Jak szwedzki potop zalał Radom

Radom, choć czasy swej świetności miał już za sobą, w XVII wieku nadal zaliczał się do grona najważniejszych miast Rzeczypospolitej. Było to dosyć zamożne miasto, położone na skrzyżowaniu szlaków handlowych z Warszawy do Krakowa i z Lublina do Wielkopolski i na Śląsk. Ponadto był jednym z etapów wielkiego przepędzania bydła z Ukrainy na Śląsk. O randze Radomia świadczył fakt, że to właśnie tu odbywał swe sesje jeden z najważniejszych organów Rzeczypospolitej – Trybunał Skarbowy.

Zamek w Janowcu w 1656 roku, rycina z „Samuelis liberii baronis de Pufendorf De rebus a Carolo Gustavo Sveciae rege Gestis Commentariorium Libri septem […]”, Norymberga 1729; Biblioteka Śląska w Katowicach

Wojenna zawierucha czasów potopu początkowo omijała Radom. Wojska szwedzkie, wraz z królem Karolem X Gustawem pojawiły się na krótko w listopadzie 1655 roku nie wyrządzając większych strat. Był to bowiem okres, kiedy szwedzki monarcha myślał o polskiej koronie i w związku z tym hamował swych żołnierzy. Sytuacja się zmieniła, kiedy pod koniec roku wybuchło antyszwedzkie powstanie. Szlachta województwa sandomierskiego zebrana w Opatowie uchwaliła akces do występującej w obronie praw Jana Kazimierza konfederacji tyszowieckiej. Król szwedzki nie zamierzał tolerować powstania i chciał zdusić bunt, zanim przybierze on poważne rozmiary. W lutym ruszył więc przeciwko siłom Stefana Czarnieckiego. Z Łowicza i Prus maszerowały zaprawione w bojach szwedzkie oddziały. Grupa rajtarii pod dowództwem obersztlejtnanta Rütgera von Ascheberga dotarła do Radomia, który szybko przekonał się, co oznaczają okropieństwa wojny. Ascheberg otrzymał rozkaz zorganizowania w mieście magazynów z żywnością i wypełnił go nader skwapliwie, oczywiście kosztem zrozpaczonych mieszkańców. Na szczęście główna kolumna szwedzka ominęła Radom i w pogoni za Czarnieckim zawędrowała za Wisłę. Tam nieoczekiwanie została osaczona w widłach Wisły i Sanu. W sukurs Karolowi X Gustawowi maszerował dwuipółtysięczny korpus Fryderyka Badeńskiego. Pod Janowcem otrzymał on jednak rozkaz cofnięcia się do Warszawy. Wracając, zabrał ze sobą załogę Janowca i rozkazał także dołączyć radomskiemu garnizonowi. Jego dowódca obersztlejtnanta Rittera od dłuższego już czasu dawał się ludności mocno we znaki. Otrzymawszy rozkaz wycofania się, rabował Radomian już bez jakichkolwiek oporów. Wreszcie kilkaset wozów wypełnionych łupami wyruszyło z miasta, które zostało na dodatek podpalone na odchodnym przez okupanta.

Obciążony olbrzymimi taborami Ritter maszerował bardzo powoli, zmuszając Fryderyka Badeńskiego do zwolnienia marszu. To ściągnęło zagładę na cały korpus szwedzki pod Warką. W bitwie tej oddział Rittera został rozgromiony przez polską husarię. Ritter padł w boju, podobnie jak większość jego żołnierzy, a wyładowane łupami wozy wpadły w ręce zwycięzców.

Zrujnowany Radom w sierpniu 1656 roku jeszcze raz gościł niszczycielskich Szwedów. Po ich wyparciu wkroczył tu Stefan Czarnicki, ogłaszając stąd swój słynny uniwersał do chłopów wzywających ich do walki z najeźdźcą.

Okres potopu był prawdziwą tragedią dla Radomia. Zginęła wówczas większość jego mieszkańców, a w gruzach legły zabudowania miasta. Wobec ogólnego zubożenia kraju odbudowa była trudna i długotrwała, a Radom na powrót większą rolę gospodarczą zaczął odgrywać dopiero w XIX wieku.