Historia o złotym zębie – chłopiec ze Śląska

Pod koniec XVI w., w 1595 r., w śląskiej wsi Ostraszowice nieopodal Dzierżowniowa w żuchwie siedmioletniego chłopca o imieniu Krzysztof, syna ubogiego stolarza Jana Muellera i jego żony Jadwigi, zauważono złoty ząb, który wyrósł tam podobno w sposób... naturalny. Sam chłopiec i jego krewni nie zauważyli pojawienia się cudownego trzonowca po lewej stronie. Na złoty ząb miała natomiast zwrócić uwagę pewna dziewczynka ze szkoły parafialnej, do której uczęszczał mały Mueller. Gdy dzieci rozmawiały ze sobą o jakichś drobnostkach, dziewczynka nagle zauważyła coś, co lśniło w ustach przyjaciela niecodziennym blaskiem.

Karta tytułowa druku Jacoba Horsta: De aureo dente... [O złotym zębie...], Lipsiae 1595; źródło: Śląska Biblioteka Cyfrowa

Wieść o odkryciu cudownego zęba rozeszła się szybko po okolicy. Złoty trzonowiec i jego właściciela mieli oglądać za drobną opłatą książęta legnicko-brzescy, biskup wrocławski Andrzej Jerin oraz liczni przedstawiciele szlachty śląskiej.

Historią chłopca zainteresował się także pewien uczony lekarz – Jakob Horst, profesor medycyny na Uniwersytecie w Helmstedt. W trakcie pobytu w sprawach spadkowych w Świdnicy w 1594 r. medyk miał okazję poznać osobiście cudowne dziecko. Rok później uczony wydał po łacinie obszerny traktat o złotym zębie, który zobaczył i przebadał. Rozprawę niebawem przetłumaczono na język niemiecki. Co interesujące, była ona szeroko dyskutowany przez innych uczonych... aż do końca XVIII w.

Jak się wydaje, początkowo doktor Horst podejrzewał, że ząb jest sprytną sztuczką rodziny Muellerów w celu zdobycia pieniędzy i zyskania sławy. Jednak bardzo szybko odrzucił takie podejrzenia. Dlaczego? Po pierwsze, biskup Jerin kazał obejrzeć kilku chirurgom złoty trzonowiec w żuchwie dziecka i żaden z nich – mistrzów w swoim fachu – nie odkrył oszustwa. Po drugie zaś rodzina dziecka była tak uboga, że nie mogła, jak sądził lekarz, zapłacić za pozłocenie powierzchni zęba przez jubilera. Ci biedni ludzie mieszkają wśród prostego chłopstwa śląskiego, a więc nie należy ich podejrzewać o oszustwo związane z tak wielkim kunsztem i takimi wydatkami – medyk napisał w swojej rozprawce.

Skąd zatem wziął się złoty trzonowiec pośród zdrowych, naturalnych zębów Krzysztofa Muellera? Przez chwilę Horst podejrzewał, że ząb powstał wskutek zapatrzenia się matki podczas ciąży. Szybko jednak odrzucił ten pomysł, ponieważ trzonowiec pojawił się dopiero w siódmym roku życia chłopca. Następnie uczony rozważał, czy aby ząb nie był przypadkiem wynikiem nagminnego spożywania wody z górskich potoków na Śląsku – w tym czasie wierzono bowiem, że występuje w nich pewna ilość rozpuszczonego złotego kruszcu, który mógłby wytrącić się w ciele człowieka – zarówno dorosłego, jak i dziecka. Wreszcie Horst brał pod uwagę możliwość wpływu planet i nieba na to cudowne zdarzenie. W końcu jednak uznał, że ząb należy traktować po części jako zjawisko naturalne, a po części jako... prawdziwy cud boży.

W konsekwencji Horst stwierdził, że złoty trzonowiec w żuchwie niewinnego dziecka stanowi znak zesłany przez Pana, wieszcząc nadchodzące wydarzenia w Cesarstwie Rzymskim Narodu Niemieckiego. W jaki sposób należało go zatem odczytać?

Horst napisał, że Krzysztof Mueller urodził się w dniu, kiedy Słońce, Mars, Wenus i Księżyc znajdowały się w znaku Barana. Także złoty ząb pojawił się wtedy, gdy „Słońce i Księżyc znalazły się w tym ognistym znaku, stąd też [jego zaistnienie] musiało oznaczać wielkie rzeczy”. O co chodziło?

Zarówno układ planetarny, jak i pojawienie się złotego trzonowca w żuchwie siedmiolatka z ludu, miały stanowić zdaniem uczonego opatrznościowy znak nadziei dla wszystkich chrześcijan uciemiężonych przez... Osmanów. Ząb miał stanowić także pociechę dla cesarza Rudolfa II, który z powodu wydatków na zbrojenia w walce z Turkami wpadł w poważne tarapaty finansowe. Wkrótce miała bowiem nadejść złota epoka, a skarbiec cesarski miał się znów napełnić złotem. Co więcej, złoty ząb symbolizował rychłe powstanie mocarstwa, które – potężne pod każdym względem – stałoby się ostoją pokoju w chrześcijańskim świecie. Przy czym mocarstwem tym miało być... odnowione Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, ponieważ Krzysztof Mueller był poddanym niemieckiego pana. Złoty ząb miał jednak oznaczałć także wielkie utrapienie, był to bowiem dolny trzonowiec rozgniatający i miażdżący wszystkie potrawy. Przy czym utrapienie to miało pojawić się, zanim narodziłoby się złote mocarstwo, niosące pokój na świecie.

Początkiem nieszczęścia, zdaniem Horsta, były najazd Turków oraz inne przykre wydarzenia. Okres smutku i nieszczęść miał natomiast zakończyć się ok. 1600 r., kiedy Tatar, Turek oraz inne tego typu plugastwo zostanie sprzątnięte i wytępione z powierzchni Ziemi. W kolejnych latach po rozgromieniu Turków miała natomiast nastąpić złota era, która z kolei – zgodnie ze starotestamentowym proroctwem Daniela – mogłaby poprzedzać koniec świata. Stąd też swoje rozważania Horst zakończył wezwaniem do czytelników: Czyńcie więc pokutę, aby złote królestwo, które zwiastuje złoty ząb, jak najszybciej nastało.

Tezy przedstawione w rozprawie Horsta stały się przedmiotem ostrej polemiki wśród uczonych. W grupie współczesnych oponentów profesora znalazł się między innymi Johann Ingolstetter, medyk z Norymbergi, który uznał, że autor rozprawy po prostu... bredzi. Wśród innych, późniejszych komentatorów i krytyków dziełka Horsta można wymienić Daniela Sennerta, Bernarda de Fontenelle, Pierre’a Bayle’a i... Jean-Jacques’a Rousseau.

Tak czy inaczej, złoty trzonowiec Krzysztofa Muellera rzeczywiście okazał się oszustwem, które wykryto w przypadkowy sposób. Pewnego dnia pijany szlachcic śląski zażądał oględzin cudownego zęba. Gdy chłopiec odmówił otwarcia buzi, szlachcic ubódł go sztyletem w lewy policzek tak, że trzeba było zawołać chirurga, aby ten opatrzył ranę. W trakcie szycia okaleczonego ciała okazało się, że złota powłoka zęba się wytarła, a spod niej prześwituje biały jak śnieg... zdrowy trzonowiec.