„Honory dawno nie praktykowane” – Jan Gniński u Antoniego Ruseta

Układ żurawiński z jesieni 1676 r., przerywający działania wojenne między Polską a Turcją, wymagał potwierdzenia w postaci oficjalnego traktatu pokojowego. W tym celu Jan III Sobieski wysłał wiosną następnego roku wielkie poselstwo do Stambułu, na czele z wojewodą chełmińskim Janem Gnińskim. Poselstwo miało podążać m.in. przez terytorium zależnej od Osmanów Mołdawii. Pozyskanie władającego nią hospodara Antoniego Ruseta mogło przynieść niemałe korzyści – jak przeciwnie, jego wrogość mogła zaszkodzić posłowi. Doświadczył tego wielki poprzednik Gnińskiego, Krzysztof ks. Zbaraski, kierujący w latach 1622-1623 misją pokojową do Stambułu. Rzeczpospolita zajmowała wówczas wobec Turków dużo lepszą pozycję niż pół wieku później, jednak wrogie stosunki z ówczesnym hospodarem mołdawskim niemało napsuły krwi posłowi i zmusiły go do powrotu okrężną drogą przez Siedmiogród.

Relacia Legaciey Tureckiey Jaśnie Wielmożnego Jana Gnińskiego, Woiewody Chełmińskiego, Kowalewskiego, Knyszyńskiego, Radzyńskiego, Grodeckiego Starosty do Mechmet Soltana, Cesarza Constantinopolitańskiego z Seymu Warszawskiego wyprawionego w Roku Pańskim 1677, czyniona na Seymie dnia 8. Miesiąca February Roku 1679; Biblioteka Narodowa

Nic dziwnego więc, że tym razem król w instrukcji dla posła kazał mu pozyskać sobie hospodara, a w dbaniu o godne przyjęcie posła nie domagać się niczego, „co by mu możono z wielką negare konfuzją”. Zarówno król, jak i sam poseł pisali też do hospodara, uprzedzając go o przyjeździe i prosząc o okazanie wszelkiej życzliwości. Żaden z nich nie przewidział jednak tego, jak okazale podejmie posła hospodar. Szczęśliwie dla nas zarówno Jan Gniński, jak i towarzyszący mu Samuel Proski zostawili szczegółowe opisy wydarzeń, dzięki czemu możemy poznać mołdawską gościnność.

Oto zaledwie w czerwcu 1677 r. odprowadzani przez Turków Polacy przekroczyli Dniestr i weszli na terytorium mołdawskie, zastali dostojników hospodara wraz z jego listem i prowiantem. Poseł podziękował od razu za miłe przyjęcie, a ujechawszy dwa dni drogi, otrzymał kolejny list od Ruseta. Teraz hospodar zapowiadał powitanie posła jeszcze przed stołecznymi Jassami i deklarował chęć przeprowadzenia poufnych rozmów, bez towarzystwa Turków. Tak też się stało. Gdy 26 czerwca Jan Gniński zbliżył się do Jass, na milę (ok. 7 km) przed miastem powitał go orszak dostojników, prowadzonych przez kanclerza (logofeta) Mirona Costina. Wykształcony w Polsce i władający naszym językiem Costin był bez wątpienia miłym rozmówcą dla posła. Pół mili dalej Gnińskiego oczekiwał sam hospodar w asyście kilku tysięcy wojska. Zobaczywszy orszak poselski, hospodar ruszył ku niemu w kilkanaście koni i przywitał się osobiście z posłem, obejmując go serdecznie. Następnie obaj przy dźwiękach muzyki ruszyli do Jass i na kwatery polskie, dokąd Ruset osobiście odprowadził swych gości. Zadowolony poseł określił później przed sejmem zgotowane mu przyjęcie jako „honory dawno nie praktykowane”.

Nie był to bynajmniej koniec. Nazajutrz delegacja bojarska z synami Costina na czele zaprosiła posła w imieniu władcy na bankiet do zamku, przy czym dla czterech głównych członków polskiej delegacji przyprowadzono konie. Było to wyrazem szczególnej grzeczności, jaką i dziś można spotkać, gdy wysyła się po gościa własny pojazd. Polacy, wstąpiwszy najpierw na Mszę do kościoła katolickiego w Jassach, podążyli do zamku. Tu już przed bramą i na dziedzińcu witali ich bojarzy, a na schodach sam hospodar. Im dalej wychodziło się przed gościa, tym większą świadczono mu grzeczność – jak widać, nie możemy jej Mołdawianom odmówić.

Wizyta posła u hospodara składała się z trzech części. Po przywitaniu się, Mołdawianie i Polacy zasiedli w komnacie zamkowej do konfitur i gorzałki, przy czym – co ciekawe – siedzono tureckim zwyczajem na dywanach przy niskich stolikach. Poseł wykorzystał aperitif do poproszenia hospodara o prywatną audiencję, którą natychmiast otrzymał. I tak po przejściu do sąsiedniego pomieszczenia Jan Gniński i Antoni Ruset omówili interesujące ich sprawy. Dotyczyły one m.in. renowacji kościoła katolickiego w Jassach, sprowadzenia tu jezuitów, a także – co istotne dla przebiegu poselstwa – zorganizowania bezpiecznego przewozu korespondencji dyplomatycznej, która krążyła między posłem a królem. Jak się miało okazać, Mołdawianie wywiązali się z tego zadania, co potwierdziło rzeczywistą życzliwość hospodara dla Polski.

Po omówieniu interesów, poseł z hospodarem wrócili na bankiet, który trwał aż do wieczora. W drodze na kwatery odprowadzali Polaków dworzanie i zwykli przechodnie, uświetniając przemarsz wystrzałami i muzyką. To znów był zwyczaj typowo wschodni, który zresztą przewidywał także rozmaite drobne datki dla świadczących owe usługi przygodnych towarzyszy drogi.

Po odespaniu hospodarskiego bankietu, 28 czerwca poselstwo ruszyło w dalszą drogę. Jan Gniński pożegnał Ruseta poprzez swoich synów, Jana i Władysława. Z kolei Mołdawianie zapewnili Polakom asystę dygnitarzy i wojska, odprowadzających poselstwo na milę za Jassy. Orszakowi mołdawskiemu przewodzili najwyżsi urzędnicy cywilni i wojskowi: logofet Miron Costin i hetman Gavril Costachi. W dalszej podróży poseł utrzymywał przyjazną korespondencję tak z hospodarem, jak i z Costinem, która pomogła zrealizować uzgodnione w Jassach współdziałanie.

Patrząc z dzisiejszej perspektywy na przyjęcie posła polskiego w Jassach w 1677 r. możemy bez cienia przesady powiedzieć, że okazanych Polakom życzliwości i uprzejmości istotnie trudno było przewyższyć. Musiało to być szczególnie widoczne w porównaniu z postępowaniem Turków, którzy wnet pokazali, że z posłem można obchodzić się zgoła obcesowo.