Elekcja Michała Korybuta Wiśniowieckiego

Abdykacja króla Jana Kazimierza Wazy w 1668 roku postawiła przed szlachtą konieczność wyboru nowego władcy i to jeszcze za życia poprzednika, co było sprzeczne z dotychczasową tradycją. Wstrząs był tym większy, że na Janie Kazimierzu kończyła się dynastia, która, pomimo zasady wolnej elekcji, w osobach trzech kolejnych władców przez 81 lat dzierżyła królewską koronę. Ponadto cała Rzeczpospolita była zniszczona wieloletnimi działaniami wojennymi, a i sytuacja międzynarodowa nie była korzystna. W tej sytuacji szlachta wykazała się odpowiedzialnością za swój kraj, dążąc do jak najszybszego wyboru nowego władcy, zdając sobie sprawę z osłabienia państwa brakiem króla. Na sejmie konwokacyjnym (5 XI – 5 XII 1668 r.) zawiązano konfederację generalną w celu ochrony istniejącego porządku prawnego oraz ustalono termin elekcji na 2 maja 1669 r. Na miejsce obrad sejmu wyznaczono okopy na Woli i zakazano przyjazdu tam zarówno zbrojnie, jak i wraz z cudzoziemcami. Zdecydowano się na zwołanie pospolitego ruszenia oraz przyjęcie przysięgi konwokacyjnej, mającej powstrzymać pretendentów do tronu od nielegalnych działań.

Portret Michała Korybuta Wiśniowieckiego, po 1699; Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, fot. Zbigniew Reszka

Sejm elekcyjny rozpoczął swe obrady 2 maja 1669 r. na polu pomiędzy Warszawą a Wolą. Najpotężniejsi magnaci zjawili się na polu elekcyjnym razem ze swoimi chorągwiami przybocznymi (łamiąc tym samym postanowienia niedawnej konwokacji) oraz licznymi orszakami służby i dworzan. Razem ta „armia oligarchii polskiej” jest szacowana przez różnych historyków na 12 do 26 000 ludzi i liczebnie wielokrotnie przewyższa siły, jakie wielcy panowie wystawili choćby na potrzeby nieodległej wojny z Turcją. Obecność wojsk w pobliżu pola elekcyjnego przeszkadzała szlachcie, która uważała to za próbę ograniczania swojej wolności. Umacniało to jej przeświadczenie, że senatorzy wraz z przedstawicielami obcych państw chcą wybrać króla ponad jej głowami. Prócz wielkich panów, do Warszawy, miasta liczącego w tym czasie ok. 1 200 domów, przybyły niespotykane wcześniej tłumy średniej i ubogiej szlachty. Około 10 000 głosów zostało oddanych w trakcie elekcji, a do tego, aby otrzymać pełną liczbę przybyłych, należy dodać wymienione wyżej gwardie magnackie, czeladź i służbę, bez której nawet średnio zamożny szlachcic nie mógł przybyć na elekcję oraz różnego rodzaju kupców i rzemieślników. Najważniejsi senatorowie kwaterowani byli w pałacach albo w kamienicach przy samym rynku, natomiast posłowie pomieszkiwali w domach wzdłuż bocznych ulic. Obowiązek kwaterunku był jednak udręką dla warszawskich mieszczan, którzy musieli znosić obecność i niejednokrotnie aroganckie zachowanie przymusowych gości. Na pierwszym posiedzeniu doszło do uchwalenia przepisów dotyczących porządku i bezpieczeństwa elekcji. Zakazywały one zbliżania się oddziałów wojskowych na odległość mniejszą niż 3 mile od Warszawy, a osoby niestosujące się do tego zapisu miały być postawione przed Sądem Kapturowym Generalnym nie tylko pod groźbą wykluczenia z elekcji, ale nawet uznania ich za wrogów ojczyzny (jak widać przepis ten już w momencie uchwalenia był martwą literą). Artykuły zabraniały przychodzić z bronią palną, łukami, czekanami i puginałami do okopu, wszczynania zwad i rozruchów oraz spychania ludzi z mostu do Wisły. Śmiercią karane miało być zranienie lub zabójstwo, a także wszczynanie rozruchów w miejscu obrad.

Pomimo takich obostrzeń, od samego początku dochodziło do licznych awantur i burd, zarówno z powodu zatargów o kwatery, jak i z przyczyn politycznych. Wielu pijanych szlachciców po nocach hałasowało i wszczynało awantury w mieście. Częste były pojedynki, zwady i kłótnie, zarówno w pobliżu okopu, jak i w Warszawie. Nieliczna straż miejska oraz sami mieszczanie nie byli w stanie utrzymać porządku, chociażby ze względu na dużą ilość uzbrojonych ludzi, którzy w czasie sejmu pojawili się w okolicy. Do miasta zjechało się również wiele osób znajdujących się poza nawiasem ówczesnego społeczeństwa: włóczęgów, żebraków, złodziei i kurtyzan. Przy takim nagromadzeniu ludzi wybuchały pożary, którym towarzyszyły rabunki i kradzieże. Mieszkańcy Warszawy doznali ogromnych strat, ponieważ powstały zamęt wykorzystali żołnierze i czeladnicy, którzy rabowali domy i składy. I czynili to w sposób otwarty, z dobytymi szablami i bronią palną. W tej sytuacji niewiele pomogły patrole z wojska krążące po mieście, wprowadzone przez odpowiedzialnego za porządek marszałka wielkiego koronnego Jana Sobieskiego.

Różnie było z wypełnianiem obowiązków przez panów braci – ich obecność na sesji sejmowej często zależała od tak prozaicznych czynników, jak chociażby pogoda danego dnia. W czasie posłuchania posła szwedzkiego, szlachta znudzona długim oczekiwaniem oraz ze względu na zapadające ciemności po prostu wyszła z obrad. Miały miejsce kłótnie, w których oskarżano niektórych posłów o to, że są chłopami, czasem używano argumentów religijnych oraz wytykano sobie nawzajem postawę w czasie rokoszu Lubomirskiego. W trakcie obrad tworzyły się różne fakcje. Poza znanymi powszechnie „francuską”, „neuburską” i „lotaryńską”, istniał też tajny, choć mający duże wpływy, sojusz pomiędzy domami Radziwiłłów i Potockich. Jednakże stronnictwa cały czas były płynne, a wielu dygnitarzy grało na dwa, a nawet trzy fronty i nie wahało się brać pieniędzy kolejno od Kondeusza, Lotaryńczyka i Neuburga. Popularnym sposobem zjednywania głosów były obiady organizowane przez magnatów dla swoich popleczników. Posłowie cudzoziemscy byli gotowi płacić za informacje, a także hojnie sypali pieniędzmi w zamian za obietnice poparcia. W celu ukrycia tego procederu, często nie dawali pieniędzy sami, lecz poprzez zaufanych zakonników, zaś odbiorcami nie byli osobiście wpływowi senatorowie, a ich żony.

O tron polski w trakcie tego sejmu elekcyjnego zamierzało się ubiegać kilku kandydatów. Ze strony francuskiej byli to: Ludwik II zwany Wielkim, Kondeusz, książę de Longueville, jego syn Henri Jules D’Enghien oraz początkowo najsłabszy Filip Wilhelm palatyn Pfalz-Neuburg. Habsburgowie popierali zarówno księcia neuburskiego, jak i Karola, księcia lotaryńskiego. Poważnie liczono się również z kandydaturą cara rosyjskiego Aleksego Michajłowicza Romanowa lub jego syna Fiodora. Prócz nich, padały również kandydatury: księcia mantuańskiego, księcia pruskiego, księcia Modeny, elektora bawarskiego, margrabiego badeńskiego, królowej szwedzkiej, księcia hanowerskiego, księcia Siedmiogrodu oraz brata króla angielskiego, księcia Yorku. Poza nimi, coraz częściej odzywały się głosy mówiące o konieczności wyboru „Piasta”, choć nie było jednomyślności co do tego, kto miałby nim być.

Zgodnie z obyczajem, sejm rozpoczęło nabożeństwo w kolegiacie św. Jana w dniu 2 maja 1669 r. Obradom w kole rycerskim dał początek Jan Antoni Chrapowicki, który jako marszałek konwokacji miał sprawować swoją funkcję aż do wyboru nowego marszałka. Kiedy chciał od razu zająć się wyborem swojego nastepcy, zagłuszono go krzykami, iż najpierw należy złożyć uchwaloną na konwokacji przysięgę. Dopiero 10 maja, a więc po sześciu dniach efektywnych obrad (nie obradowano w niedziele i święta) wybrano marszałka sejmu: został nim Szczęsny Kazimierz Potocki. Do wyboru miano jednak zastrzeżenia, gdyż wielu pachołków, którzy przybyli na miejsce obrad razem ze swoimi panami, w zamieszaniu oddawało swoje głosy, choć nie miało do tego prawa. 21 maja udało się wybrać sędziów do kaptura. Jest to symptomatyczne, ponieważ jego skład powinien być gotowy już pierwszego dnia, gdyż do jego kompetencji należało sądzenie przestępstw popełnionych w czasie sejmu elekcyjnego. Przybyła 12 maja 1669 r. szlachta małopolska i wielkopolska pozytywnie wpłynęła na przebieg obrad głosząc, że nie pozwoli zarówno na zerwanie sejmu, jak i na jego przedłużenie.

Stronnicy francuscy zawiązali 25 maja tajną konfederację, z udziałem m.in. Jana Sobieskiego, Mikołaja Prażmowskiego Krzysztofa Paca i Jana Andrzeja Morsztyna. Jednakże uchwalona 25 maja rehabilitacja Jerzego Lubomirskiego pośrednio była wymierzona właśnie w kandydaturę francuską (nieżyjący marszałek wielki koronny był przeciwnikiem elekcji Francuza jeszcze za życia Jana Kazimierza). Nastroje antyfrancuskie były w kole tak silne, że 6 czerwca ostatecznie wykluczono Kondeusza z elekcji. W połowie czerwca 1669 r. szlachta, zniecierpliwiona przedłużaniem się sejmu elekcyjnego (termin zakończenia obrad upłynął 13 czerwca) zaczęła wdzierać się do koła. 17 czerwca tłumy pospolitego ruszenia zgromadziły się w pobliżu Mokotowa, a stamtąd ruszyły w stronę koła rycerskiego, docierając aż pod szopę senatorską. Zaczęto strzelać z broni palnej tak, że część senatorów chroniła się za wałem, inni chowali się pod ławami w szopie senatorskiej, a jeszcze inni po prostu uciekli do Warszawy. Marszałkowi Potockiemu bardzo ciężko było uspokoić sytuację i skłonić szlachtę do opuszczenia koła. Również następnego dnia nie doszło do elekcji, jednak wśród uczestników pospolitego ruszenia doszło do opamiętania i poczucie odpowiedzialności wzięło w nich górę nad temperamentem. W tym czasie liczyły się już tylko dwie kandydatury: Neuburga i Lotaryńczyka, choć brano pod uwagę również ryzyko rozdwojenia elekcji, co mogło spowodować wybuch wojny domowej.

19 czerwca 1669 r. miał miejsce słynny „cud” elekcji Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Pospolite ruszenie zgromadziło się nieopodal koła pod chorągwiami i pod bronią – do środka weszli jedynie delegaci, Litwini i posłowie z Prus, ponieważ pojawili się bez pospolitego ruszenia. Pierwsze głosy padały zarówno za Neuburczykiem, jak i Lotaryńczykiem. I wtedy do koła zaczęli nadbiegać deputaci z nowiną, że zgromadzone województwa kolejno godzą się na „Piasta”. 21 na 37 województw opowiedziało się za Michałem Korybutem Wiśniowieckim. Wobec takiego obrotu sprawy podkanclerzy Olszowski udał się do Litwinów i przekonał ich do zgody na wybór właśnie tego kandydata. Od tego momentu pozostały już tylko formalności: brać szlachecka poprowadziła swojego elekta na podium oraz przemogła opór prymasa, który posadził króla na krześle symbolizującym tron oraz ozdobił go arcybiskupią infułą zamiast korony. Następnie objechał trzy razy województwa, pytając, czy jest zgoda na tego króla. Kiedy za każdym razem odpowiedziały mu gromkie okrzyki aprobaty, odśpiewał na klęczkach (a wraz z nim klęczały tłumy szlachty, z rękami i oczami wzniesionymi ku niebu) „Te Deum laudamus”. Teraz z kolei swoją rolę spełnili marszałkowie, którzy obwołali księcia Michała królem w trzech bramach okopu. Na wiwat silnie ognia dawały poszczególne województwa i powiaty.

Następnego dnia (20 czerwca 1669 r.) wypadało Boże Ciało. Król udzielał posłuchań, odbierał gratulacje i przyjmował cenne dary od ambasadorów i senatorów. Później Wiśniowiecki wziął udział w uroczystej procesji do kościoła Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny na Nowym Mieście. W tym samym czasie w kole odbywały się narady z udziałem posłów i przedstawicieli króla nad treścią pacta conventa i egzorbitancji. Ostatnim dniem obrad koła był 6 lipca 1669 r., kiedy to uchwalono „Oznajmienie króla nowo obranego” oraz właśnie egzorbitancje i pacta conventa. 7 lipca na uroczystym nabożeństwie w kolegiacie św. Jana nowy król zaprzysiągł owe akta na ewangelię. Marszałek nadworny Jan Klemens Branicki, pod nieobecność Sobieskiego, obwołał Michała Wiśniowieckiego królem, a zebrani trzykrotnym „Vivat!” wyrazili swój entuzjazm. Dopełnieniem uroczystości było ponowne odśpiewanie „Te Deum laudamus”.