Hieroglifiki albo Wizerunki Amoris – erotyczne emblematy Stanisława Herakliusza Lubomirskiego

Kiedy mowa o emblematach pana na Ujazdowie, marszałka wielkiego koronnego Lubomirskiego (1642-1702), na myśl przychodzą jego Adverbia moralia. Łaciński cykl, w którym prowadzona pod neostoickimi sztandarami walka Cnoty z Fortuną rozpisana została na piętnaście utworów, z których każdy poświęcony wybranemu... przysłówkowi (tytuł znaczy tyle, co ‘przysłówki moralne’) nader się podobał. Doczekał się w XVIII w. nie tylko paru wznowień oraz kilku spolszczeń, ale także przekładu na język ruski. W cieniu Adverbiów pozostaje drugi cykl emblematyczny pana marszałka, z wielu względów równie ciekawy, Hieroglifiki albo Wizerunki Amoris.

Herb Lubomirskich w pałacu w Wilanowie.

Zbiór zachował się jedynie w odpisach, które nie są zgodne, co ilości emblematów. W sumie znane są 22 subskrypcje pisane kunsztowną oktawą, choć część zachowała się bez inskrypcji i opisu ikonu. Zgodnie z tytułem głównym bohaterem był Kupidyn. Przykładowo inskrypcja „Sprawi czas i staranie” została zilustrowana wizerunkiem: „Czas koło kamienne obraca, Kupido na nim zaostrzywa strzały”. Subskrypcja poety tak komentuje ostatni ikon i jego inskrypcję:

                        Nie trap się, chociaj ostrze twej miłości

                        W upornym sercu nie czyni postrzału.

                        Widzisz, jako Czas kołem stateczności

                        Tępe żeleźca wecuje pomału?

                        Nie zawsze miłość wyrówna w ostrości

                        Twardego serca stalowemu ciału

                        I więcej podczas cierpliwe staranie

                        Dokazać może niż nagłe kochanie.

Ten sam emblemat przywołał bohater komedii Lubomirskiego:

I nie darmo jeden symbolista gdzieś tam przy oknie wymalował Kupidyna z wyszczerbioną strzałą, źle sobie o miłości tuszącego i bez rady cale będącego, a jemu Czas strzałę do wyostrzenia bierze i na kole swoim wytoczyć mu ją obiecuje z takim napisem: „Sprawi czas i staranie”.

Cytat nie bez kozery kojarzy się z wizerunkiem Amorka w warszawskich Łazienkach. W jednej z sal ujazdowskiej rezydencji Lubomirskiego na ścianie znalazło się tondo z puttem przydeptującym ogon pawia. Jest to wierny graficzny cytat ilustracji tomu Amorum emblemata Vaeniusa (1608). Wiele wskazuje na to, że wspomniane w sztuce pana marszałka pałacowe wnętrze z Kupidynem „gdzieś tam przy oknie” to nie tyle propozycja wykorzystania jego cyklu jako wystroju wnętrza, ile wskazówka, iż na potrzeby takiej dekoracji cykl został skomponowany. Centralnym pomieszczeniem pawilonu była ośmioboczna grota z fontanną, przykryta kopułą z latarnią. Jak wynika z zapisu inwentarzowego z 1788 r. na kopule pod oknami latarni znajdować się miały hieroglifiki: „Salon w pośrzodku apartamentów cały w grotę figury cerkułowatej robiony, światło na cztery strony dołem od apartamentów sali i sieni, a z góry oknami od kopuły mający – we wszystkie hieroglifiki malowana”. Być może „gdzieś tam przy oknie” nie zabrakło też miejsca dla hieroglifików amorycznych, a napisane na nie subskrypcje Lubomirskiego złożyły się na cykl Hieroglifików albo Wizerunków Amoris.

Wszystkie odpisy cyklu są anonimowe, jego autorstwo do niedawna przyjmowane było warunkowo. Sytuację zmieniło znalezisko, które prócz twórcy wskazało też inne zastosowanie rymowanych emblematów. W jednym z rękopisów skopiowano emblemat, którego ikon przedstawiać miał Kupidyna odpalającego jedną świecę od drugiej, a subskrypcja wyjaśniał, że tak jak nic nie traci świeca udzielając ognia drugiej, tak i panna użyczając ust do pocałunku. Oktawę zapisano jako Myśli J.O. Ks. Jego Mości Lubomirskiego, nad którymi moralizował, jednoznacznie wskazując autorstwo. Towarzyszy jej jednak sekstyna z Repliką na to od damów przez pewnego kawalera przez moralizacyję:

                        Damy jesteśmy, lecz same nie damy

                        Nikomu serca potrzebnej ochłody,

                        Palić go w ogniu podobnym nie znamy,

                        Bo od was czekać – zdradzi to nadgrody.

                        Wszak cienia świecy nigdy by nie znano,

                        Gdyby do świecy ognia nie dodano.

Okazuje się, że miłosne emblematy pana marszałka służyły nie tylko intymnemu wystrojowi poświęconego miłości pawilonu. Kontynuujące linię zapoczątkowaną przez alegoryczne zbiory Heinsiusa i Vaeniusa oktawy Lubomirskiego, ujmując miłość w kategoriach towarzyskiej gry, same również mogły się stać kanwą literackiej zabawy z przedstawicielkami płci pięknej.