Francja wobec elekcji Stanisława Augusta Poniatowskiego

Aktualny kierownik francuskiego resortu spraw zagranicznych, diuk de Choiseul-Praslin – kuzyn poprzednika – zdecydował zachować wobec wyboru Polaków neutralność. W sierpniu 1763, a więc jeszcze za życia Augusta III, konsultacje ze stolnikiem Stanisławem Augustem Poniatowskim odbył inicjowany do „sekretu” radca ambasady Pierre Hennin. Uznania kandydata Czartoryskich nie wykluczała zatem ani francuska dyplomacja sekretna, ani oficjalna. Przyjaznym gestem wobec tego obozu było wysłanie do Warszawy jako konsula generalnego generała Moneta – dawnego guwernera Czartoryskich. Został on wtedy również afiliowany do „sekretu”. Ludwik XV, hrabia de Broglie − jako szef „sekretu” oraz ministerstwo spraw zagranicznych gotowi byli do poparcia w sprzyjających okolicznościach innych bliższych im kandydatów: królewiczów saskich Karola lub Ksawerego, a nawet jako kandydata przejściowego starego hetmana wielkiego koronnego Jana Klemensa Branickiego.

Stanisław August Poniatowski, mal. F.P. Molitor, II poł. XVIII w., z kolekcji Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie; fot. Z. Reszka

Sytuację odmieniło wkroczenie do Polski w marcu 1764 r. wezwanych przez Czartoryskich wojsk rosyjskich, które miały za zadanie sparaliżować opozycję wobec kandydatury Poniatowskiego. Kłóciło się to z deklaracją Francji i Austrii z 16 marca 1764 r. opowiadającą się za zapewnieniem Polakom wolnego wyboru kandydata do korony. Na majowym sejmie konwokacyjnym stało się jasne, że zwycięży stolnik, a opór opozycji został złamany dzięki obecności milicji nadwornych Czartoryskich, a w dalszej odległości wojsk rosyjskich. W tych okolicznościach podczas wizyty u interreksa, prymasa Władysława Łubieńskiego, 7 czerwca 1764 r. ambasador markiz de Paulmy zakwestionował wolność wyboru Polaków i zerwał stosunki dyplomatyczne z Rzeczpospolitą. W jego ślady udał się hrabia de Aranda, reprezentujący Hiszpanię, powiązaną z Francją trzecim już „paktem familijnym” z 1761 r. Warszawę opuścili wszyscy francuscy dyplomaci. Pozostał na miejscu tylko polski agent, afiliowany również od lat do „sekretu”, Wojciech Jakubowski. Poruczono mu tylko zadanie informowania o sytuacji w Rzeczypospolitej. Odtąd pisywał on depesze do Wersalu w dwóch egzemplarzach – jeden otrzymywał sekretarz stanu do spraw zagranicznych, drugi szef dyplomacji sekretnej. Pierwszy z nich nie zdawał sobie sprawy, że nie jest jedynym adresatem kierowanych do niego z Warszawy depesz. Wobec emigracji hetmana Jana Klemensa Branickiego jedynym stronnikiem francuskim, z którym mógł znosić się na miejscu Jakubowski, pozostał Jędrzej Mokronowski – kochanek młodej żony hetmana Izabeli Poniatowskiej – siostry stolnika.

Klamka zapadła 7 września, gdy na Woli dokonał się wybór Poniatowskiego na króla Polski. Dyplomacjom Ludwika XV nie pozostawało nic innego, jak tylko pogodzić się z rzeczywistością. Zresztą od zakończenia wojny siedmioletniej w 1763 r. zatrudniały się one głównie sprawą rewanżu na Wielkiej Brytanii, głownie za utratę Kanady. Hrabia de Broglie, mimo zapanowania pokoju, opracowywał szczegółowe plany desantu francuskiego na Wyspach. Pomysł szkodzenia Anglii szkodzeniem interesom rosyjskim w Rzeczypospolitej wydawał się wtedy Ludwikowi XV i jego dyplomatom trudny do urzeczywistnienia. Hrabia de Broglie nie wykluczał jednak, że da się to osiągnąć, odciągając nowego króla Stanisława Augusta od jego protektorki Katarzyny II. Jej opieka zaczynała mu ciążyć i celem zdobycia pewnej od niej niezależności mógł potrzebować francuskich stronników w Polsce. W Wersalu postanowiono wzmocnić te tendencje, uznając w 1766 r. oficjalnie królewską godność stolnika litewskiego. Diuk de Choiseul-Stainville, który powrócił wtedy do rządu na miejsce po swym kuzynie, wysłał do Warszawy nowego nieoficjalnego agenta Jean-Claude’a Géraulta z zaleceniem pracy nad tym zbliżeniem. Tajne instrukcje Gérault otrzymał także od hrabiego de Broglie. Od tego więc momentu nastąpiło utożsamienie celów francuskiej dyplomacji tajnej i jawnej. Mówi się także, że w roku 1766 de Broglie zamierzał wyswatać Stanisławowi Augustowi jakąś francuską księżniczkę. Jednocześnie już od roku 1767 przepowiadał stale rozbiór Polski.

Rzeczywiście, nie można było tego wykluczyć w związku z narastającym w latach 1766-1767 kryzysem wokół nacisków Rosji na równouprawnienie polityczne szlachty dysydenckiej w Polsce. Stanisław August Poniatowski zdawał sobie sprawę ze szkodliwości tego żądania dla suwerenności Rzeczypospolitej i jego niepopularności w narodzie szlacheckim. Nie udało mu się jednak zapobiec ani zawiązaniu konfederacji dysydenckich, ani rekonfederacji katolickiej w Radomiu. Ta ostatnia, mimo że zwróciła się o protekcję do Rosji, została wyprowadzona w pole przez rosyjskiego ambasadora Repnina na sejmie 1767/1768 r. Na skutek zastosowania przemocy wobec sejmujących równouprawnienie stało się prawem. Reformy pierwszych lat panowania Stanisława Augusta, czego domagali się radomianie, nie zostały zaś odwołane. Rekcją na to i na rozczarowanie wspaniałomyślnością Katarzyny II było zawiązanie konfederacji w lutym 1768 r. w Barze na Podolu. Tym razem zwracała się ona zarówno przeciw „Panu Stanisławowi”, jak i przeciw Rosji. Z tego drugiego względu stała się bardzo użyteczna Francji. Dyplomacja sekretna, od dłuższego czasu drepcząca w miejscu w Polsce, odniosła sukces w Turcji. Agentowi „sekretu”, a jednocześnie ambasadorowi w Stambule, hrabiemu de Vergennes, udało się w październiku 1768 r. pchnąć Wysoką Portę ku wojnie z Rosją. Pretekstu do niej dostarczyła ingerencja rosyjska w sprawy polskie. Konfederacja barska mogła więc spełniać funkcję dywersyjną wobec tego głównego frontu.

Celem zaostrzenia kryzysu francuski szef oficjalnej dyplomacji, diuk de Choiseul, na początku 1769 r. poparł zamiar barzan złożenia Stanisława Augusta z tronu. Poparł jego stanowisko, choć niechętnie hrabia de Broglie, którego stosunek do Polski był mniej cyniczny, bo podporządkowany dalekosiężnym planom bariery wschodniej, a nie doraźnym nieco awanturniczym celom. Polska wyniszczona wewnętrznym konfliktem byłaby mniej wartościowym jej elementem.

Początkowo zresztą Choiseul unikał wyrażenia oficjalnego poparcia konfederacji barskiej. Nie uznał na przykład (styczeń 1770 r.) urzędowego charakteru misji kuchmistrza wielkiego litewskiego Michała Wielhorskiego do Wersalu. Jego wahania w tym względzie przypisuje się niepewności co do stanowiska Austrii. Obowiązujący od roku 1756 między Francją a Austrią formalny sojusz, choć przetrwał na papierze aż do rewolucji, tracił wówczas na wigorze, mimo doprowadzenia w 1770 r. do ślubu pomiędzy arcyksiężniczką austriacką Marią Antoniną a nowym następcą tronu francuskiego – przyszłym Ludwikiem XVI. Potencjalny konflikt interesów między tymi mocarstwami tlił się w Turcji. Dla Francji Wysoka Porta była tradycyjnym aliantem; dla Austrii bałkańskie posiadłości sułtana potencjalną zdobyczą. Niepokoić Wersal mogło też stanowisko Austrii wobec konfederatów barskich. Z jednej strony Austriacy udzielili schronienia Generalności barskiej, z drugiej jako pierwsi ujawnili apetyt wobec terytoriów Rzeczypospolitej, okupując w lutym 1769 r. starostwo spiskie.

Niepowodzenia Turcji na froncie wojennym latem 1770 r. skłoniły Choiseula do bardziej bezpośredniego zaangażowania się w poparcie barzan. Zdecydował się wysłać do Polski wojskowego doradcę, pułkownika Charlesa Dumourieza. Odegrał on pewną rolę w podjęciu 13 października 1770 r. przez Generalność uchwały ogłaszającej trwające rzekomo od daty zgonu Augusta III bezkrólewie. Akt ten z kolei, zawierając wezwanie do krwawej rozprawy ze Stanisławem Augustem, legł u podstaw planu porwania polskiego króla, którego wykonanie nastąpiło 3 listopada 1771 r. W tym wypadku działania francuskich wysłanników zainspirowały przynajmniej po części desperacki krok, potępiony następnie przez króla arcychrześcijańskiego.

Polityka polska Ludwika XV znalazła się ostatecznie w defensywie z chwilą upadku Choiseula 24 grudnia 1770 r. Stał się on ofiarą intryg Pani du Barry – ostatniej wielkiej faworyty królewskiej. Za jego niełaską stały też poważniejsze przyczyny. Sterany życiem Ludwik XV nastawiony był wówczas na politykę konsekwentnie pacyfistyczną. Diuk de Choiseul zaś nie rezygnował z planów rewanżu na Wielkiej Brytanii. W tym celu w ostatnich miesiącach swego urzędowania podjudzał Hiszpanię w jej sporze z Anglikami o Falklandy-Malwiny. Ludwik XV obawiał się wciągnięcia Francji, związanej z Hiszpanią paktem familijnym, w rujnującą wojnę. Po aż półrocznym interim w sekretariacie stanu do spraw zagranicznych ministrem został niedoświadczony w rzemiośle dyplomatycznym diuk d’Aiguillon. W zgodzie z wytycznymi Ludwika XV skłonił on Hiszpanię do oddania Wielkiej Brytanii owych wysp na Atlantyku. Dało to podstawę do pewnego ocieplenia na linii Wersal – Londyn. Anglicy również skłaniali się do bardziej pojednawczego względem Francuzów stanowiska, ze względu na potęgujący się konflikt z ich północnoamerykańskimi koloniami. Zarysowujące się porozumienie zostało jednak zdławione w zarodku w następstwie zamachu stanu, dokonanego 19 sierpnia 1772 r. w Sztokholmie przez Gustawa III. Wsparcia królowi szwedzkiemu w starciu z Riksdagiem udzieliła Francja. Było to w dużej mierze dzieło, znanego nam już ze Stambułu, Vergennesa, który w tym celu objął placówkę w Sztokholmie. Mówi się, że był to ostatni sukces „sekretu królewskiego” – pamiętamy o afiliowaniu Vergennesa do tajnej dyplomacji Ludwika XV. Warto zwrócić uwagę, że w Szwecji Francuzi udzielili poparcia wzmocnieniu monarchii, gdy w Polsce wspierali od dawna stronnictwo republikańskie. Sukces w Szwecji powetował ostateczny upadek polskiej polityki Ludwika XV w związku z ogłoszeniem konwencji petersburskiej z 5 sierpnia 1772 r. o rozbiorze Rzeczypospolitej. Dzięki zamachowi Gustawa III Szwecja wyrwała się spod zależności od Rosji, w którą popadła podczas tzw. ery wolności po śmierci Karola XII w 1718 r. W okresie tym jej zanarchizowana sytuacja wewnętrzna i niepełna w stosunku do Rosji suwerenność bardzo przypominały położenie Rzeczypospolitej. Traktaty sojusznicze rosyjsko-pruskie z lat 1764 i 1769 zobowiązywały te państwa do współpracy w zapobieganiu wzmocnieniu władzy monarszej w Szwecji, a traktat rosyjsko-duński z 1766 r. do siania zamętu w sejmie szwedzkim. Podobne umowy łączyły mocarstwa ościenne Rzeczypospolitej. Podczas „ery wolności” w Szwecji Francja finansowała i wspomagała stronnictwo „kapeluszy”, co bardzo przypominało jej działania w Polsce.