Historia o złotym zębie – chłopiec z Wilna

Już w Boskiej komedii Dante Alighieri stwierdził: Świat chce być oszukiwany, niechże więc będzie! Nic zatem dziwnego, że niemal 80 lat od zdarzeń w Ostraszowicach na Śląsku opisano pojawienie się kolejnego dziecka ze złotym zębem.

Adalbert Tylkowski, Disquisitio physica ostenti dvorvm pverorvm, quorum unus cum dente aureo[...], typis Monasterii Olivensis, 1674; Biblioteka Narodowa

Tym razem autorem uczonej rozprawki nie był medyk, tylko teolog, jezuita Adalbert Tylkowski, regens seminarium papieskiego w Wilnie. Wydaną w 1674 r. w opactwie oliwskim książeczkę Disquisitio Physica, Ostendi Duorum Puerorum: Quorum Unus Cum Dente Aureo autor zadedykował biskupowi wileńskiemu Mikołajowi Pacowi. Przy czym rozprawkę Tylkowski napisał po łacinie, gdyż – jak tłumaczył we wstępie – nie chciał, aby czytały ją młode kobiety, zwłaszcza brzemienne. Wskutek lektury mogłaby bowiem zostać rozpalona ich niewieścia wyobraźnia i rozognione afekty, w konsekwencji zaś na świat zaczęłyby przychodzić dzieci potworki, czego jezuita chciał uniknąć.

Męscy czytelnicy mogli natomiast dowiedzieć się z niepozornej książeczki, że w 1670 r. w Wilnie urodził się złotowłosy chłopczyk o imieniu Paweł. Jego rodzicami byli biedni katolicy, ojciec wykonywał zaś zawód piekarza. W 1673 r., kiedy dziecko miało trzy lata, matka dała mu do zjedzenia gotowane mięso, którego włókna utkwiły między zębami mlecznymi. Stąd też przy usuwaniu resztek posiłku nie mogło obejść się bez interwencji mamy. Ale cóż za wielkie dziwo! W trakcie czyszczenia zębów synka matka ujrzała, że górny trzonowiec po lewej stronie nieopodal zęba ocznego, czyli kła, jest złoty. Wieść rozeszła się szybko wśród sąsiadów i wkrótce trafiła do uszu biskupich. Wówczas powtórzyło się niemal to samo, co na Śląsku 79 lat wcześniej. Władze kościelne nakazały bowiem uczonym medykom, chirurgom i złotnikom oględziny cudownego trzonowca w celu wykluczenia oszustwa, którego mogliby dopuścić się rodzice.

Wileńscy chirurdzy i złotnicy, badając cudowny ząb trzylatka, wykonywali próby złota za pomocą kamienia lidyjskiego. A dlatego, że mimo uzyskanych wyników potwierdzających autentyczność kruszcu, wciąż nie wierzyli, że mają do czynienia z cudem, potraktowali ząb wielkimi cęgami, żeby zdjąć metalową osłonkę, która rzekomo pokrywała szkliwo. Ząb jednak ani nie drgnął, z dziąseł zaś poszła krew i w sali rozległ się głośny płacz chłopca. Stąd też XVII-wiecznie „eksperci” uznali złoty trzonowiec za autentyczny. Cudowny ząb obejrzał także ojciec Adalbert Tylkowski. Zgodnie z tego świadectwem złoty trzonowiec miał guzki, nierówności i pęknięcia – i wyglądał identycznie jak normalne zęby kostne u zwykłych dzieci.

W jaki sposób Tylkowski wytłumaczył pojawienie się cudownego zęba w szczęce trzylatka? Po pierwsze, jezuita uznał, że jest to widzialny znak boskiej interwencji, ale w odróżnieniu od Jacoba Horsta, który opisywał przypadek pojawienia się złotego trzonowca u siedmiolatka na Śląsku, zakonnik nie uważał zęba wileńskiego za zwiastun wielkich wydarzeń, które miały nadejść. Raczej miało to być napomnienie dla lokalnej ludności za popełniane na co dzień grzechy i przewiny, zupełnie tak, jak... urodzenie przez złorzeczącą jezuitom kobietę z Bambergu dziecka potworka. Po drugie, Tylkowski starał się wyjaśnić wyrośnięcie trzonowca ze złota w sposób naturalny. Trzeba bowiem pamiętać, że Tylkowski zdobył podczas studiów w Rzymie bardzo rozległe wykształcenie... przyrodnicze. Stąd też w Disquisitio Physica jezuita odwoływał się do Arystotelesa. Podawał również wyimki z dzieł Alberta Wielkiego i Tomasa z Akwinu, nie gardząc wszelako rozprawami Hipokratesa czy Galena, gdyż w I Rzeczypospolitej teorie (neo)hipokratejskie wiodły prym wśród medyków. Dodatkowo przytaczał także opinię swego przyjaciela, Atanasiusa Kirchera, który mówił, że złote zęby rzeczywiście występują w naturze, czego dowodem miały być mieszkające na Krecie... złotozębe kozy.

W każdym razie wśród hipotez Tylkowskiego w sposób naturalistyczny tłumaczących powstanie złotego trzonowca, znalazła się i taka. Przyrodzone ciepło ducha życiowego (spiritus vitalis) może rzeczywiście rodzić w ludzkim ciele złoto, a że trzonowiec wyrósł w miejscu, gdzie unoszą się opary z żółtej żółci, czyli cholery, to najprawdopodobniej ściął je i zagęścił w owym miejscu spiritus vitalis. Zakonnik zakładał także, że mleczny złoty ząb chłopca kiedyś wypadnie, a na jego miejscu odrośnie biały ząb kostny. Stąd też nie uważał trzonowca – jak już wspomniano – ani za omen, ani za prognostyk tudzież alegorię polityczną, jak stało się to w dziełku Horsta. Co więcej, jezuita krytykował tych wszystkich, którzy twierdzili, że na powierzchni cudownego trzonowca można dojrzeć herb... polskiego króla.

W chwili, gdy jezuita kończył pisać książeczkę, w miejscu zęba złotego rzeczywiście pojawił się ząb naturalny. Jak do tego doszło? Podobno trzyletni Paweł przez kilka dni gorączkował. Z dnia na dzień wskutek gorączki zaczęło się rozpuszczać złoto, odkrywając jasne szkliwo zęba. Stąd też jezuita uznał, że trzonowiec nie był w całości kruszcowy, tylko pokrywały go z wierzchu cienkie płatki złota.

W odróżnieniu od książki Horsta praca Tylkowskiego nie spotkała się z szerokim odbiorem ówczesnych uczonych i duchownych. W 1691 r. Christoph Franz Paulliani, który słabo znał się na geografii, w książce Logographia curiosa skomentował historię przytaczaną przez jezuitę, określając wileńskiego chłopca mianem impostor churlandicus (oszust kurlandzki). Kolejne nawiązania do cudownego zdarzenia pojawiły się dopiero w Leksykonie Zedlera w drugiej połowie... XVIII w.

Co interesujące, niektórzy współcześni historycy medycyny twierdzą, że tym, co Tylkowski uznał za złoto, był... żółty kamień nazębny!