Jak wyglądał handel wołami na początku XVII w.?

W XVII-wiecznej Rzeczypospolitej do towarów będących przedmiotem masowego handlu należały m.in. produkty gospodarki hodowlanej, tzn. bydło rogate, głównie woły. Zwierzęta te pędzono lądem, tak zwanymi szlakami wołowymi. Prowadziły one ze wschodu na zachód, w kierunku Śląska, który był wówczas największym odbiorcą bydła rogatego. Najsłynniejsze były jarmarki wołowe w Brzegu nad Odrą i w Świdnicy. Zwierzęta pochodziły przede wszystkim z terenu Rusi Czerwonej, oraz z Podola, Ukrainy i Mołdawii. Trakty wiodły przez ogromne połacie kraju, przez liczne miasta, wśród których najbardziej znane z przepędu bydła były: Jarosław, Rzeszów, Lwów, Lublin, Przemyśl, Radom i Tarnów.

„Bydło trzodne”, ilustracja z elementarza Jana Amosa Komenskiego pt. Orbis sensualium pictus (Świat malowany rzeczy widocznych pod zmysły podpadających), 1667; Biblioteka Narodowa

Bydło nie zawsze jednak docierało do miejsca przeznaczenia, albo nie od razu. Część odsprzedawano po drodze pośrednikom, część zatrzymywano na przezimowanie przed dalszą drogą. Handlem tym „żywym towarem” zajmowali się przedstawiciele wszystkich warstw ówczesnego społeczeństwa, także magnaci przez swoich pełnomocników (plenipotentów). Szlachta pędziła bydło własne lub specjalnie zakupywane na Rusi Czerwonej i na Ukrainie. Często zatrzymywała je na zimę, aby dokarmić, zużywając w ten sposób własne zapasy zboża (nie trzeba go było wtedy wozić na handel do Gdańska) oraz aby za „podtuczone” zwierzęta uzyskać znacznie wyższą cenę. Chłopi byli zatrudniani do przepędu zwierząt, niektórzy zajmowali się tym przemytniczo.

Przepęd bydła na takich długich trasach nie był rzeczą łatwą. Wymagał odpowiedniej organizacji i sporej ekipy wynajętych pracowników. Byli wśród nich: kierownik transportu (zajmujący się wypasem bydła, noclegami, sprzedażą stada), paśnicy (odpowiedzialni za paszę dla zwierząt i ich pasienie), specjaliści od poszczególnych gatunków zwierząt (np. wolarze, owczarze, skotnicy). W trasie, na postojach, zwierzęta spędzano na obszerne place – majdany lub na leśne poręby. Niekiedy wynajmowano dla nich obory lub szopy.

O tym, ile zwierząt pędzono i kiedy, zależało głównie od pogody oraz możliwości ich wykarmienia. Ulewne deszcze, roztopy, mrozy albo susza, utrudniały transport, przyczyniały się – jak również zarazy – do padania zwierząt podczas drogi.

Z zapisów z komory celnej w Krakowie z 1604 r. wynika, że najwięcej zwierząt pędzono tamtędy w miesiącach styczniu, lutym oraz we wrześniu i w sierpniu. Dwa pierwsze miesiące roku to okres karnawału i zapustów, czyli większego zapotrzebowania na mięso. Wiosną i zimą, przed Bożym Narodzeniem, liczba transportowanych zwierząt malała. W pierwszym przypadku z powodu powodzi lub roztopów oraz przypadającego wówczas okresu wielkiego postu, w drugim – ze względu na adwent i powstrzymywanie się wtedy od spożycia mięsa. Natomiast sierpień i wrzesień to czas dogodnej pogody oraz dostatecznej ilości paszy. Z całego bydła spisanego w rejestrach prawie 50% skierowano bezpośrednio do Krakowa, resztę transportowano dalej. Oprócz wołów, których przez miasto pędzono najwięcej (blisko 5000 sztuk), odnotowano też – choć nieco mniej – baranów, owiec i skopów, czyli baranów kastrowanych (łącznie prawie 4250 sztuk), najmniej zaś (zaledwie 65) kóz i kozłów.