Droga na Wolę

W poniedziałek 21 maja 1674 po południu przy zgromadzeniu całej Rzeczypospolitej, deklarowały województwa Wielkiego Księstwa Litewskiego zgodę na JMci Pana Sobieskiego; która kiedy się skończyła, JMć Ksiądz biskup krakowski, Andrzej Tzrebicki, z JMcią panem kasztelanem krakowskim Warszyckim z domu wyszedłszy wpośród koła, pytał po trzykroć obracając się w coraz inną stronę jeśli zgoda na JMci pana Sobieskiego, marszałka i hetmana wielkiego koronnego. Kiedy tedy zgoda była wszystkich, raro exemplo przez trzy dni trwających, nominował go na króla polskiego i zaczął Te Deum laudamus, które wszyscy prześiewawszy, ruszyli się prowadząc króla JMci obranego do Świętego Jana kościoła, relacjonował autor diariusza sejmu elekcyjnego w 1674 roku. Po trzech dniach sporu posłowie litewscy wreszcie zgodzili się na obiór opromienionego chocimskim zwycięstwem kandydata, który wydawał się oczywisty w dobie wojny z Turcją. Jan III Sobieski był siódmym z kolei władcą wybranym na tron Rzeczypospolitej w drodze wolnej elekcji. Przyjrzyjmy się jej genezie i zasadom organizacji, zanim zajmiemy się przebiegiem elekcji Jana III Sobieskiego.

Jan Nepomucen Lewicki, Ubiory szlachty z: Album polonais, po 1830, litografia z kolekcji Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

O ile elekcje władców nie były niczym dziwnym w średniowiecznej i wczesnonowożytnej Europie, o tyle wolne elekcje - w których kandydować do tronu mógł każdy szlachcic, a czynne prawo wyborcze przysługiwało każdemu szlachcicowi Rzeczypospolitej - stanowiły ewenement na skalę europejską. Nic dziwnego więc, że polskie bezkrólewia i elekcje przykuwały uwagę całego kontynentu.

* * *

Polska stała się monarchią elekcyjną w wyniku wygaśnięcia dynastii Piastów wraz ze śmiercią Kazimierza Wielkiego w 1370 roku. Na mocy porozumienia dynastycznego z węgierskimi Andegawenami tron objął wówczas Ludwik Węgierski, siostrzeniec zmarłego monarchy. Ale losy polskiej korony – zwyczajowo dziedziczonej tylko w linii męskiej – nie były jeszcze przypieczętowane. Ludwik nie miał bowiem syna. Korzystając z tego król Kazimierz przed śmiercią sporządził testament, mocą którego swe odziedziczone po ojcu ziemie odrywał od Korony i przekazywał wnukowi, księciu słupskiemu Kazimierzowi (znanemu uczniom i studentom jako Kaźko Słupski). Gdyby testament wszedł w życie, dysponujący Kujawami Kaźko miałby ułatwioną drogę do polskiej korony po śmierci Ludwika. Tak się jednak nie stało, bowiem rada królewska unieważniła ostatnią wolę króla. Ludwik przejął więc państwo polskie w całości.

Jeszcze przed śmiercią ostatniego Piasta Ludwik Węgierski paktował z polskim możnowładztwem, by w ten sposób zapewnić sobie jego przychylność i uniknąć wewnętrznych niepokojów w Polsce. Jeszcze w 1355 roku wydał przywilej budziński, zapowiadający, że w przypadku objęcia tronu nie będzie gnębił poddanych nadmiernymi podatkami. Po wstąpieniu na tron zaś, gdy przyszedł czas na trwałe rozstrzygnięcia, ogłosił w 1374 roku w Koszycach sławny przywilej, od którego w programach szkolnych zaczynają się lekcje poświęcone polskim przywilejom szlacheckim. Nie będziemy go tu omawiać w całości, choć miał kolosalne znaczenie nie tylko dla skarbowości (o czym mówi się w szkole), lecz także dla ustroju przyszłej Rzeczypospolitej (zasada mianowania na urzędy dożywotnio jedynie Polaków, ściślej przedstawicieli polskiego rycerstwa). Z punktu widzenia interesującego nas zagadnienia przytoczenia wymaga fragment, który czynił z Polski monarchię elekcyjną:

Szczerze i z dobrej woli troszcząc się aby Królestwo nasze Polskie w dobrym stanie i mocy trwało, zobowiązaliśmy niegdyś obietnicami dokumentów, czyli przywilejów, szlachtę tegoż królestwa, że po zejściu naszym z tego świata będzie miała i weźmie sobie za spadkobiercę i następcę na tronie polskim potomstwo nasze tylko płci męskiej, nie zaś żeńskiej [podkreślenie – MK]; następnie jednak z zezwolenia i woli panów, szlachty oraz wszystkich innych – gdy potomstwa męskiego nie ma – córki nasze, te mianowicie, co do których nastąpi zgoda, aby były następcami naszymi...

W ten sposób król Ludwik osiągnął dynastyczny cel – tron dla jednej ze swych dwóch córek – szlachta zaś (poza innymi prerogatywami) miała odtąd trwały, prawnie usankcjonowany wpływ na obsadzanie tronu.

Ludwik Węgierski zmarł w 1382 roku, a tron polski objęła jego córka Jadwiga. Choć była pełnoprawną władczynią, to przecież, zgodnie ze standardami owej epoki, nie mogła panować samodzielnie. Małgorzata Duńska obejmując w tym samym mniej więcej czasie (1397) trzy trony skandynawskie była wdową, czasy angielskiej Elżbiety I – panny na tronie – jeszcze nie nadeszły. Nic dziwnego więc, że inicjatywa wynalezienia małżonka dla młodej królowej przeszła w ręce rady Królestwa Polskiego. Jak wszyscy wiemy, w 1385 roku w Krewie, małżonka znaleziono w osobie litewskiego księcia Jagiełły, który, ochrzciwszy się, pojął za żoną Jadwigę. Jej narzeczony, Wilhelm Habsburg, musiał zadowolić się odszkodowaniem, choć sama królowa przedkładała go (przynajmniej początkowo) nad świeżo ochrzczonego Jagiełłę. Względy osobiste musiały jednak ustąpić wobec względów politycznych, których wyrazicielem była rada królewska.

Zasiadający na tronie polskim blisko 200 lat Jagiellonowie byli monarchami elekcyjnymi. Jagiełło musiał przebrnąć przez ciężkie i pełne napięć negocjacje z polskim możnowładztwem zanim zapewnił tron swemu pierworodnemu synowi, Władysławowi (1424-1444), zwanemu później, z racji miejsca tragicznej śmierci, Warneńczykiem. Zapłacił za to obietnicą bliższego związania Litwy z polską Koroną i przywilejami dla rycerstwa.

Również droga na tron polski Kazimierza Jagiellończyka, młodszego brata Władysława Warneńczyka, nie należała do prostych. Dość powiedzieć, że negocjacje przeciągały się aż do 1447 roku, a w polu rozważań pojawiali się inni kandydaci. W istocie rzeczy jednak nie byli oni traktowani do końca poważnie. Chodziło raczej o wywarcie nacisku na głównego kandydata z dynastii Jagiellonów, by przyjął warunki stawiane przez reprezentującą poddanych radę. Tego typu negocjacyjne przekazywanie korony – niemal zawsze w obrębie panującego rodu – znane było w wielu krajach, by wymienić tylko Danię, Szwecję i Rzeszę Niemiecką. W tej ostatniej elekcja była bardziej sformalizowana. Jej zasady regulowała „Złota Bulla” cesarza Karola IV Luksemburga z 1356 roku, która wyznaczyła 7 elektorów – 4 świeckich (król Czech, elektorzy Brandenburgii i Saksonii, Palatyn Renu) i 3 duchownych (arcybiskupi Kolonii, Moguncji i Trewiru). W każdym z tych przypadków elekcja była okazją do przedstawienia kandydatowi do tronu postulatów poddanych i wynegocjowaniu tzw. kapitulacji wyborczej, zawierającej zobowiązanie nowego panującego do spełnienia zawartych w niej warunków.

Portret Kazimierza Jagiellończyka z druku Gerarda de Roo, 1621; Biblioteka Narodowa

Kolejne regulacje dotyczące następstwa tronu polskiego zmierzały do tego, aby wyboru dokonywały wspólnie rada polska i litewska, co miało cementować personalną unię Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa, zapobiegając zatargom wewnętrznym, takim jak bunt Świdrygiełły i wynikła z niego wojna domowa z lat 1431-1435.

Groźnego wyłomu w stosunku do ugruntowanej już praktyki elekcyjności dokonał w 1530 roku Zygmunt I (znany jako Stary). W 1530 roku, pod wpływem żony, Bony Sforza, a także mając na względzie wygaśnięcie czesko-węgierskiej linii Jagiellonów po śmierci króla Ludwika Jagiellończyka na polu bitwy pod Mohaczem (1526), zdecydował się przeprowadzić za swego życia elekcję na tron polski i koronację 10-letniego syna, również Zygmunta. Odtąd Rzeczpospolita miała dwóch królów: aktualnie panującego Zygmunta I, zwanego dla odróżnienia od syna Starym, i koronowanego już następcę tronu, małego Zygmunta Augusta (August dla łatwego odróżnienia od ojca).

Przedstawiciele krystalizującego się w Izbie Poselskiej ruchu egzekucyjnego potraktowali koronację następcy za życia panującego jako groźny precedens, mogący doprowadzić do przekreślenia elekcyjności polskiego tronu, a tym samym do dalszego ograniczenia wpływu poddanych losy państwa. Wszak egzekucjoniści domagali się nie tylko uzdrowienia skarbu, lecz także przestrzegania przez współpracującego z senatem monarchę postanowień takich ustaw, jak konstytucja nihil novi z 1505 roku, która gwarantowała wpływ Izby Poselskiej na ustawodawstwo. Król musiał się ugiąć pod tym naciskiem, tym bardziej, że i senatorowie mogli obawiać się nowego precedensu. Stąd dwie konstytucje, z lat 1530 i 1538, gwarantujące elekcyjność tronu. Pierwsza z nich, przyjęta w marcu 1530 roku podczas sejmu koronacyjnego młodego królewicza, stanowiła:

Zygmunt, z bożej łaski król Polski, wielki książę litewski [...]. Jawnym czynimy wszystkim, że jakkolwiek dawny był obyczaj w Królestwie naszym, aby po zgonie królów i wobec braku władzy królewskiej panowie rady [tj. senatorowie] obydwu stanów [tj. duchownego i świeckiego] wzajemnie się naradziwszy, sejm walny elekcyjny postanowili i wszystkim członkom i stanom Królestwa na czas właściwy ogłosili, aby każdy kto tylko by zechciał mógł nań przybyć...

W ocenie liderów Izby Poselskiej obietnica ta nie była jednak dostatecznie jasna, a w każdym razie za dużo w cytowanym tekście o senatorach, a za mały w nim nacisk na pozostałych uczestników owego sejmu walnego elekcyjnego. Tak więc sprawa właściwej gwarancji dla elekcji znalazła się wśród postulatów ruchu egzekucyjnego przedstawionych królowi i senatowi podczas sejmu w 1536 roku, a potem głośno podnoszonych przy okazji rokoszu lwowskiego (1537). Konsekwencją była konstytucja sejmu z 1538 roku: Na wieczną rzeczy pamiątkę, my Zygmunt z Bożej łaski król Polski, wielki książę litewski [...] oznajmiamy [...] komu tylko wiedzieć należy, wszystkim i każdemu z osobna, natenczas i w przyszłości będącym [...], stanowimy i rozstrzygamy, za zgodą całego senatu Królestwa i posłów ziemskich, co winno być na wieczne czasy  zachowywane, że gdyby się coś względem [obioru] króla Polski czynić miało [...] sejm walny Królestwa ma zostać zwołany dla wyboru nowego króla i stać się ma elekcja króla bez przymusu, tak by za zgodą i wolą wszystkich: senatorów i panów rady Królestwa, prałatów, baronów, rycerzy, szlachty, jacy tylko na sejm ten zjadą i udział w nim wezmą, nowy król został wybrany i ogłoszony. Zmiana tonu, a przede wszystkim otwarte wymienienie w cytowanym dokumencie posłów ziemskich jako współuczestników elekcji, są znamienne.

Sprawa zasad elekcji na tron Rzeczypospolitej nabrała aktualności 20 lat po ogłoszeniu cytowanej wyżej konstytucji wobec bezdzietności Zygmunta Augusta. Podczas sejmu 1558-1559 przedstawiciele rosnącego w siłę ruchu egzekucyjnego zgłosili pod obrady poselski projekt zasad elekcji. Zakładał on, że wyboru króla dokona sejm złożony z izby poselskiej w poczwórnej liczebności w stosunku do zgromadzeń normalnych, podczas gdy liczebność senatu zostanie pomniejszona, bowiem kasztelanowie winni w okresie bezkrólewia przebywać w swych grodach, by strzec porządku publicznego. Nie wiadomo jak miała przebiegać sama procedura elekcji, ale można przypuszczać, że pomysłodawcy liczyli się z głosowaniem większością. Rzecz jasna, projekt nie zyskał akceptacji senatorów, a i król Zygmunt August – jeszcze wówczas podejrzliwy wobec ruchu egzekucyjnego – również potraktował ów projekt jako próbę przechylenia szali wpływów w państwie na stronę Izby Poselskiej. Jedyne czego zdołano dokonać za życia Zygmunta Augusta, to ogólnikowe potwierdzenie elekcyjności tronu Rzeczypospolitej w akcie unii lubelskiej (1569): A temu obojem narodowi żeby juz wiecznymi czasy jedna głowa, jeden pan i jeden król spólny rozkazował, który spolnymi głosy od Polaków i Litwy obran, a miejsce obierania w Polszcze, a potem na Królestwo Polskie pomazan i koronowan w Krakowie będzie...

6 lipca 1572 roku zmarł w Knyszynie król Zygmunt August. Członkowie skonfliktowanego na tle wizji przyszłego ustroju państwa i poróżnieni wyznaniowo senatorowie nie zdołali porozumieć się co szybkiego zwołania sejmu elekcyjnego i wyboru nowego władcy, co postawiłoby szlachtę wobec faktów dokonanych i stworzyło precedens na przyszłość. Namówiony przez biskupa kujawskiego Stanisława Karnkowskiego, konsekwentnego zwolennika elekcji króla przez szersze rzesze szlachty, prymas Jakub Uchański zwołał zjazd senatorów do Łowicza. Dyskutowano przede wszystkim o sposobie zapewnienia pokoju wewnętrznego w kraju w okresie bezkrólewia, ale też zapowiedziano ogólniejszą debatę o stanie państwa i przyszłości jego ustroju, dla której wygaśnięcie dynastii było rzeczywiście dobrą okazją. Oznaczało to oczywiście wydłużenie bezkrólewia, w czasie którego władzę sprawował senat, a jego decyzje ogłaszał w uniwersałach arcybiskup gnieźnieński, prymas, pełniący w czasie bezkrólewia funkcję interrexa, tymczasowej głowy państwa. Rzecz jasna, owa debata publiczna musiała się gdzieś rozgrywać. Areną miały być zwołane na październik sejmiki i styczniowy sejm konwokacyjny.

XIX-wieczna redukcja (miniaturowa kopia) pomnika nagrobnego Zygmunta Augusta z katedry na Wawelu, zbiory muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

Podkreślić trzeba w tym miejscu skutki łowickich uchwał dla kształtu ustrojowego przyszłej Rzeczpospolitej. Tam właśnie postanowiono, że w okresie bezkrólewi tymczasową głową państwa będzie prymas, że bezkrólewia będą odtąd okresem dyskusji o stanie państwa, w której brać może udział każdy szlachcic, że – wreszcie – samą elekcję poprzedzi sejm konwokacyjny (potem każdą elekcję taki sejm poprzedzał). Elekcję króla uważa się za czyn osobisty ludzi przytomnych na sejmie i biorących w nim prawny udział – pisał w uniwersale z lipca 1572 roku wojewoda sandomierski Piotr Zborowski, i dodawał, że wolna elekcja to: największy prawie fundament i prawie [...] korzeń, na którym wszystkie wolności nasze kwitną. A nie więcej pańskie wotum waży jedno jako szlacheckie, wtórował mu Stanisław Karnkowski. Epoka wolnych elekcji rozpoczęła się.