Feliks Boroń – ostatni „rycerz jerozolimski”

Polacy zawsze lubili pielgrzymować – z wielu powodów : a to z chęci ekspiacji za popełnione grzechy, a to z wdzięczności za doznane dobrodziejstwa, a to w celu wyproszenia sobie łask. Do Asyżu, Rzymu i do Ziemi Świętej udawały się wszystkie stany, a pielgrzym w Polsce był zjawiskiem powszechnym, skoro Sebastian Klonowic w Worku Judaszów pisał : „A najwięcej nasz naród polski z przyrodzenia / rad pątuje, bo zawsze chęć ma do chodzenia”. Magnaci i szlachcice podróżowali zazwyczaj drogą morską z Wenecji, a po powrocie chlubili się tytułem „rycerza jerozolimskiego”. Chłopi wędrowali pieszo przez Bałkany w przepisowym stroju pątniczym: w obszernym habicie z kapturem lub pelerynką, w szerokim słomianym kapeluszu, z kosturem i tykwą służącą do picia. Po szczęśliwym powrocie żadnego podobnego tytułu oczywiście nie mieli.

Portret Felksa Boronia, anonimowa rycina z XIX w.; Biblioteka Narodowa

Jednym z ostatnich, sławnych chłopskich pątników jerozolimskich był Feliks Boroń (nie Boruń !), włościanin z podkrakowskiego Kaszowa (1802 – 1864), chlubiący się umiejętnością czytania. Po śmierci żony mógł zrealizować dawno hołubiony zamiar odbycia pieszej pielgrzymki do Rzymu, dokąd wyruszył z początkiem maja 1861 r., bez większych środków pieniężnych i bez znajomości żadnego języka obcego. W Wiecznym Mieście wzbudził sensację: zajęli się nim ojcowie zmartwywstańcy z księdzem Kajsiewiczem na czele, papież go przyjął na osobnym posłuchaniu, znaleźli się różni przygodni protektorzy, dzięki którym Boroń odbył podróż powrotną – okrętem do Marsylii i koleją do Paryża (tu goszczony przez kolonię polską). Następnie pojechał do Warszawy, gdzie uczestniczył w pogrzebie arcybiskupa Fijałkowskiego 10 października tego roku. Spisane i wydane drukiem przez Walerego Wielogłowskiego jego wrażenia i przygody (Podróż do Rzymu i Paryża, trzy wydania) zapewniły Boroniowi środki na dalszą, samotną pielgrzymkę, tym razem do Palestyny.

Wyruszył tam pieszo 25 lutego 1863 r., przez Liszki, Kraków i Wiedeń. W Trieście niezwykle serdecznie podjął go krawiec - Polak. Wylądowawszy w Jaffie, udał się do Jerozolimy, zatrzymując się w hospicjum austriackim. Dokładnie zwiedził Palestynę i wrócił do kraju, wędrując przez Rzym i Loretto. I ta pielgrzymka doczekała się uwiecznienia drukiem, spisana – według opowiadań pątnika – przez wspomnianego Wieloglowskiego. Boroń przypłacił jednak życiem swoją pasję do pielgrzymek: wracając z odpustu w Kalwarii Zebrzydowskiej, utonął 15 sierpnia 1864 r. wraz z 56. innymi pielgrzymami w Wiśle pod Czernichowem.

Anonimowa XIX–wieczna litografia ukazuje go na tle wiejskiego pejzażu, w całej postaci, z kapeluszem w ręce, w długiej sukmanie. Boroń stał się sławny i tylko dlatego doczekał się graficznego portretu, zresztą dość przeciętnego.