Edukacja w Polsce w XVI i XVII wieku

W XVI i XVII wieku, w czasach, kiedy żyli i działali Sobiescy – Marek, Jakub i Jan, poziom oświaty w Polsce nie odbiegał od poziomu europejskiego. W Rzeczypospolitej istniały szkoły parafialne, średnie i wyższe. Potrydenckie postulaty kulturowe, uwzględnione w programach nauczania, nakazywały uczyć w sposób nowoczesny, a jednocześnie zgodny z wiarą i moralnością katolicką. W tym czasie nastąpił rozwój sieci szkół, co spowodowało szerszy dostęp warstw plebejskich do oświaty. Młodzież pochodzenia szlacheckiego stanowiła znaczący procent studiujących, ale proporcje te były różne w różnych ośrodkach miejskich. Potrzebę kształcenia swoich synów odczuwali także mieszczanie, a poeta laureatus Klemens z Januszkowa jest dowodem na to, że do akademii trafiały również dzieci chłopskie. Dzięki stypendiom fundowanym przez władze miejskie lub przez bogatych patrycjuszy na przełomie XVI i XVII w. 40% studiujących w Akademii Krakowskiej stanowili mieszczanie. Inne były proporcje w gimnazjach akademickich na północy kraju: w Toruniu, Elblągu i Gdańsku kształciło się 90% dzieci mieszczan.

Jan Zamoyski, założyciel Akademii Zamoyskiej, wizerunek z XIX w., z kolekcji Muzeum Pałacu w Wilanowie. Fot. Z. Reszka.

Szkoły parafialne pozostawały wtedy pod opieką rad miejskich, które troszczyły się o ich utrzymanie, dobierały programy nauczania i kadrę nauczycielską (wywodzącą się ze stanu mieszczańskiego). Szkoły te zostały zreformowane po Soborze Trydenckim, a na początku XVII w. profesorowie Akademii Krakowskiej opracowali dla nich jednolite założenia programowe.

W XVII w. obok akademii jezuickich istniały kolegia jezuickie, należące do kategorii szkół średnich. Nota bene w tych czasach, wśród szkół średnich Rzeczypospolitej, najwięcej było jezuickich, zapewniających dość wysoki poziom nauczania. Istniały także inne szkoły średnie: Szkoła Nowodworskiego w Krakowie, Szkoła Chełmińska oraz szkoły różnowiercze w Rakowie, Lesznie, Elblągu, Gdańsku i Toruniu. Program Szkoły Nowodworskiego i Szkoły Chełmińskiej opracowali profesorowie Akademii Krakowskiej.

Rozwój szkolnictwa był jednym z najważniejszych ideowych postulatów jezuitów, którzy nie wprowadzili radykalnych zmian do już sprawdzonych programów nauczania. Zapoznali się także z metodami stosowanymi w szkołach protestanckich. Szkolnictwo jezuickie zaczęło rozwijać się w Europie w połowie XVI w. W drugiej połowie XVIII w. w Rzeczypospolitej istniały dwie akademie i pięćdziesiąt sześć kolegiów. Program nauczania w kolegiach jezuickich wypełniały nauki humanistyczne. Nauka łaciny stała się rodzajem ćwiczenia duchowego. Jezuici byli z reguły doskonałymi mówcami, stąd ważnym elementem kształcenia była retoryka, która miała uczyć myślenia, wnioskowania i argumentowania. Zajęcia prowadzono wyłącznie po łacinie. Naukę zaczynano od podstaw gramatyki tego języka, a stopień jej znajomości był wyznacznikiem podziału na klasy. Po opanowaniu gramatyki uczeń trafiał do klasy poezji, gdzie zdobywał wiedzę z zakresu poetyki i retoryki starożytnej. Następnie przechodził do klasy retoryki, w której programie uwzględniono lekturę rzymskich mów i traktatów o retoryce.

W XVII w. akademie dysydenckie w Rakowie, Lesznie, Elblągu, Toruniu i Gdańsku w niektórych dziedzinach kształciły na poziomie uniwersytetów. Szkoła arian w Rakowie działała do 1638 r., a szkoła braci czeskich w Lesznie do 1656 r. Środowisko arian z uwagą śledziło przemiany umysłowe zachodzące na terenie Europy Zachodniej i nawiązywało kontakty z ich inicjatorami. Wielu profesorów niemieckich obejmowało stanowiska wykładowców na luterańskich akademiach Prus Królewskich. W akademiach dysydenckich, podobnie jak w szkołach katolickich, językiem wykładowym pozostawała łacina. Do nauki języków nowożytnych nie przywiązywano tu wielkiej wagi. Synowie szlacheccy kształcili się przede wszystkim w Rakowie, podczas gdy synowie mieszczan – w szkołach Prus Królewskich. Rektorem akademii w Rakowie był Jan Amos Komeński, który w szkolnej praktyce stosował część swoich koncepcji. Akademia ta, założona w 1602 r., wyrokiem królewskim zamknięta w 1638 r., dysponowała znakomitą kadrą profesorską i przyciągała studentów i wykładowców z całej Europy.

W programie szkół ariańskich wiele miejsca poświęcono etyce, a zwłaszcza obowiązkom obywatela wobec państwa i społeczeństwa. Ze współczesnych osiągnięć przenikały tu głównie nauki ścisłe. Wielkie było zainteresowanie matematyką, geografią, fizyką i astronomią. Niezmiernie ciekawy jest choćby odmienny stosunek braci polskich i protestantów do idei systemu heliocentrycznego. Arianie propagowali ją z wielkim zaangażowaniem, gdy tymczasem protestanci długo byli niechętni temu odkryciu. Przedmiotów humanistycznych, tj. filologii, prawa i historii nauczano w sposób tradycyjny, z tym tylko, że siedemnastowieczna historiografia różnowiercza nosiła charakter wyznaniowy. Różnowiercy pozostawali także raczej obojętni na wpływy nowej filozofii, reprezentowanej przez Kartezjusza, Locke’a, Bacona i Spinozę.

Istniały także szkoły prywatne, jak np. te założone w miastach Prus Królewskich, w których szczególny nacisk kładziono na naukę języków obcych, ponieważ miały one przygotowywać do zawodu kupieckiego.

Na początku XVI wieku w Poznaniu powstała Akademia Lubrańskiego, nowy typ szkoły humanistycznej, wzorowana na Gymnasium Palatinum w italskiej Mantui. Było to pozbawione prawa nadawania stopni naukowych gimnazjum akademickie. W okresie swojej świetności, w latach 1530 – 1550, Akademia gościła profesorów z uniwersytetu krakowskiego. Kolegium Lubrańskiego ukończył Klemens Januszkowski. Na wysokim poziomie uczono tu zwłaszcza języków klasycznych.

Pod koniec XVI w. powstała Akademia Zamoyska, która w pierwszych latach istnienia była znana w całej Europie Środkowej. Założona jako szkoła średnia, w 1594 r. została przekształcona w uniwersytet, trzeci w Rzeczypospolitej po uczelni w Krakowie i Wilnie, przemianowanej w 1579 r. przez Stefana Batorego ze szkoły jezuickiej na akademię. Historia Zamoyskiej uczelni liczy sobie sto osiemdziesiąt lat. Kierownikiem szkoły średniej był znakomity poeta Sebastian Klonowic, wspierany przez innego sławnego poetę, Szymona Szymonowica. Zamoyski, wychowanek uniwersytetów Zachodu, chętnie otaczał się ludźmi, którzy władali piórem, a nie orężem: literatami, historykami, filologami i prawnikami. Swoją Akademię założył z wielkim rozmachem. Jej otwarcie zostało poprzedzone analizą programów nauczania w wielu innych szkołach: włoskich, niemieckich i francuskich (innowierczych i jezuickich). Nauka trwała zwykle dziesięć lat. Do akademii przyjmowano chłopców w wieku sześciu, siedmiu lat. Co pół roku uczniowie przystępowali do egzaminów, które pozwalały na szybsze rozpoczynanie kolejnych kursów.

W XVII wieku w Rzeczypospolitej działały trzy szkoły wyższe: Akademia Krakowska, Wileńska i Zamoyska. Ich poziom stopniowo się obniżał. Profesorowie Akademii Krakowskiej, którą z jednej strony próbowali sobie podporządkować jezuici, a z drugiej strony władze kościelne dążyły do ograniczenia jej samorządności, tracili wiele sił i energii na obronę swojej autonomii.

W XVI w. wielu młodych ludzi, zarówno pochodzenia szlacheckiego, jak i mieszczańskiego wyjechało na studia zagraniczne. Dotychczas wybierali oni przede wszystkim uniwersytety włoskie i francuskie, ale w drugiej połowie wieku chętniej decydowali się na uczelnie niemieckie, zwłaszcza te, które opanowała kontrreformacja. Wychowankowie szkół jezuickich zachęcani byli do studiów w Wiedniu, Gratzu, Ingolstadzie, Dillingen, Fryburgu lub Moguncji. Wracali do Rzeczypospolitej ukształtowani inaczej niż Polacy, którzy niegdyś ciągnęli po wiedzę do świetnych włoskich uczelni w Padwie, Ferrarze i Bolonii. W dobie kontrreformacji prestiż uczelni włoskich wyraźnie się zmniejszył. W XVII w. młodzież szlachecka mogła ciągle jeszcze odebrać doskonałe wykształcenie w Akademii Krakowskiej w dziedzinach takich jak matematyka. Jednak zarówno młodzi arystokraci, jak i przedstawiciele innych stanów, finansowani przez bogatych protektorów, zgodnie z utrwaloną tradycją chętnie ruszali na studia do zagranicznych ośrodków uniwersyteckich: do Padwy, Rzymu, Paryża, Lowanium etc. Coraz częściej jednak zwyczaj studiowania za granicą poddawano surowej krytyce. Synowie szlacheccy mogli zdobywać wykształcenie i nabierać ogłady, towarzysząc młodym arystokratom na dworach magnackich w Rzeczypospolitej.

Podróże zagraniczne trwały zwykle od dwóch do sześciu lat. Siedemnastowieczny polski pisarz, Szymon Starowolski, odbył cztery podróże zagraniczne jako dworzanin lub mentor młodych magnatów. Pierwsza podróż trwała co najmniej dwa lata i wiodła przez Niemcy do Niderlandów; trudno powiedzieć, czy objęła także Francję i Hiszpanię. Starowolski odbył ją jako członek orszaku Konstantego i Janusza Ostrogskich, zatem jego obowiązki ograniczały się do wszelkiego rodzaju posług. Z pewnością sam Starowolski wiele się w jej trakcie nauczył. Drugą, trzecią i czwartą podróż odbył już jako wychowawca młodych Sapiehów, Potockich i Koniecpolskich. W czasie drugiej przebywał w sławnych włoskich miastach: Padwie, Wenecji i Rzymie. Trzecia zawiodła go m.in. do Lowanium, Antwerpii i Kolonii. Nieznana jest trasa czwartej podróży Starowolskiego. Z tego zestawienia peregrynacji wynika, że synowie magnaccy udawali się w podróż po Europie, aby zdobyć światową ogładę i przynajmniej otrzeć się o sławne ośrodki naukowe. Podróże te służyły poznaniu takich krajów jak: Niemcy, Francja, Hiszpania, Włochy, Niderlandy i Anglia. W ich trakcie studiowano na zagranicznych uczelniach, uczono się języków obcych, analizowano problemy gospodarki i ustroju, zapoznawano się ze sztuką krajów Zachodu.

Około połowy XVII w. polscy arystokraci mają duże możliwości i dużą swobodę w dziedzinie edukacji: mogą kształcić się w najlepszych szkołach polskich i zagranicznych, u najlepszych prywatnych nauczycieli, mogą rozwijać wrodzone zdolności. Jednak rodzice – w trosce o splendor rodu – dbają przede wszystkim o to, aby ułatwić swoim synom dostęp do wysokich urzędów senatorskich i ministerialnych. Dobrze urodzony i majętny szlachcic miał niewiele dróg do wyboru. Za najwłaściwszą uważano karierę polityczną. Czasami droga do niej wiodła przez wysokie funkcje wojskowe. Na ostatnim miejscu stawiano osiąganie godności kościelnych.

W rodzinach arystokratycznych naturalne było staranie się o wysokie urzędy polityczne. Nie zważając na wrodzone zdolności i pasje, oddawano się polityce, a przecież bywało tak, że upodobania skłaniały młodego magnata ku sztuce, literaturze lub pracy naukowej. Przynależność stanowa, dbałość o prestiż i przyszłość rodu, pragnienie utrzymania dominacji nad innymi grupami społeczeństwa i nad królem nie pozwalały na oddanie się osobistym pasjom i zainteresowaniom. Czynną politykę uważano za zawód właściwy dla polskiego magnata: było to zgodne z przeszłością niejednego rodu i odpowiadało jego ambicjom; było także wyrazem przeszczepionej na polski grunt tradycji rzymskiej.

W okresie nauki ujawniało się wiele talentów i wrodzonych skłonności, jednak nauką, sztuką i literaturą zajmują się przedstawiciele innych stanów. Doskonale wykształceni arystokraci stają się co najwyżej mecenasami nauk i sztuk. Chętnie sięgają po lektury historyczne, ale samą historią się nie zajmują, notując tylko bieżące wydarzenia w sylwach lub diariuszach. Parają się literaturą polityczną i doskonalą w wymowie politycznej. Jeśli piszą, to najcenniejsze dzieła literackie przechowują w szufladzie lub publikują je anonimowo.