Intrygujący zakup Stanisława Józefa Ochockiego

O Stanisławie Józefie Ochockim herbu Ostoja, urodzonym w latach 1766–1768, a zmarłym 22 sierpnia 1848 r., nie da się zbyt wiele powiedzieć. Wiadomo, że był cześnikiem mozyrskim, który w 1764 r. głosował w województwie kijowskim na Stanisława Augusta Poniatowskiego, że miał w ziemi łukowskiej dziedziczną wieś Ryszki i że był ojcem znanego pamiętnikarza, Jana Duklana Modesta. Wiadomo też, że w domu nie dawał dobrego przykładu synowi, spędzając czas na grze w karty i pijatykach. Niemniej ten pozornie nieciekawy człowiek prowadził diariusz życia, w 1855 r. sprzedany przez wnuka pamiętnikarza, Antoniego Ochockiego (wraz z manuskryptami ojca, Jana Duklana Modesta)  Józefowi Ignacemu Kraszewskiemu. Ów pisarz, poddając pamiętniki Jana Duklana gruntownej przeróbce, wydał je w Wilnie w 1857 r. w czterech tomach, razem z wyjątkami z innych diariuszy, między innymi Seweryna Bukara. Co się stało jednak z interesującym nas diariuszem Stanisława Józefa Ochockiego, tego nie wiadomo.

Jan Chryzostom Pasek spisujący wspomnienia, anonimowa rycina wg Antoniego Zaleskiego, poł. XIX w.; Biblioteka Narodowa

Strzępy notat tegoż Ochockiego (szczęśliwie zapisane w kalendarzu) odnajdujemy uwiecznione w Pamiętnikach syna, Jana Duklana. Jedna z nich opowiada o niezwykle interesującym zakupie, dokonanym przez ojca autora w Warszawie, w dniu 5 grudnia 1774 r. „Przypominam sobie – notował Jan Duklan - że ojciec kupił wówczas sztych, na którym wyobrażony był dosyć duży ptak, podobny do dudka, mający na głowie jakieś różki. Na piórkach jego po całem ciele były trupie główki, a pośrodku dwie większe głowy były trupie z koronami. Pod spodem wypisana była obszerna eksplikacya, że ptak ten w dzień Zaduszny w Paryżu wleciał przez okno do audencyonalnej sali królewskiej, i usiadł na tronie, jakby chciał, żeby go wszyscy tam znajdujący się podówczas widzieli. Nim zdziwieni przytomni namyślili się pochwycić zjawisko, ptak zerwał się i zniknął. Żyją dotąd 3 osoby, które ten sztych jak ja widziały”. Z tekstu, cytowanego parę stron dalej, wynika, że cześnik mozyrski zakupił wtedy trzy egzemplarze tej ryciny, za które zapłacił trzy talary.

Przytoczony fragment wydaje się ciekawy z kilku powodów. Po pierwsze, wzmiankowany sztych musiał być francuskim importem, sprowadzonym do Warszawy zapewne przez wędrujących handlarzy sztuką. Po drugie, musiał uwieczniać fakt, który zdarzył się naprawdę, zważywszy rozbudowany tekst objaśniający; tak więc miało to miejsce najprawdopodobniej w Luwrze 2 listopada 1774 r., już po śmierci Ludwika XV, który zmarł na ospę w Wersalu 10 maja tego roku. Po trzecie wreszcie, ta należąca do rzadkości rycina musiała niezmiernie zainteresować Stanisława Józefa Ochockiego, skoro ją zakupił. Jest to o tyle godne uwagi, że przeciętny szlachcic polski na ogół nie zwracał uwagi na dzieła graficzne, traktując je jako nieużyteczne i nic nie warte papierzyska. Czyżby więc ojciec Jana Duklana wykazywał jakieś uwrażliwienie na sztukę, czy też dokonał tego zakupu tylko jako curiosum? Odpowiedzi na podobne kwestie może znalazłyby się w diariuszu i należy żałować, iż przepadł on bez wieści.

Aż chce się zapytać, jaki to ptak został przedstawiony na sztychu (anonimowym czy sygnowanym? tego nie wiadomo) i czy wygląd tego zadziwiającego stworzenia istotnie odpowiadał prawdzie. Wszakże z uwagi na przejrzystą symbolikę kompozycji, nawiązującą do niedawnej śmierci władcy Francji (trupie główki – korony królewskie – Dzień Zaduszny) wolno mniemać, że był to raczej mocno naciągany produkt o spreparowanej „cudowności”, zastosowanej przez twórców ryciny w celu lepszego jej zbycia na rynku wydawniczym. Jedynym śladem, że jakieś egzemplarze trafiły (szybko) nad Wisłę, jest właśnie wzmianka w Pamiętnikach Jana Duklana Ochockiego, gdyż ojciec autora raczej by sobie tego nie wymyślił.