Cnota (virtus)

Swoisty spis „miejsc” (loci) rozumowania o cnocie szlacheckiej przynosi nam znana pieśń Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego:

Uosobienie cnoty, ilustracja z Iconologii Cesare Ripy, Wenecja 1669; Biblioteka Narodowa

Zacni sie ludzie rodzą także z zacnych;

Znać w koniach sztuki ojczyste; lękliwych

Mężna orlica gołębi nie rodzi,

Ani mdły zając z dużych lwów pochodzi.

 

Wszakże rozmnaża cnoty przyrodzone

Ćwiczenie: czynią serce utwierdzone

Piękne nauki; tych kiedy nie staje,

Ślachetne plemię szpecą złe zwyczaje.

Śmiał się waleczny Rzym z syna onego

 

Ojca, dzielnością przełomion którego

Straszny Hannibal: i fortunną zbroję

Musiał opuścić i ojczyznę swoję.

Ale nie przestał na tym miedzy bogi

Chwalon Alcides, że go gromem srogi

 

Ociec urodził, bo wolał dzielnością

Swą słynąć, niżli rodzaju zacnością.

Cóżkolwiek jeno straszliwego żyło

Na świecie, wszytko jego ustąpiło

Niezmożnej sile; przeto słynie wszędzie

 

I wiecznie słynąć za swe cnoty będzie.

Droga ku sławie — w sławnym urodzenie

Domu, nie sama sława. Przeto w cenie

Kto chce być, porzuć nikczemne zabawy;

Nie na herb przodków patrz, ale na sprawy,

 

Da pospolite prawo nieskończone

Imię swym stróżom, dadzą obronione

Granice zbroją koronne poczciwą

Od zdradnych sąsiad sławę wiecznie żywą.

 

Jest w tym formatywnym, charakterystycznym dyskursie kilka miejsc, które warto by było rozważyć i rozważeniem poszerzyć nieco refleksję uczonego poety, albowiem cnota (łac. virtus) to jedna z tych wartości fundamentalnych świata staropolskiego, bez której trudno zrozumieć aksjologię szlachty polskiej.

Z jednej strony, kiedy mówi się o cnocie (co częste u Mistrza Jana), myśli się o filozofii stoickiej. Cnota, jak utrzymuje Kochanowski za stoikami, jest tym narzędziem, które podważa pozorne, jak się okazuje, królowanie Fortuny, losu, kaprysu sił większych niż ludzka słabość. Cnota rozbraja fatalizm, rozbija go, podważa, unieważnia, dlatego, że człowiek cnotliwy to ten, który nie poddaje się losu kolejom, tylko potrafi dzięki niej, niejako, wyjść poza koło fortuny, uwolnić się, chociażby w ten sposób, że poddaje wydarzenia swego życia, oglądowi rozumnemu. Cnota zapewnia zdolność transcendowania okoliczności, zatem ma moc wyzwolenia.

Podkreślić zatem należy organiczny związek cnoty rozumianej jako wartość w stoickim zespole norm, z politycznym jej użyciem w życiu wspólnoty. Refleksja nad tą kwestią wiąże się z zagadnieniami, które już gdzie indziej się omówiło: z zagadnieniem otium i kwestiami obywatelskimi.

Otium, o którym warto pamiętać tak samo kiedy rozmawia się o szlacheckim istnieniu w dworku, to miejsce, które nie jest ufortyfikowane przeciwko wspólnocie. Cnoty szlifuje się, doskonali podczas medytacyjnych zajęć w otium (lektura, refleksja, pisanie). Natomiast niejako używa się cnót, stosuje, w przestrzeni społecznej. Cycero i jego naśladowcy pouczali, że miarą cnót, terenem ich praktykowania jest działanie polityczne. Szlacheccy moralizatorzy (sień pełna portretów szlachcicem nie czyni) podążali tym tropem, prowadząc swoje wywody i wpisując je w szeroki nurt refleksji republikańskiej.

Cnota tak sam to wartość, które przejawia się nie tylko w egzystencjalnej myśli moralnej rodem ze stoickiego straganu pojęć, ale tak samo mocno znaczy w politycznej myśli republikańskiej, do której wszak nasza tradycja polityczna chętnie się przyznaje. Patronami owego połączenia zasady dobra wspólnego i cnoty są w staropolskim dyskursie politycznym Arystoteles i Cyceron, a potem powtarzająca ich refleksje myśl polityczna włoskiego renesansu. Rozumowanie antyczne uczyło, że cnota ludzka, przejawia się w życiu publicznym, obywatelskim. Cnoty obywatelskie, czyli wszelkie dzielności wiążące się ze stosunkiem do wspólnoty i jej celów, mogły się rozwijać tylko w działaniu publicznym w wolnej wspólnocie politycznej – pisze Dorota Pietrzyk-Reeves w swojej pracy Ład Rzeczypospolitej.

Szlachecka edukacja obywatelska pełna była owych antycznych przykładów zaangażowania obywatelskiego w życie polis. Przykładowym utworem, który stanowi taki rodzaj wypisów z historii i moralistów antycznych jest anonimowe dziełko Philopolites to jest miłośnik ojczyzny, które swoją strukturą narracyjną (nieznany autor omawia poszczególne cnoty obywatela uwikłanego w politykę) przypomina, a jakże, wciągające spektatora opowieści omalże nie komiksowe na ścianach Palazzo Pubblico w Sienie. Asortyment bohaterów antycznych, o których uczono w klasycznej szkole europejskiej przenosił się na rodzime kulturowe grunty, stąd mamy „polskich Demostenesów”, „polskich Cyceronów” czy Katonów rodzimych itp. Oczywiście nie zawsze te polskie, nasze, odpowiedniki, funkcjonują podobnie jak określenia w rodzaju Paczków – polskie Carcassone czy Szczecin, albo Bydgoszcz – analogicznie: Paryż czy Wenecja Północy. Bez żartów: tradycja wcielała w życie publiczne postaci, które z kolei żłobiły, formowały całkiem konkretne, realne zachowania ludzkie podług norm, które podpowiadała edukacja.

Widać jednakowoż, że gdzieś w okolicach początku XVII wieku, a może, jak widać z lektury Sępa, nawet trochę wcześniej, na kartach wielu dzieł i dziełek pojawiła się debata o cnocie (z dopiskiem: szlacheckiej). Rozumiemy, iż była owa dyskusja wynikiem jednak jakiejś konieczności odpowiedzenia na pytanie o cechy szlacheckiej tradycyjnej kultury, w kontekście zmian, które podpowiadała cywilizacyjna czy ekonomiczna przemiana szlachty, która rozumowała o sobie w kategoriach rycerskich, ale jej egzystencja zaczynała coraz bardziej przypominać egzystencję latyfundystów, posiadaczy ziemskich, czy ziemian. Wiadome to jednakowoż sprawy. Tak samo znane pojawiające się prawie regularnie na pewno od czasów Piotra Skargi, publicystyczne utyskiwania na owo szlacheckie porzucenie cnotliwego, rycerskiego życia na rzecz wygód i piernatów domowych. Na liście tych krytyków na pewno wysokie miejsce zajmą Szymon Starowolski czy Wacław Potocki i wielu, wielu innych.

Do rozważenia jest jeszcze jedno zagadnienie: czy i w jakim stopniu szlachecka refleksja moralna wcielała w swe dociekania makiawelistyczne rozumienie cnoty. Jak wiadomo Machiavelli używa swego terminu „virtu”, jako pewnej umiejętności wyboru najlepszego rozwiązania pasującego do danej sytuacji. Jego bohaterowie, określani mianem: „virtuosi”, mogą, jak wiemy, nieco skonfundować nauczycieli spod znaku republiki czy stoa. Wykorzystują oni okoliczności, ich virtu przejawia się w zastosowaniu do działania cnoty roztropności prudentiae. Roztropność jest przedmiotem refleksji wielu humanistów renesansowych, jako cnota warunkująca pragmatykę ludzkiego działania. Jak wiemy pragmatyka makiawelistyczna, kiedy zestawi się ją z moralizującą literaturą epoki, przynosi solidny ładunek immoralizmu. Czy władca może kłamać? Tak, jeśli kłamstwo pomoże mu w osiągnięciu większego dobra. Czy władca może złamać dane słowo? Owszem, jeśli pozwoli mu to działanie utrzymać się przy władzy. Władca powinien potrafić, kiedy taka jest potrzeba, działać okrutnie, ale jeśli sytuacja jest odmienna (a umiejętność rozpoznania owej sytuacji jest tą umiejętnością, której Machiavelli chce nauczyć swego księcia), powinien zachowywać się zgoła odmiennie. Szlachecka myśl raczej in gremio odrzuca sugestie makiawelistyczne. Rozważa raczej inne zagadnienie: fryczowe recta ratio, które jest podstawowym warunkiem podejmowania dobrych decyzji. Na czym polega ów prawy rozum i jakie jest jego znaczenie dla życia publicznego w Rzeczpospolitej?

Powołam się na ustalenia Doroty Pietrzyk-Reeves, które najlepiej podsumowują powyższe rozważanie: Za Platonem, Arystotelesem i Cyceronem formułowano u nas dość mocną analogię pomiędzy charakterem obywatela – ładem w duszy ciała człowieka a ładem w państwie i oczekiwano, że jak się dobrze zestroi charakter obywateli, to za tym pójdzie też ład instytucjonalny, bo w cnocie obywatelskiej znajdzie przecież najlepsze oparcie.

Cnota była albowiem centrum, osią, zasadą życia politycznego, obywatelskiego Rzeczpospolitej.