkach Gawarecki. Po restauracji dynastii Stuartów odnowiono zniszczone wnętrze katedry, zainstalowano nowe stalle, ołtarze i część wyposażenia. Karol Stanisław Radziwiłł w swoich notatkach przywołał postać świętego męczennika oraz kwestię jego pochówku, grobu zniszczonego jeszcze w 1538 r. na rozkaz Henryka VIII: W tym kościele był zabity św. Tomasz Arcybiskup tamteczny z rozkazania Henryka II, króla angielskiego. Teraz nie wiedzą, gdzie jest podziany. Podróżnicy z lat 80. zwracali również uwagę na zlokalizowaną w katedrze kaplicę powierzoną hugenotom, uciekinierom z kontynentu, którzy licznie osiadali właśnie na terenach hrabstwa Kent.

W relacji synów hetmana Jabłonowskiego znalazły się podobne wzmianki o świętym arcybiskupie oraz liczne notatki poświęcone oglądanym nagrobkom. W czasie zwiedzania kościoła bracia usłyszeli opowieść o pogromcy Francuzów, księciu Edwardzie, zwanym Czarnym Księciem, i odnotowali, że widzieli jego pomnik nagrobny. Młodzieńcy zwrócili także uwagę na nieliczne ocalałe średniowieczne witraże, które wywarły na nich spore wrażenie. Po wizycie w katedrze przybysze z Rzeczypospolitej chcieli zobaczyć również pałac arcybiskupi, dowiedzieli się jednak, że został on zrujnowany. Po krótkim postoju w Canterbury i zwiedzeniu miejscowej katedry podróżnicy zmierzali już zwykle prosto do głównego celu angielskiej wycieczki, czyli Londynu.