Dlaczego warto pięknie pisać? Uzasadnienia z pierwszego polskiego podręcznika kaligrafii

Jedynie z wydania z roku 1695 znany jest dziś nieduży podręcznik Kaligrafija abo Kancelaryja, podpisany kryptonimem S.S.J., wskazującym na pióro Stanisława Serafina Jagodyńskiego, wierszopisa i tłumacza tworzącego w pierwszej połowie XVII w. Nie wiemy, czy była drukowana już wcześniej, gdyż żaden egzemplarz hipotetycznej editio princeps nie zachował się najprawdopodobniej do dzisiejszych czasów, lecz możliwe, że wydanie z 1695 r. przygotowano z manuskryptu, który zawieruszył się u drukarza.

Kałamarz srebrny, ilustracja z Dictionnaire de l'ameublement et de la décoration depuis le XIIIe siècle jusqu'à nos jours Henry Havard, Paris, 1887-1890.

Na karcie tytułowej określony został adres społeczny dziełka: „rzecz młodzi barzo potrzebna”. Informacja ta określa utylitarno-wychowawcze przeznaczenie książki, lecz nie odpowiada jeszcze na pytanie o to, dlaczego warto kształcić się w zakresie kaligrafii. Kwestii tej poświęcona jest wstępna rozprawa zatytułowana Dyskurs o dobrym i kształtnym pisaniu, której celem jest przekonanie czytelnika o wartości i użyteczności zalecanej w kompendium sztuki: „Bóg rozumem człowieka obdarzył, aby go nie tylko od nierozumnego stworzenia tym oddzielił, ale i onego samego tak ozdobił, iż dla rozumu samego najbardziej człowiek jest Bożym wyobrażeniem. Te tedy najdując, że rozum ludzki jest obraz Boski, zechcemy li i rozumu samego wyobrażenia i wyrażenia szukać, najdziemy dwa własne jego konterfety: język i pióro (abo raczej pióro w władną rękę). Język tłumacz, a ręka i tłumacz, i najprzedniejszy posługacz woli i rozumu naszego, a choć te dwa przednie instrumenta i rozmówienia się, i porozumienia ludzkiego jednemu panu, to jest rozumowi hołdują, tym jednak dzielą swoje powinności, iż język mową słuchowi, a ręka pismem właśnie wzrokowi, tłumacząc i odnosząc wolą naszą, usługuje. Iż zaś oba okrasę swą lubują, a piękna to i oczom ludzkim, i uszom podobać się i przez nie do serc jakoby się wkradać, każdy mądry o tym radzić i na to się ma sadzić, aby ozdobnie mógł wymówić, co mówi, i nadobnemi mógł napisać, co pisze, charakterami”.

Po tak ogólnie zakrojonym wstępie przechodzi Jagodyński do części perswazyjnej. Wychodzi od przypomnienia, iż wszystkie sprawy ludzkie, jeśli mają być uznane za dobre, dają się zweryfikować za pomocą reguły czterech „p”, to jest ocenie, czy są poczciwe, pożyteczne, pocieszne i potrzebne. Jakkolwiek wszystkie odnosi do kaligrafii, szeroko rozwodzi się tylko nad ostatnią kategorią, pisząc o społecznokomunikacyjnej funkcji języka w ogóle, dzięki któremu przejawia się człowieczeństwo istot ludzkich, oraz pisma w szczególności, a to z powodu „lepszego i snadniejszego, a daleko warowniejszego spraw i potrzeb naszych traktowania, zawierania, chowania i dotrzymania”. „Na rynku tego świata kiermaszującym” pismo jest, jak twierdzi autor podręcznika, użyteczniejsze, gdyż skuteczniej gwarantuje przykładowo pewność zawieranych umów. Preceptor kaligrafii dodaje także zaraz, iż jest to środek w wielu sytuacjach wygodniejszy, „gdyż samym [osobiście] trudno zawsze z gębą i z językiem do sąsiada”.

Następny punkt rozważań dotyczy pamięci. Jagodyński nazywa pismo „drugą pamięcią”, przeciwstawiając jego trwałość ulotności ludzkich myśli. Zresztą nie tylko ludzkich, gdyż jak pisze: „i przed samym Jowiszem Parki stoją z dyjamentowymi tablicami, na których on sobie twardo pisze, co mocno postanowił wykonać”. Dworując z analfabetów, którzy wspomagają pamięć karbami lub ikonoglifikami (tj. obrazkami), by prowadzić rejestry gospodarskie, zmierza autor do uznania pisma za wyróżnik wyższego statusu intelektualnego, uznając tym samym tzw. pamięć oralną za bardziej prymitywną. W takim ujęciu pismo staje się jednym z wyznaczników ogłady umysłowej człowieka, zwłaszcza ludzi szlachetnie urodzonych, gdyż szlachectwo jest, zdaniem autora, czymś, co zobowiązuje do władania piórem. I choć autor trzeźwo zauważa, że szlachcic może przecież posłużyć się sekretarzem, to jednak są okoliczności, które z pośrednictwa każą zrezygnować.

Porzuca w tym miejscu Jagodyński ogólne rozważania na temat społecznych funkcji pisma, przechodząc do uzasadnienia dbałości o piękny charakter pisma. Jego oczywistą funkcją jest czytelność tego, co napisane, jednak więcej uwagi poświęca on perswazyjności piękna wynikającego ze starannego pisma, piękna, które wzbudzając przyjemność wizualną dobrze usposabia do treści. Piękno ma zatem w ujęciu autora charakter retoryczny, ma prowadzić do przyjemności, apelującej do zmysłu wzroku po to, by uzyskać przychylność czytającego do treści oraz do piszącego, którego charakter pisma staje się konterfektem.

Teoretyczny aspekt zagadnienia przekłada szybko Jagodyński na praktykę: piękne pismo to instrument, dzięki któremu wielu zdobywało środki do życia, wielu też „wypisało się z małej kondycyi”, a niektórzy nawet otrzymali wysokie godności państwowe i kościelne. Także na dalszych kartach podręcznika autor powróci do tej problematyki, gdy w jednym z epigramatów własnego pióra przypomni nobilitację Szymona Szymonowica.

Ostatni argument za zdobywaniem umiejętności pięknego pisania wywiedziony został w sofistyczny sposób z przesłanek religijnych. Można sprowadzić go do schematu: skoro wiemy, iż Bóg posługiwał się pismem (tu autor przypomina ucztę Baltazara oraz tablice z dekalogiem), a niepodobna pomyśleć, że czynił coś w sposób urągający doskonałości, więc i Jego pismo musiała wyróżniać perfekcja, zatem i ludzie, którzy mają we wszystkim naśladować Boga, winni pisać w sposób nienaganny „ku okrasie naszego rozumu, który się pięknym pismem pokazuje”. Ostatnie słowa przewodu perswazyjnego to oczywiście nawiązanie do rozważań inicjalnych.

 

O podręczniku Jagodyńskiego zob. więcej: R. Krzywy, Manu propria. O kształcie retorycznym i antropologiczno-pedagogicznych treściach „Kaligrafiji” Stanisława Serafina Jagodyńskiego, w: Staropolskie kompendia wiedzy, Warszawa 2009, s. 245-256.