Dwory sąsiadów króla Jana III Sobieskiego w okolicach Lubaczowa

U progu dorosłego życia Jan Sobieski związany był z dworem w Jaworowie na ziemi lwowskiej (ob. na Ukrainie). Był to jego pierwszy w pełni samodzielny dom, który do końca życia darzył dużym sentymentem. Jako starosta jaworowski uczył się też zarządzać obszernym zespołem dóbr ziemskich, zdobywając w tym zakresie duże doświadczenie spożytkowane później w Żółkwi i Wilanowie. Choć Jan Sobieski zapamiętany został przede wszystkim jako żołnierz i wódz, to doskonale wypełniał również powinności dobrego gospodarza. Do jego obowiązków, zgodnie ze staropolską obyczajowością, należała również gościnność i utrzymywanie stosunków z sąsiednimi dworami.

Relacje sąsiedzkie oczywiście nie zawsze były dobre. Właścicielem dworu w Krakowcu, na zachód od Jaworowa był znany warchoł i zabijaka Andrzej Ładohowski, z którym Sobieski prowadził na początku lat 50. XVII wieku burzliwe spory. Na ogół jednak kontakty właścicieli okolicznych dworów z możnym starostą jaworowskim, który szybko awansował w hierarchii urzędniczej i wojskowej, były dobre. Świadczy o tym przykład domów szlacheckich położonych w sąsiednim województwie bełskim, wokół Lubaczowa. Mieszkający tu sąsiedzi Jana Sobieskiego należeli do jego najbliższej klienteli, a nawet do grona najwierniejszych przyjaciół.

Najbliżej Jaworowa leżał dwór w Wielkich Oczach. W okresie, gdy Jan Sobieski zagospodarowywał się w starostwie jaworowskim, właścicielami dóbr wielkoockich byli Mohyłowie, wywodzący się z rodu hospodarów wołoskich i mołdawskich. To zapewne oni zbudowali tam pierwszy dwór. Rozwój tej szlacheckiej siedziby nastąpił jednak za czasów kolejnego właściciela, Andrzeja Modrzewskiego. Otrzymał on dobra wielkoockie w połowie lat 60. XVII wieku od Anny z Mohyłów Potockiej, jako formę podziękowania za uratowanie życia jej męża, hetmana Stanisława Rewery Potockiego, w bitwach z Moskwą i Kozakami pod Gródkiem Jagiellońskim w 1655 roku i ze Szwedami pod Warszawą rok później. Te szczęśliwe okoliczności, które przymnożyły mu sławy i majątku, miały niewątpliwie wpływ na świetną karierę, wiodącą od prostego szlachcica i żołnierza do najwyższych godności w państwie już za króla Jana III.

Dawny dwór w Wielkich Oczach, ob. siedziba Urzędu Gminy, fot. J. Mazur

Sąsiedztwo Wielkich Oczu z Jaworowem musiało również w tym zakresie odegrać ważną rolę. Modrzewski dość wcześnie zaprzyjaźnił się bowiem z Sobieskim, stając się przy tym jego bliskim powiernikiem. Niestety ta bliska zażyłość, którą w pewnym sensie można porównać z rolą Marka Matczyńskiego, innego wiernego przyjaciela króla, została gwałtownie przerwana z powodu śmierci Modrzewskiego, podówczas już podskarbiego nadwornego koronnego, w batalii wiedeńskiej.

Ze względu na przyjacielskie więzi łączące obydwu sąsiadów można się domyślać, iż Jan Sobieski często gościł w Wielkich Oczach. Niestety, materiały źródłowe niewiele o tym mówią. Na podstawie pośrednich informacji można się jednak domyślać, że wizyty te miały miejsce. Jedna z nich mogła być związana z uroczystościami weselnymi Andrzeja Modrzewskiego i Urszuli Krasickiej, kasztelanki przemyskiej, które odbyły się w 1678 roku. Wiadomo, że król Jan III i królowa Marysieńka uczestniczyli w ślubie, a sama uroczystość mogła odbyć się właśnie we Wielkich Oczach. Ponadto dwór wielkoocki leżał na szlaku między Jaworowem a Wysockiem, należącym do królowej. Monarcha, często goszcząc we dworze swej małżonki, musiał wielokrotnie przejeżdżać przez majątek Modrzewskiego.

Kościół podominikańśki w Wielkich Oczach, fot. J. Mazur

W tym czasie rezydencja we Wielkich Oczach, niewątpliwie za sprawą Modrzewskiego, reprezentowała już w pełni rozwiniętą formę, choć badacze nie są pewni, czy była to jeszcze przebudowana drewniana fortalicja Mohyłów, czy już zachowany do dziś murowany dwór z wysokim belwederem i klasycyzującą dekoracją architektoniczną. Za czasów Modrzewskiego, zapewne z jego inspiracji, dwór wielkoocki otoczony został umocnieniami bastionowymi w typie staroholenderskim. Relikty ziemnych wałów zachowały się do chwili obecnej. Towarzyszą im od wschodu podmokłe łąki - pozostałość obszernego stawu, który łącznie z innymi tego typu zbiornikami wodnymi dał podstawę do wykształcenia się charakterystycznej nazwy tej miejscowości.

Na północny-zachód od Wielkich Oczu, około 40 kilometrów od Jaworowa, znajdował się kolejny dwór należący do innego przyjaciela i towarzysza broni Jana Sobieskiego, a dzięki koligacjom rodzinnym także jego powinowatego, którym był Mikołaj Hieronim Sieniawski, wojewoda wołyński i hetman polny koronny. Dwór w Oleszycach, bo nim mowa, był w rękach Sieniawskich od 2. połowy XVI wieku. Główną rezydencją tego rodu były wprawdzie Brzeżany, ale oleszycka rezydencja, wraz ze wzniesionym później pałacem w pobliskiej Sieniawie, spełniała ważną rolę gospodarczą w zarządzaniu dużym kompleksem dóbr należących do Sieniawskich, a położonych w województwie ruskim i bełskim.

Rolę Oleszyc w pełni doceniał też Mikołaj Hieronim Sieniawski. Był on częstym gościem w jaworowskiej rezydencji Sobieskiego, wzorował się na jego przedsięwzięciach budowlanych i artystycznych. To właśnie jemu przypisuje się wystawienie w Oleszycach nowego dworu. Wzniesiony został, jak można się domyślać, w latach 60. lub 70. XVII wieku. Dwór zwany też zamkiem, a nawet pałacem, reprezentował klasyczne założenie staropolskiej siedziby szlacheckiej. Wzniesiony był na planie prostokąta z czterema narożnymi alkierzami, z drewna na głębokim, murowanym podpiwniczeniu. Wystrój wnętrza w dużym stopniu wzorowany był na dekoracji sal pałacu jaworowskiego. Sieniawski specjalnie wysyłał do Jaworowa rzemieślników i artystów, by obejrzeli znajdujące się tam piece kaflowe i obrazy. W efekcie rezydencja oleszycka urządzona była z dużym przepychem, przewyższając pod wieloma względami wystrój zamku w Brzeżanach.

Dwór położony był pośrodku umocnień ziemnych w systemie staroholenderskim z czterema narożnymi bastionami, ujętymi z jednej strony wodami stawu, a z drugiej głębokim przekopem. Według lokalnej tradycji potężne bastiony, jeszcze dziś robiące duże wrażenie, usypali tureccy jeńcy, być może wzięci do niewoli po bitwie pod Chocimiem w 1673 roku. Na wyposażeniu takiej fortalicji, która jednakże nie miała już okazji odegrać poważniejszej roli militarnej, występowało kilka armatek.

W otoczeniu dworu nie mogło zabraknąć ogrodów. Rozmiłowany w nich król Jan III Sobieski, dawał swoim sąsiadom dobry przykład jak je właściwie założyć i utrzymywać. Ogród przy dworze oleszyckim reprezentował właściwy dla swej epoki wczesnobarokowy geometryczny układ oparty na wzorach francuskich, złożony z płaskich, prostokątnych parterów kwiatowych wydzielonych wysokimi, strzyżonymi alejami lipowymi i szpalerami grabowymi, które odpowiednio pielęgnowane budziły przez kolejne stulecia niekłamany zachwyt.

Podobnie jak przy okazji dworu w Wielkich Oczach, nie posiadamy informacji o pobycie w Oleszycach króla Jana III Sobieskiego. Nie można jednak tego wykluczyć, biorąc pod uwagę choćby częste pobyty hetmana Sieniawskiego w Jaworowie, czy w pobliskim Szkle, gdzie korzystał z dobroczynnych wód mineralnych.

Po przedwczesnej śmierci Sieniawskiego, który podobnie jak wspomniany poprzednio podskarbi nadworny Andrzej Modrzewski, odszedł z tego świata na skutek ran odniesionych w kampanii wiedeńskiej, dobra oleszyckie przeszły na jego syna Adama Mikołaja Sieniawskiego, kasztelana krakowskiego i hetmana wielkiego koronnego. Wraz ze swą małżonką, Elżbietą z Lubomirskich, aktywną uczestniczką ówczesnego życia politycznego, dbał o dwór oleszycki, w którym znajdowały się również akcenty odwołujące się do chlubnej pamięci o królu Sobieskim. Tradycje te podtrzymywała Elżbieta Sieniawska, która zadbała o spuściznę po Janie III w pałacu wilanowskim. Ta wybitna osobowość swej epoki często przebywała w swych dobrach ruskich i zmarła w pałacu oleszyckim w 1729 roku.

Portret Elżbiety Sieniawskiej jako Minerwy, malarz saski, ok. 1730, z kolekcji Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, fot. Z. Reszka

Po Sieniawskich pałac oleszycki przejęli i gruntownie odremontowali w połowie XVIII wieku Czartoryscy, a pod koniec XIX wieku książęta Sapiehowie. Niestety budynek nie przetrwał II wojny światowej. Został spalony w czasie walk niemiecko-rosyjskich w czerwcu 1941 roku. Pozostały „tureckie” wały ziemne i pozostałości niegdyś świetnego parku.

Z rezydencją oleszycką ściśle związany był położony w sąsiedztwie, również nie zachowany do dziś, dwór w Starym Dzikowie. Zlokalizowany w dużym kompleksie leśnym pełnił jak się wydaje rolę ekskluzywnego pałacyku myśliwskiego. Była tu także zbrojownia. Przechowywano w niej kilka armat, strzelby oraz kopie husarskie, wśród nich dwie z czasów wyprawy wiedeńskiej. Przy samej rezydencji nie mogło zabraknąć ogrodu z kwaterami kwiatowymi wzorowanymi na ogrodach jaworowskich króla Jana III.

W sąsiedzkim kręgu dworów funkcjonujących w orbicie królewskiej rezydencji w Jaworowie występowało w okolicach Lubaczowa jeszcze wiele innych mniejszych lub większych domów szlacheckich. W centralnym ośrodku regionu, w Lubaczowie, istniał drewniany zamek starościński zarządzający dużym kompleksem dóbr królewskich. W 2. połowie XVII wieku starostwo lubaczowskie było przeważnie w rękach osób blisko związanych z dworem Jana III, a nawet złączonych z nim więzami rodzinnymi, jak książę Józef Karol Lubomirski, który poślubił księżnę Teofilę Ludwikę z książąt Ostrogskich-Zasławskich, siostrzenicę króla.

Kilka dworów należało do żołnierzy, aktywnych uczestników wojen prowadzonych za czasów hetmana, a później króla Jana III Sobieskiego. Rotmistrzami królewskimi byli: Adam Antoni Bełżecki, kasztelan bełski, właściciel ufortyfikowanego dworu w Nowym Siole pod Cieszanowem; Stefan Jan Silnicki, starosta buczniowski, chorąży podolski, dziedzic Narola; Samuel Lipski, stolnik kijowski, współwłaściciel dóbr lipskich, uczestnik bitwy pod Wiedniem; Piotr Felicjan Telefus podczaszy halicki, pan na Horyńcu.

Spośród tych wszystkich rezydencji szlacheckich właśnie dwór, a później pałac horyniecki zachował najsilniejsze tradycje związane z pobytem Jana Sobieskiego. Położenie Horyńca wśród lasów roztoczańskich czyniło z miejscowego dworu doskonałe miejsce do organizacji polowań, jednej z ulubionych rozrywek króla. Wiadomo ze słów samego zainteresowanego, odnotowanych w jednym z listów, że okolice Horyńca były mu doskonale znane, co może potwierdzać przypuszczenie o częstych wizytach w tych stronach. Tradycje te były podtrzymywane przez kolejnych posesorów pałacu, który po odbudowie ze zniszczeń wojennych istnieje do dziś. Na początku XX wieku jeden z ostatnich właścicieli Horyńca z rodu książąt Ponińskich - książę Aleksander Oskar Poniński polecił umieścić na elewacji rozbudowanego dworu wykuty w kamieniu herb króla Jana III, przykład sztuki rzeźbiarskiej na wysokim poziomie.

Herb Janina na pałacu w Horyńcu-Zdroju, fot. T. Poźniak

Lokalna tradycja wspomina również o istnieniu dworków myśliwskich, czy raczej o pobytach Jana Sobieskiego na polowaniach w dworach w Chotylubiu i Łówczy, położonych w pasie roztoczańskich lasów, na północny-zachód od Horyńca.

Choć w zachowanych źródłach pisanych nie znajdziemy jednoznacznej wzmianki potwierdzającej obecność króla Jana III Sobieskiego w dworach wokół Lubaczowa, to z pewnością wszyscy jego sąsiedzi – właściciele tychże rezydencji byli mu znani. Sąsiedzkie więzi były bowiem silnym elementem scalającym społeczność szlachecką, szczególnie jeśli sąsiadem był sam król.